sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 3. LL


*Rozdział 3* - Małe zmiany


   Zamknęłam za sobą drzwi. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Patrzyłam na białe płutno. Myśl przechodziła jedna  jakie ja mam szczęście! Położyłam telefon na blacie i o kulach podskoczyłam kanapę. Miałam zamiar spędzić ten wolny czas w spokoju. Jednak przypomniałam sobie, że Tiffany czeka na mój telefon po spotkaniu z Niall'em albo jak, to ona nazwała, po randce.
   Rozmowa przebiegała wesoło i dosyć wolno. Rozmawiałyśmy z bite dwie godziny.
  Kocham ją, jako przyjaciółkę, ale czasem przesadza. Ja i Niall, jesteśmy przyjaciółmi. Nic nad więcej nie łączy, a przynajmniej ja nie liczę na nic więcej.
   Spojrzałam na zegarek. Dosyć późno. Podniosłam kule i wstałam. Zerknęłamm za okno. Biało, miękko i pewnie zimno. Na szczęście nie muszę wychodzić.
   Weszłam na górę do swojego pokoju. Zabrałam komórkę, gdyby ktoś za mną zatęsknił.
   Położyłam kule obok łóżka. Zabrałam laptopa, który leżał na szafeczce obok. Włączyłam go i wpisałam hasło.
   Byłam zalogowana na pocztę i Twittera. Pierwsze co, to wyskoczyły mi powiadomienia z TT. Pełno ich było, może dlatego, że Niall nie został zapomniany i pewnie, niektórzy nad widzieli? Ale, moje imię i nazwisko? Nie wiem, fani są nieprzewidywalni.
   Nie wylogowałam się więc z twittera tylko weszłam w drugie okno. Tam na szczęście nikt mnie nie spamuje. Spojrzałam na skrzynkę pocztową. Był w niej bardzo dziwny e-mail.
   Przysłał go, nie jaki B.P. A kto to, nie mam zielonego pojęcia. Zastanawia mnie, co tam ta osoba napisała, ale może lepiej nie? Zobaczę przy okazji.
   Zamknęłam laptopa i położyłam się pod miękką i puszystą kołdrą. Przymknęłam oczy i pochłonął mnie sen.
  Spojrzałam na godzinę. Była trzecia w nocy. Otarlam oczy i sięgnęłam po kule. Zeszlam po schodach, do kuchni. Z szafki zabrałam szklankę i nalałam do niej wody.
   Kuchnia ustawiona jest nie daleko od przedpokoju, który połączony jest z salonem i kuchnią. W niej, jest okno przez, które widzę wszystko od drzwi frontowych.
   Spojrzałam przez okienko. Ujrzałam czarną postać. Kręciła się przed moim domem. Chyba czeka na kogoś. Do tej osoby podeszla inna czarna postać. Rozmawiały przez chwilę. Później ta druga, pokazała na mój dom. To było dziwne, a szczególnie, że nie mieszkam w bogatej dzielnicy, ani nie pokazuje nikomu, że mam pieniądze. Szczerze, to ich nie mam.
   Jedna z tych osób, była wysoką i ręce miała schowane w kieszeni. Druga zaś, niska. Miotała rękami z zimna. Właśnie to ta postać była pierwsza, ta mała i niespokojna.
   Wychyliłam się. Ta wysoką postać, pokazała na okno. Odskoczyłam z tamtąd. Strah złapał mnie za gardło. Zrobiło mi się momentalnie gorąco. A jak to złodzieje? Albo kryminaliści?! Odeszli. Odedchnęłam z ulgą. Wzięłam lek uspokojajacy i poszłam na górę. Nietety juz nie mogłam zasnąć. Zaciekawiły mnie te postacie. E-mail też był dziwny.
   Rano, zadzwoniła do mnie Tiffany. Po moim głosie wywnioskowała, że nie jest najlepiej. Zadzwoniła do Westa i razem przyjechali.

-Kochanie, jak ty wyglądasz?! - złapała mnie za twarz
-Miałam ciężką noc
-Właśnie, opowiedz kogo widziałaś

   Wytłumaczyłam jej, co do akcji. Tiffany siedziała przerażona i nie wiedziała co powiedzieć. W końcu za parę dni święta, a mnie ktoś obserwuje. West jak zwykle miał swoje kretyńskie poczucie humoru.

-A może, to święty Mikołaj, który obserwuje cię razem ze swoimi pomocnikami?!

   Czy on nie pamięta, że czasy Świętego się skończyły? Cały on. W jakieś romantyzmu też się lubi bawić.

-Pewnie jacyś chłopcy cię obserwują, bo wydajesz im się ładna

   Czy on powiedział, wydaję?! Najlepszy przyjaciel i sugeruje, że nie jestem ładna?

-Żartowałem
-Mam nadzieję
-A powiedz, jak się czujesz, jak plany na świata? W końcu za tydzień jest wigilia
-Wiem. Raczej nigdzie nie wyjeżdżam i nie chcę ruszać
-Nie możesz tak depresyjnie spędzać świąt!
-A kto mi zabroni? Każde święta spędzam sama
-Ale te muszą być inne
-Pojedź do mamy - stwierdził West -Albo do brata
-Nie, trochę daleko, a ja nie mam teraz kasy
-Oj nie przejmuj się tym - straciłam Tif
-A ten twój kawaler?
-Tiffany, to tylko przyjaciel
-Jasne! Zespół się rozpadł, wiec święta pewnie spędza sam, a jak nie to z rodziną
-Nie przesadzaj! Nie będę się człowiekowi narzucała
-Jak tam chcesz - założyła nogę na nogę
-Wiecie co, ja bede leciał. Ciocia pisała, że będzie za dwadzieścia minut - wstał chlopak dając całusa Tif i mi
-Dzisiaj wyjeżdżasz? - spytałam
-Niestety, to co...Wesołych Świąt! - pomachał nam i zakładając kurtkę, wyszedł z mieszkania

   Popatrzyłyśmy na siebie. Obie zaczęłyśmy się  śmiać. Z nieznanego nam powodu.

-A ty kiedy ruszasz? - spytała brunetka
-Jutro albo dzisiaj, to zależy od pracy Troy'a
-Razem z nim jedziesz?
-Tak, mama chciała go zobaczyć. Kuzyn nie jest zły - puściła oczko
-Moja rodzina za granicą
-Nie martw się! Stanie się cud świąteczny
-Hyh

   Tiffany przytuliła mnie i sama opuściła mieszkanie. Zostałam sama. Święta zapasem, a ja w lesie. Jeszcze jutro mam lekarza. Zdejmują mi gips! Będę mogła normalnie chodzić.
   Zabrałam kule i wyszłam się przejść. Było po dziesiątej, więc chodnik jest już wydeptany, a szkoda, bo piękny, biały puch na nim zawsze leży. Wychodziłam zza rogu mojej ulicy, gdy ktoś mnie potrącił. Zakręciałam się na kuli i miałam właśnie upadać, gdy ta postać mnie złapała.

-Przepraszam najmocniej! Nic pani  jest? - odezwał się męski, gruby głos
-Nie, dziękuję. Dalej sobie poradzę
-Przepraszam raz jeszcze - pomachal mi i szybko odszedł.

   Był to wysoki mężczyzna z płaszczem na sobie. Twarzy była zakryta burzą włosów, wiec twarzy nie widziałam. Spieszył się.
   Zadzwoniła do mnie Tiffany z wiadomością, że ona tez dzisiaj wyjeżdża. Został tydzień, a ja już zostaję sama. Niall pewnie też wyjeżdża, on ma do kogo. Mama jest daleko, więc nie bede jechała. Po za tym, pewnie już wszystko przygotowała, a przynajmniej część.
   Przeszłam jeszcze do okoła domów i wróciłam do mieszkania. Zadzwoniłam do mamy.

-Dobrze, że dzwonisz kochanie - stwierdziła mama
-Coś się stało?
-Nie, tylko chciałam ci powiedzieć, że na świata przyjeżdża Ciocia Zoe i Michalel, twoi kuzyni Sam i Pam, wujek Edward i Luke
-To raczej nie będę przyjeżdżać
-My czekamy jakby co - zaśmiała się kobieta
-Ale chłopaki i tak oglądają bajki, ciocie rozmawiają, a wujek rozmawia z dziadkiem
-A Luke?
-Mamo! On nie jest rodziną!
-Jak nie? To mój siostrzeniec
-No tak, ale dziwny jest
-Nie jest dziwny. Bardzo cię lubi
-Jasne

  Moja rozmowa z mamą zakończyła się po tym jak powiedziałam, że poznałam kogoś.
  Luke to wysoki brunet z zielonymi oczami. Ubiera nowoczesne kurtki i ma taką samą fryzurę. Kocha sport, ale jednak woli rysować. To go podobno relaksuje. Jest starszy od de mnie o rok. Dziwnie się zachowuje. Nie lubię go!
   Usłyszałam swój telefon. Odebrałam...


Od Gołąbka;
 
Nadeszły małe zmiany. Postanowiłam zmienić rodzaj opowiadania. Trochę trudno się pisze w narracji trzecioosobowej. Teraz bohaterowie opowiadają o swoich historiach.
Do rozdziału nie dochodzi nowa postać. Miejsce akcji też się nie zmienia. Trochę późno wstawiłam, ale teraz mam jak. Następny rozdział w sobotę za tydzień. Pozdrawiam :D
 
Czytasz = Komentujesz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz