wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 2. LL


Rozdział 2.


   Brunetka podniosła głowę...i spojrzała w jego błękitne oczy. Jedno przyszło jej do głowy - To, jest ten jedyny. W pewnej chwili odcięła się od marzeń i wróciła do rzeczywistości. Co jak, co, ale to Niall. Riley bardzo dobrze wiedziała kto to jest, Niall Horan. Znalazła go w internecie. Jednym gwałtownym ruchem odsunęła się od chłopaka.

-Nie mogę! - krzyknęła
-Czego?
-Niall, ja wiem kim jesteś
-Kim?
-Ja nie...
-Riley?
-Zmęczona jestem, położę się, a ty jakbyś mógł, to wyjdź

   Chłopak spojrzał rozpaczliwie na dziewczynę. Domyślił się o co jej chodzi. Nie taki był jego plan. Miał być szczęśliwy i nie powracać do przeszłości ze sławą. Niestety za szybko się pośpieszył. Riley wiedziała kim on jest i pewnie dlatego wyprosiła go z mieszkania.
   Niall opuścił dom dziewczyny. Szedł spokojnie uliczkami Londynu kopiąc śnieg. Napotkał woźnego. On zwrócił na blondyna uwagę.

-Ej, młody! - Niall podniósł głowę
-Co taki smutny? Święta idą - krzyczał z pod garażu
-Wiem, proszę pana, wiem
-Trzeba się weselić, spędzać czas z rodziną i bawić się!
-Nie mam z kim
-A ta ładna brunetka?!
-Riley? - schował ręce do kieszeni
-Tak, ta za rogiem! To nie twoja dziewczyna?
-Nie, proszę pana
-A szkoda, ładna jest. Fajną parę byście tworzyli - zaczął dalej odgarniać śnieg

   Niall zmrużył oczy i pokiwał głową. Spojrzał na drogę, którą podążał. Szara i brudna. Tak jak jego serce. Poszedł więc nią, wracając do domu. Otworzył drzwi i kawałki śniegu wpadły do mieszkania. Chłopak tylko głośno wzdychał. Zamknął je, rzucił buty w kąt i usiadł na kanapie.

_,,_

   U Riley też nie było miłej atmosfery. Siedziała smutna nie mając się do kogo przytulić. Mieszkanie bez jej ukochanego pupila, straciło cały urok, tak samo bez Niall'a. On napędzał do niej szczęście, a ona tak normalnie go wypędziła tylko dlatego, że jest sławny. Czuła się z tym bardzo źle, dlatego zadzwoniła do Tiffany i Westa.
   W mgnieniu oka oboje stawili się u niej. West jak zwykle zrobił herbatę. Dziewczyny plotkowały.

-Co taka smutna, kochanie?
-Wiesz kogo poznałam?
-Kogo?
-Niall'a Horana
-To ten z One Direction!? - krzyknął West
-Tak
-To chyba dobrze
-Nie wiem, wcześniej nawet nie wiedziałam, że on istnieje!
-Spokojnie, Riley i w czym problem? - chłopak postawił herbatę na stole
-Bo on jest cudowny, zabawny i taki...inny!
-I?
-I to, że mi się podoba, ale ja go nie znałam wcześniej, a przecież to całej One Directian było sławne!
-Direction - poprawił ją West
-Kochanie, nie możesz takim czymś się przejmować. Przecież jak z kimś się umawiasz, to wogóle go nie znasz, tak?
-No tak, ale on jest kimś, a ja...tak po prostu to olałam
-Riley, bzdury wygadujesz! Jak cię lubi, to dla niego taka sprawa to nie problem - powiedział West
-Tak myślisz?
-Tak!
-Ale ja go wygoniłam z domu, kazałam mu wyjść
-Sss, to kiepsko, ale możesz to naprawić - uśmiechnęła się Tiffany
-Jak? - popijała herbatę
-Zadzwonisz do niego i go zaprosisz do siebie
-No nie wiem, a jak odmówi?!
-To nalegaj, takie ciacho nie odmówi - mrugnęła

   Riley sięgnęła po telefon. Chwilę namyśliła się i zrezygnowała -Dzwonisz! Krzyczała Tiffany. W końcu to zrobiła. Usłyszała trzy sygnały. Nikt nie odbierał. Przy czwartym miała się rozłączyć, gdy nagle ktoś odebrał.

-Halo?
-Cześć Niall, chciałabym przeprosić za moje dzisiejsze zachowanie
-Riley?! Nie sądziłem, że kiedyś jeszcze zadzwonisz! Nic się przecież nie stało, każdy może mieć zły dzień, prawda?
-W gruncie rzeczy tak, ale ja często miewam takie dni
-Spokojnie
-To może chciałbyś jutro się spotkać w ramach przeprosin?
-....
-....
-Jasne!

   Riley odetchnęła z ulgą. Myślała, że chłopak trzyma do niej urazę i więcej się do niej nie odezwie. Dziewczyna uśmiechnęła się do przyjaciół.

   Minął kolejny dzień. Riley spojrzała na zegarek, wybiła 9;35. Dziewczyna pośpiesznie wyskoczyła z łóżka, zapominając o złamanej nodze. Upadła na ziemie. Nie mogła wstać, ponieważ złamana noga nie pozwalała jej na to. Bała się, że zmuszona będzie do odwołania spotkania. Poczołgała się po kule i żwawo podskoczyła do łazienki.
   Zeszła na dół do kuchni. Zrobiła sobie śniadanie. Zjadła dwie kromki chleba posmarowane twarogiem i dwa listki sałaty. Zjadła śniadanie w kuchni i prędko podeszła do butów. Założyła płaszcz i wyszła rozglądając się jeszcze po mieszkaniu. Umówili się o dziesiątej przy kawiarni. Zostały trzy minuty, gdy Riley mijała ławki,  przy ostatnim spotkaniu z przyjaciółmi. Widziała jak ktoś dochodzi do kawiarni. Bardzo podobny miał styl do Niall'a. Ten mężczyzna czekał na kogoś. Podeszła do niego. Dotknęła go w bark, a chłopak się odwrócił.

-Riley? Co ty tu robisz? - odezwał się Liam
-O Liam, tak?
-Tak, ja czekam na kogoś, a ty tak samotna?
-Też czekam na kogoś
-To wejdźmy do środka, tam poczekamy

   Za nimi weszła od razu Sophie. Riley przywitała ją wzrokiem. Pocałowała Liam'a i wzięła go pod rękę. Po chwili do kawiarni wszedł Niall. Mężczyźni spojrzeli na siebie. Oboje się uśmiechnęli.

-Liam, dawno cię nie widziałem!
-Ja ciebie też. Prawie się nie zmieniłeś
-Ty wręcz przeciwnie
-Sam tak do kawiarni, TY?
-Nie sam, ja przyszedłem do Riley - pokazał na dziewczynę

   Riley zaczerwieniła się i nie bardzo wiedziała o co chodzi. Doczytała tylko, że Niall był w zespole. Liam, Harry, Zayn i Louis też, ale nazwisk nie pamięta. Jedynie Liam'a, bo skojarzyła sobie z tym chłopakiem, ale niestety nie pamiętała jego nazwiska. Szybko jednak się domyśliła o co chodzi.

-Do Riley? My się znamy - zaśmiał się
-Taa - zmrużyła jedno oko
-Nie mówiłaś, że znasz Liam'a
-A po co ci miałam mówić?
-I widzę, że jesteś...
-Sophie, pamiętasz? - dziewczyna wyjrzała zza chłopaka

   Niall spojrzał na nią, a ona na niego. Rozpoznała go. Przypomniała sobie zdarzenie z kotem. Zaczęła pośpieszać Liam'a.

-Spokojnie, Sophie. Dawno się nie widzieliśmy
-Chodź, proszę!
-A Sophie ci nie mówiła o naszym spotkaniu?
-Jakim?
-No przy mieszkaniu Riley i tragedii z kotem - uśmiechnął się złowrogo
-Nie, a co się wydarzyło?
-Niech sama ci opowie, a mi wybaczcie, ale przyszedłem do Riley

   Dziewczyna patrzyła tempo jak Niall mija ją i zajmuje stolik. Po chwili sama dołączyła. Usiadła na przeciw chłopaka. On siedział uśmiechnięty i przeglądał kartę. Po chwili podszedł kelner.

-Coś państwo zamawiają?
-Poproszę to co zwykle, a ty Riley?
-Yyy, woda wystarczy - uśmiechnęła się nieszczero
-Coś się stało?
-Nie, ale nie wiedziałam, że mu to powiesz
-Złośliwa była, to czemu miałbym nie powiedzieć?
-Nie ważne



   Kelner przyniósł im zamówienia i oddalił się. Oni rozmawiali jeszcze z dobre dwie godziny. Riley nadal była lekko przybita. Niall widział to jednak próbował ją rozśmieszyć.
   W końcu wyszli z restauracji. Niall pomógł jej wydostać się z pod śniegu. Jednak o kulach trochę trudno. Wracali do domu, bo to nie była pogoda na spacery. Wszędzie leżał biały puch. Jeszcze niewydeptany. Czasem spadło parę płatków śniegu. Ludzie chodzili w te i wewte. Wracali z zakupami, z pracy, do pracy, z choinkami i ozdobami.
   Niall zaczynał zdanie, gdy przerwano mu.

-Wybaczysz mi wczorajsze zachowanie? - podchodziła do ogrodzenia swojego mieszkania
-Tak, to był po prostu zły dzień
-Ale na pewno?!
-Riley - złapał ją za ramiona -Zawsze!
-Już więcej to się nie powtórzy
-Chociaż...
-Tak? - spytała wystraszona
-Wybaczę ci, jak...dostanę pewność, że jeszcze się spotkamy
-Na pewno!
-Do zobaczenia - pocałował ją w policzek i odszedł machając z daleka


Od Gołąbka;

Powiem szczerze, nie jest to arcydzieło literackie. Nie miałam pomysłu, by napisać coś ciekawszego. Przykro mi! Między innymi, dlatego jest opóźnione ten rozdział. Postaram się, by to się więcej nie powtórzyło. Bohaterów znajdziecie w zakładce "Bohaterowie  Lost Love". Miłego czytania ;D

Czytasz=Komentujesz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz