Opowiadania o gwiazdach :)
sobota, 13 grudnia 2014
Rozdział 5 LL.
*Rozdział 5*
Coraz mniej czasu do świąt -To myślę każdego dnia, gdy wstaję. Dzisiaj zostały trzy dni. Mam jakieś tam prezenty, ale nie mam ducha świąt. Nawet Niall wydaje się jakiś nie obecny. Może ja też powinnam wyjechać? Zadzwonię do niego i spytam jak ze świętami albo sms'a wyślę? Bo może obudzę?
Ja: Niall, czy na pewno wyjeżdżasz na święta?
Niall: Tak :((
Ja: Na jak długo?
Niall: Po świętach dopiero wracam
Ja: Szkoda, a nie obudziłam cię?
Niall: Nie :))
Wiedziałam, że wyjeżdża, ale chciałam się upewnić. Może zmienił zdanie i chce spędzić święta ze mną. Mam trzy dni, by się zastanowić.
Wywlokłam się leniwie z łóżka. Spojrzałam przez zamarznięte okno. Szron malował na szybach wzorki, dzieci bawiły się bialutkim puchem, a kolorowe ozdoby świeciły po mieście. Tak zazdroszczę wszystkim osobom, które święta spędzają z rodziną. Chyba pojadę do mamy.
Ubrałam się ciepło i wygodnie. Założyłam kurtkę i zimowe buty. Otworzyłam drzwi i powiało chłodem. Wyszłam na schody, skryte pod śniegiem. Przez uszy obijały się śmiechy dzieci i rozmowy dorosłych. Starcy chodzili po parku, a na bazarku kwitł interes. Wszyscy byli dla siebie życzliwi.
Rozejrzałam się po okolicy. Przechodziłam uliczkami, gdzie jest pełno kupców. Pełno uśmiechniętych twarzy. Były jednak osoby, z humorem takim jak mój. Ponurzy i zgryźliwi.
Doszłam do uliczki z mniejszą ilością ludzi. Trochę biedniejsza ta ulica. Tam było smutno. Dzieci w rozdartych ubraniach, rodzice szukający pożywienia. Jedna wielka kamienica, była ich domem, to utrzymywało ich na życiu.
Chciałam przejść obojętnie. Zaczepiło mnie dziecko. Pociągnęło mnie za kurtkę. Obejrzałam się za siebie i spojrzałam w jego smutne, opuszczone oczy.
-Pomóż kobieto -mówiło przez płacz
Podeszłam do jednego ze stoisk. Kupiłam coś, co wzmocni przynajmniej połowę tych ludzi. Matka dziecka spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się i zawołała syna. Odeszłam szybko zza kamienice. Patrzyłam jak oni się tym dzielą. Łzy leciały mi po policzku.
Poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na Liam'a. Nie wierzyłam własnym oczom. Uśmiechnięty i wesoły stał prze de mną czekając nie wiem na co.
-Cześć, co się tak czaisz? -zapytał
-Patrzę -zamyśliłam się -A co ty tu robisz?
-Przechodziłem, gdy zauważyłem ciebie -uśmiechnął się i machnął ręką bym za nim poszła
-Bez Sophia?
-Bez. Ma ciężki okres przed świąteczny. Lubię wszystkim pomagać i jak spotykam jakąś dziewczynę, to ta wpada w furię -zaśmiał się
-To może lepiej sobie pójdę? -złapał mnie za rękę
-Nie, nie! Gdzie się wybierasz?
-Na święta? -kiwnął głową -Pewnie pojadę do rodziny
-To dobrze, a jak z Niall'em?
-Wyjeżdża, więc co ja będę robić? -wzruszyłam ramionami
-No tak, a wiesz, Sophia mówiła, że miałaś kota
-Miałam, ale z zmarł, z nieznanych mi powodów -przerzuciłam oczami
-Przykro mi -spuścił głowę -Może chcesz wpaść do nas na chwilę, na herbatę?
-Nie, nie. Sophia by tego nie przeżyła. Wrócę do siebie, ale jeszcze wejdę do Niall'a
-Ok, to do zobaczenia!
Podeszłam pod dom Niall'a. Jak zwykle zadbany jak nie wiem! Czy on wie, że trzeba odśnieżać? Weszłam po schodkach i zapukałam do drzwi. Otworzyła mi znajoma twarz. Nawet bardzo znajoma.
Otworzył mi chłopak, który potrącił mnie po drodze, wczoraj. Gdzieś się śpieszył.
-Cześć, jestem Harry -podał mi rękę
-Hej, Riley, czy jest -przerwał mi
-Jest, wejdź
Chłopak siedział na fotelu. Włączony miał kominek i do o koła było bardzo przytulnie. Wchodziło się i nie chciało wyjść. Harry podszedł do mnie i poprosił o płaszcz. Niall spojrzał na mnie i podszedł.
-Co ty tu robisz? -spytał przytulając się do mnie
-Przyszłam? -podziękowałam loczkowi
-Jak twoja noga? -spytał
-Już lepiej, a może powiesz mi kim jest twój przystojny i niezdarny kolega?
-Niezdarny? -spojrzał na kolegę
-Nie chcący potrąciłem Riley w zeszłe popołudnie -zmarszczył brwi -Śpieszyłem się do ciebie
-Aha -uśmiechnął się -Harry to mój stary, dobry przyjaciel i odwiedza mnie raz do czasu, ale chyba, go dobrze znasz?
-Nie rozumiem? -zdziwił się loczek
-Chciałem ukryć moje dawne życie, ale ta cwaniara znalazła o nas informacje -zaśmiał się
-To ty jesteś Harry Styles?
-Tak, miło cię poznać. Niall wiele o tobie mówił
-Na przykład? -szturchnęłam blondyna
-Że jesteś urocza, miła, niezdarna, marudna -wymieniał
-Do prawdy??
-To co, może czegoś się napijesz? -powiedział Niall
Siedzieliśmy w salonie przy podłączonym kominkiem. Opowiadałam Harry'emu jak się poznaliśmy, gdzie pracuję i czy wyjeżdżam na święta. Ten chłopak jest niesamowity! Słucha, nie przeszkadza i jeszcze sam chce opowiedzieć.
Niall pakował torby i zabieczał po woli dom. Loczek śmiał się i próbował zrobić to samo ze mną. Niestety gdy patrzę, że Niall wyjeżdża, to płakać mi się chce.
-A czemu nie wyjeżdżasz? -spytał mnie Harry wybijając z rytmu wkładanych ubrań
-Rodzina daleko, a po za tym, wolę zostać tutaj w domu -zaśmiałam się
-Moja rodzina mieszka blisko, na szczęście -uśmiechnął się -Ale Niall wyjeżdża
-Niestety, mama wzywa
-Robi się późno, ja będę leciał -dał mi całusa w policzek i podszedł do blondyna
-Do zobaczenia -pomachał mu
Jak Harry opuścił dom Niall'a, postanowiłam zrobić to samo. Blondyn nie był zadowolony, ale co ja będę tutaj robić.
-Ale nie musisz! -jęczał
-Ty się pakuje, a ja muszę posprzątać w domu -zakładałam kurtkę
-No dobra, ale później wpadnę -uśmiechnął się i machnął ręką
Otworzyłam drzwi i zawiało chłodem. Za mną tak ciepło, ale trzeba wracać.
Dom mam blisko, więc szybko dotarłam. U mnie nie jest tak ciepło jak u niego. Zaraz będzie. Podeszłam do kominka. Włączyłam i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę, na szczęście miałam składniki. Pamiętam przepis na ciasteczka od mojej babci. Przepyszne są. Upiekę, by chociaż z tego mieć przyjemność na święta.
Usłyszałam pukanie. Umyłam ręce i poszłam pod drzwi. Spojrzałam przez wizjer -Harry. Otworzyłam szybko drzwi.
-Coś się stało? -spytałam zdziwiona
-Miałem pytanie, mogę wejść? -wygrzebał ramiona ze śniegu
-Wchodź -wpuściłam gościa do środka -Chcesz coś do picia?
-Nie dzięki -rozglądał się po mieszkaniu -Na pewno zostajesz na świata w domu?
-Raczej tak, a co? -krzyczałam z kuchni
-Tak pytam, a gdzie choinkę postawisz? -wypytywał się mnie o bardzo dziwne rzeczy jak na osobę obcą
-Nie wiem, może wogóle jej nie postawie -weszłam do salonu z herbatą
-Rozumiem, a często siedzisz u siebie w pokoju? -pochwili dodał -Sama
-Tak, robię coś na komputerze albo rozmawiam ze znajomymi -usiadłam w fotelu
-Będę leciał -dał mi całusa w policzek i wyszedł
Jego zachowanie było dziwne. Wszedł, rozejrzał się, zadał parę dziwnych pytań i wyszedł. Cała ta ich trójka jest dziwna. Ciekawe co się stało z resztą.
Weszłam na górę i włączyłam laptopa. W wyszukiwarkę wpisałam One Direction. Wyskoczyły mi ogólne informacje o zespole. Po członków aż po drużynę. Przeczytałam wszystkie informacje o tej trójce. Wielu rzeczy się dowiedziałam. O Sophie też. Podstępem przyczepiła się do biedaka. Ale nie zmieniając tematu. Harry i Niall wydawali się dobrymi przyjaciółmi. Teraz też. Jednak najlepszym przyjacielem loczka był nie jaki Louis Tomlinson. On też ma dziewczynę. Niall był neutralny. Przyjaźnił się ze wszystkimi. Zayn jednak, to podobno przez niego rozpadł się zespół. Po tym jak wziął ślub z Perrie, chłopcy zaczęli się kłócić. Znalazłam jego adres i Louisa. Oby były jeszcze aktualne. Chciałam dowiedzieć się więcej i moim świątecznym życzeniem było połączyć ich wszystkich.
Ubrałam kurtkę, buty i wyszłam z mieszkania. Zamówiłam taksówkę. Pokazałam adres. Na miejscu byłam po dwudziestu minutach. Zapłaciłam i wyszłam przed nie wielki dom. Tu podobno mieszka Louis.
Podeszłam pod drzwi i przełykając głośno ślinę, zapukałam. Drzwi otworzył mi wysoki brunet. Miał na sobie ciepłą bluzę. Poprawiał coś chwilę fryzurę. Zaczęłam rozmowę.
-Dzień dobry -miałam ochotę uciec -Pan, to Louis Tomlinson?
-W rzeczy samej, a co panią sprowadza? -uśmiechnął się
-Chciałabym dowiedzieć się czegoś o -zamarłam -One Direction -dodałam
-Yh, fanka tak? -zmienił ton i zmarszczył czoło
-Nie, nie! -broniłam się -Ja w innej sprawie
-Proszę, niech pani wejdzie -wpuścił mnie do mieszkania
Rozejrzałam się do o koła. Zero zdjęć z dziewczyną tylko rodzinne. To mnie zdziwiło. Spytał się czy chcę coś do picia i zaprowadził mnie do salonu.
-Możemy być na ty? -zapytał pewnie
-Oczywiście -uśmiechnęłam się -Więc tak, Louis ty byłeś najstarszy z waszej piątki? -zetknęłam do notesu
-Tak -odpowiedział bez wachania
-Jakie uczucie miałeś, gdy dowiedziałeś się, że to już koniec 1D? -spojrzałam poważnie na mężczyznę
-Byłem zgruzgotany, ale szybko się pozbierałem. Musiałem się pogodzić, że moje życie w tłumie gwiazd i fanów się zakończyło. Nic nie mogłem na to poradzić -oparł się o oparcie na fotelu
-A nie próbowałeś pogodzić chłopaków? -zapisywałam każde słowo
-Tak, ale to było silniejsze -poprawił fryzurę
-Co? -spojrzałam w notes by uniknąć kontaktu wzrokowego
-Kłótnie. Za dużo ich było. Simon powiedział nam, dwie trzy płyty i koniec One Direction -oparł dłonie na oparciu
-A twoim zdaniem, kogo to wina? -spojrzałam na mężczyznę i tym pytaniem rozpoczęłam ciszę
-Yh, naszej całej piątki. Każdy z nas miał w tym udział -przetarł brodę
-Uważasz, że mógłbyś się jeszcze raz spotkać z chłopakami? -uśmiechnęłam się
-Nie wiem, ale raczej nie -zaśmiał się -A nie powiedziałaś jak masz na imię?
-Riley -podałam mu rękę
-Pięknie, a czemu tak się nagle nami zainteresowałaś? -poprawił bujną fryzurę
-Niall Horan, jest moim sąsiadem -odgarnęłam kosmyk włosów
-Zawsze wesoły, miły, szalony i prze de wszystkim wrażliwy -podniosły mu się kąciki ust
-A mógłbyś mi o nim więcej opowiedzieć? -zaciekawilam się
-Jasne! -spojrzał się na mnie -Zawsze lubił sport. Był dzieckiem w naszym gronie, które było zawsze głodne. Miał poczucie humoru i często sobie dogryzaliśmy, ale lubiłem go. Ucierpiał najbardziej, gdy się rozstaliśmy. Stał się cichy, samotny i ponury. Co prawda nigdy nie mógł znaleźć swojej drugiej połówki, ale po rozstaniu nie patrzył na to. Nie odzywał się do nas i po jakimś czasie odszedł z kontaktów też Liam, później Harry i zostałem sam -oznajmił mi ocierając twarz, a w oczach widniał smutek
-A co się stało z Zayn'em? -zapisałam w notesiku
-Po ślubie z Perrie, przestał przychodzić na próby i odszedł -po raz kolejny poprawił fryzurę -A czemu mnie szukałaś? I jak mnie znalazłaś?
-Chciałam dowiedzieć się więcej niż tylo o z tego co jest napisane na Internecie, a adresy były podane, ale nie byłam pewna czy to ten odpowiedni -opowiedział swoją historię
-A Niall ci nie chciał opowiedzieć? -zaciekawił się
-Nie wie o tym, że cię szukałam. on szykuje się do wyjazdu -oznajmilam
-Na święta wyjeżdża do rodziny? Zawsze to robił -uśmiechnął się
-To już wszystko -wstałam z kanapy -Dziękuję za pomoc, a mogłabym twój numer na wszelki wypadek?
-Dla ciebie wszystko -podał mi numer na karteczce
-Dziękuję, cześć -pomachałam mu i wyszłam
Louis wydawał się miły. Opowiedział mi bardzo dużo i wiem o wiele więcej. Dostałam nawet numer. Jeżeli to prawda, co mi opowiedział, to wychodzi na to, że Niall bardzo cierpi. Nie spędzę z nim świąt, ale dam mu największy prezent jaki mógł dostać.
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Sorki!
Przepraszam, ale następne rozdziały nie pojawią się na tym blogu, a na pewno nie ode mnie. Niestety BF i LL nie będą pojawiały się na tym blogu. Niestety nikt się nie udziela, a ja nie wiem po co pisze, jeżeli nie jestem pewna czy ktoś to czyta.
Przepraszam jeszcze raz, ale ja mam czas na inne rzeczy, a jeżeli nikt nie czyta, to...sorry! Do zobaczenia, oby <3
sobota, 29 listopada 2014
Rozdział 4. LL
*Rozdział 4 *
Odebrałam telefon i usłyszałam Irlandzki akcent.
-Cześć Riley, jak się czujesz?
-Hej, dobrze. Możesz się jutro spotkać?
-Zależy, o której?
-Tak po jedenastej
-Na chwile tak, bo później muszę coś załatwić
-Ok, mam niespodziankę
-Nie mogę się doczekać! A jak przyjaciele, wyjeżdżają?
-Wyjechali już
-Szkoda, ja niestety też wyjeżdżam
-Na prawdę?! A tak fajnie się z tobą spędza czas
-Hyh, niestety jestem zajety
-Szkoda, to będę u ciebie o jedenastej, ok?
-Ok
Skończyłam z nim rozmowę. Smutno, że Nialla nie będzie na święta. Ale czego ja się mogłam spodziewać, po takiej osobie? Że będzie ze mną i przybedzie na każde moje zawołanie? To Niall Horan, wokalista z One Direction.
Nic mi się nie chce. Moje święta straciły sens. Do rodziny lecieć nie będę, bo nie mam zamiaru patrzeć ta słodką twarz Luka.
Za pięć dni są świata, a ja nie mam prezentów dla moich przyjaciół. Jutro, po spotkaniu z Niall'em, pójdę do sklepu i coś kupie, bo to będzie straszne! A na razie się położę, bo i tak nie man co robić.
_,,_
Wybiła 6 rano. Za cholerę ja tak wcześnie wstaję?! Trzeba mieć nie równo pod sufitem, by marnować sen.
Wstałam, podniosłam kule i zeszłam na dół. Pusto, ale jedynie co mi nie pasuje, to otwarty balkon i ślady stup. Ja tego nie wytrzymam! Muszę zadzwonić do Niall'a, a jak ktoś jest w mieszkaniu?
-Słucham? - zapytał zaspany chłopak
-Niall, ktoś mi się włamał do mieszkania! -nastała cisza
-Sama jesteś?
-Nie wiem czy ktoś jest w środku, bo dopiero wstałam
-Wydawało ci się
-Niall, takie rzeczy nie mogą być tylko myślą
-Spokojnie Riley, mam przyjechać?
-Nie trzeba, dobranoc
-Dobranoc Riley
Czemu on reaguje na to z taką ulgą? A jak zabrali mi coś cennego? To pewnie tamci z wieczora. Bądźmy nastawioni jak Niall, nic się nie stało. Mam czas, to pójdę przygotować się do lekarza. Będę wcześniej , bo może będą luki u doktora.
Minęła 8. Wyszłam na przystanek. Autobus za pięć minut. Lekarz jest ulice dalej. Man nadzieje, że Niall doceni to co mu pokarze.
Na szczęście nie ma jednego z pacjentów. Dzięki temu weszłam o 8:55, a nie o 9:30. Będę wcześniej u kochasia. Weszłam do gabinetu. Doktor porozmawiał ze mną po czym skierował do sali, gdzie mieli zdjąć mi gips. Trochę czasu minęło. Wyszłam z dwiema zdrowymi nogami. Teraz nic mi nie pozostaje jak pojechać do Niall'a.
Zapukałam do drzwi. Otworzył mi blondyn. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Trochę wcześnie
-Przeszkadza ci to?
-Nie, ale...nie masz gipsu!
-To ta niespodzianka! Teraz wszędzie możemy iść - uśmiechnęłam się
-To cudownie - przytulił mnie
-Cieszysz się?
-Bardzo, a czemu pytasz?
-Sprawdzam - przytuliłam się do gorsetu chłopaka
Rozmowa przemijała spokojnie. Szybko jednak wróciłam do domu. Wstąpiłam jeszcze do sklepu. Spotkałam tam Liam'a. Na mój widok się uśmiechnął.
-Widzę, że już bez gipsu
-Tak, zdjeli mi dzisiaj
-A Niall wie?
-Właśnie od niego wracam, nie kręciłeś się przypadkiem koło mojego mieszkania?
-Nie, a coś się stało? - podszedł do kasy
-Przewidziało mi się
Liam poczekał jeszcze chwilkę na mnie i wrócił do samochodu. Po drodze zdążyło zaatakować go z tysiące fanek. Nie wiem czy fajnie być sławnym.
Przypomniałam sobie, że miałam kupić prezenty. Więc muszę się wrócić. Byłam w wielu sklepach i nich nie znalazłam dla Niall'a. Prezent Tiffany i Westa mam, ale co z nim? Nie mogę mu kupić byle czego, bo to raczej nie jest zwykły znajomy.
Wróciłam do domu. Spojrzałam na korytarz. Przypomniały mi się ciepłe łapki mojego kota. Niestety, gdyby nie Sophia. Łzy mi się zbierają jak o tym myślę.
Zapakowałam prezenty w ładne papiery ozdobne i schowałam do szafy. Tif wraca za tydzień, a West dopiero w styczniu, po nowym roku.
Kule zostawiłam u doktora, to jeden plus. Wbiegłam na górę. Włączyłam laptopa i weszłam na pocztę. Muszę odczytać tego e-maila.
Adresat B.P.
Odbiorca riley@gmail.com
Witam,
pewnie nie wiesz kim jestem. Ważne, że ja wiem, kim ty jesteś. Kochana konkurencjo, nie mam zamiaru się poddać i oddać mojego ukochanego. Nie zasługujesz na niego, patrząc po tym jak go traktujesz. On sobie nie zasłużył na takie traktowanie. Więc słuchaj, odejdź od Niall'a, bo to się źle dla ciebie skończy. Wiem który masz numer mieszkania i ulicy, miałaś kota i złamaną nogę. To wszystko na teraz! Masz czas do 24 grudnia albo wiesz sama, co się stanie.
B.P
Nie przestraszył mnie ta wiadomość. Nie wiem kim jest to B.P. Ale jeżeli chce mnie wystraszyć, to musi się postarać. Plączy mi się myśl, która mówi, żebym powiedziała to Niall'owi. Nie będę go denerwować, on pewnie szykuje się do świąt.
Zadzwoniłam do mojego brata. Raz do czasu trzeba porozmawiać z rodziną.
-Miło, że dzwonisz siora!
-Jak tam ci się wiedzie?
-Dobrze, jadę do cioci na święta, a ty?
-Niestety nie
-Kuzko kochana, czemu?
-Nie podpisuj się, nie mam czasu
-Szkoda, a jak tam w rodzinie?
-Nie mam nikogo
-Czemu?
-Bo nikogo nie znalazłam?
-Zalamujesz się! A ten blondyn?
-Skąd wiesz o Niallu?!
-Tiffany, ciocia, ja
-Paply! Kończę, to co, Wesołych Świąt
-Wesołych...
Nikt mnie tak nie denerwuje jak on. Luke i jego Ego. Jedyny członek w rodzinie, którego tak nie cierpnie.
rzuciłam się na kanape. Wyjelam telefon.
Ja: Wyjechałeś już?
Niall: Nie, ale się nudzę
Ja: Śpisz?
Niall: Riley, próbuję
Ja: To pogadaj ze mną
Niall: Jutro mam ważny dzień i chcę iść spać
Ja: Wiedziałam, że zależy ci na mnie
Ja: przychodzę bez gipsu, a ty mówisz same " super"
Ja: Może wróciłeś do tej Barbary?
Niall: Zależy mi na tobie!
Niall: Nie wygaduj bzdur, Riley
Niall: Barbara jest przeszłością
Niall: To o czym kochanie chcesz pisać?
Ja: O tym, jak bardzo cię kocham <3
Niall: Słodka jesteś
Ja: Nie przeszkadzam, dobranoc ;*
Niall: Dobranoc <3
Od Gołabka:
Podoba się? Dla mnie trochę słabe. Ale to zostawiam dla waszej opinii.
Czytasz=Komentujesz
czwartek, 27 listopada 2014
rozdział 2 S.O.M.L
Story Of My Love
rozdział 2
*oczami Perrie*
"Kupiłyśmy dużo ciuchów. Nagle wpadłyśmy na grupkę chłopaków."
Miły,
przystojny chłopak tak na razie opisuje Zayna i chyba powoli się w
nim zakochuje. Nie wiem jak ale zakochuje. Czyli to prawda miłość
istnieje a już zaczynałam wątpić. Przez przepadek nasze dłonie
się spotkały a on je złączył. Teraz trzymam go za rękę ani ja
ani on nie chce ich rozłączyć. Nagle zatrzymaliśmy się przy
ławce popatrzyłam się na niego on się uśmiechnął
od Mracheweczki : przepraszam że wczoraj nie wstawiłam rozdziału ale wiecie nauka :/ a po za tym miałam kare. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieje że ten rozdział wam się spodoba :)
rozdział 2
*oczami Perrie*
"Kupiłyśmy dużo ciuchów. Nagle wpadłyśmy na grupkę chłopaków."
-
przepraszamy – powiedziałyśmy chórkiem
- nie
to my przepraszamy – powiedział chłopak o pięknym głosie ale
czekaj chyba już te głos kiedyś słyszałam. Podniosłam głowe i
zobaczyłam go. Chyba to był Zayn nie wiem nie pamiętam ale głos
się zgadza. Gdy chłopak się na mnie spojrzał od razu z głosu
miłego zmienił na cichy i nieśmiały. Chłopak obok niego szepnął
mu coś i on się uśmiechnął
- czy
chciałabyś się przejść na kawe ? - powiedział a była 2 pm. No
tak on to wszystko uknuł
- tak z
chęcią – powiedziałam i popatrzyłam się na dziewczyny. One
wiedziały co robić, wzięły ode m mnie torby. Ja z Zaynem (teraz
jestem pewna że to on) poszliśmy do kawiarni.
* oczami Jade *
Trochę
mnie to zdziwiło że złapią nas w centrum handlowym ale wiadomo
chłopcy są nie przewidywalni. Jednego z nich kojeże oczywiście
oprócz czarusia Perrie czyli Zayna. Był to loczek on miał na imię
tak pospolicie H He Herri Harry tak Harry. Ładny kiedyś podrywał
mnie ale to było dawno. Ten co się na mnie gapił był blondynem.
Nie ukrywam jest przystojny. Te jego rozjaśnione końcówki to po
prostu piękność ale muszę się opanować przecież ma na pewno
dziewczynę.
* oczami Nialla*
Ładna
ta koleżanka Perrie ale pewnie ma chłopaka a poza tym nie
powinienem szukać teraz dziewczyny mam pomóc Zaynowi a nie sobie.
Tym
czasem u Perrie i Zayna...
* oczami Zayna *
Ona
jest taka piękna. Nie wiem co bym zrobił bez niej. Pijemy właśnie
koktajl w barze, najgorsze jest to że są tu nasi fani i cały czas
podpisujemy autografy. Zaproponowałem jej byśmy poszli na spacer.
Zgodziła się. Uff. Wyszliśmy a właściwie uciekaliśmy przed
paparazzi i kolejnymi fanami. Perrie ma piękny uśmiech, włosy
ogółem cała jest piękna. Nie wiedziałem że w moim sercu jest
jeszcze jedno czyli Perrie. Zakochałem się i to porządnie.
* oczami Perrie *
Miły,
przystojny chłopak tak na razie opisuje Zayna i chyba powoli się w
nim zakochuje. Nie wiem jak ale zakochuje. Czyli to prawda miłość
istnieje a już zaczynałam wątpić. Przez przepadek nasze dłonie
się spotkały a on je złączył. Teraz trzymam go za rękę ani ja
ani on nie chce ich rozłączyć. Nagle zatrzymaliśmy się przy
ławce popatrzyłam się na niego on się uśmiechnął
-
chcesz usiąść czy idziemy dalej ? - odezwał się z uśmiechem na
ustach
- tak
usiądźmy bo już mnie troche nogi bolą no wiesz szpilki -
uśmiechnęłam się nie pewnie
- ok –
powiedział pokazał mi gestem żebym usiadła. Gdy usiadłam zrobił
to samo. Nie pewnie objął mnie. Oparłam się o jego rękę. Zaczął
bawić się moimi włosami. Uśmiechnęłam się do niego i
zabrałam głos
zabrałam głos
- po co
mnie tu przyprowadziłeś ? Czemu akurat ja przecież jest tyle
piękny dziewczyn czemu akurat ja ?
- bo to
ciebie pokochałem. Chciałem ci pokazać ten park.
- ty
mnie nie znasz drugi raz chyba mnie na oczy widzisz
- nie
prawda nie widze cię drugi raz. Tak naprawdę zakochałem się kiedy
zobaczyłem cię w telewizji w X-factor'ze tylko po prostu teraz się
odezwałem bo miałem dużo głowie no wiesz trasa, rozkręcanie
kariery.
- tak
rozumiem cię też właśnie rozkręcam kariere
- mam
nadzieje że znajdziesz dla mnie czas ? Bo bez ciebie nie wyrabiam.
Zakochałem się w tobie na zabój – powiedział i przybliżył się
niebezpiecznie i pocałował mnie w policzek. Po czym wstał podał
mi rękę i skierowaliśmy się w drogę powrotną. Od prowadził
mnie pod drzwi i pocałował mnie ponownie w policzek. Po czym
oddalił się. Widziałam go jeszcze jak wsiadał do limuzyny a potem
odjechał. Ja otworzyłam drzwi i pierwsze co mnie przywitało to
dziewczyny z pytaniami. Jak było ? Co robiliśmy ? Wymyśliłam coś
i poszłam do pokoju. To był genialny dzień. Nie przestalam o nim
myśleć. On jest cudowny, kochany. Zakochałam się w nim co począć
położyłam się na łożku i rozmyślałam o nim.
od Mracheweczki : przepraszam że wczoraj nie wstawiłam rozdziału ale wiecie nauka :/ a po za tym miałam kare. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieje że ten rozdział wam się spodoba :)
sobota, 22 listopada 2014
Rozdział 4. BF
*śmiech*
W salonie siedział James i Thalia. Nie wierzyłam własnym oczom. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i mocno przytuliam.
-Wróciłaś! Jak się czujesz?
-Już lepiej, a jak sobie poradziłaś z tymi chłopakami?
-Grzeczni byli - zaśmiałam się
Ustaliłam z Thalią, że zostanę już na noc, a rano wrócę do domu. Może przestane myśleć o chłopakach?
Tristan ustąpił mi swój pokój, bo Thalia zrobiła pomieszczenie gościnne. Reszta wróciła do domu. Zostałyśmy same. W końcu mam czas na rozmowę z nią.
-Puk, puk? - powiedziałam otwierając drzwi pokoju Thalii
-Wejdź, jak tam?
-Dobrze, chciałam spytać czy pamiętasz naszą zasadę?
-Na temat chłopaka?
-Tak - usiadłam na krześle
-Lily, nie gniewaj się
-Czyli pamiętasz?
-Kochanie moje, nie możemy z tym skończyć?
-Obiecałaś!
-Wiem, wiem, ale Tris jest cudowny, kochany, uroczy
-Ja nie mam zamiaru z tym zrywać
-Czemu? Nie lepiej mieć chłopaka?
-Robię to dla siebie, sprawdzam wytrzymałość
-Na słodyczach sprawdzaj! Jest Bradley, Connor i James, fajni goście
-Postanowiłam, lepiej się czujesz? - stanęłam przy drzwiach
-Tak, dobranoc
-Dobranoc
Zawiodłam się postawą mojej przyjaciółki. Nawet mnie nie wspiera! Dorzuca propozycje chłopaków. Czy tak robi przyjaciółka?
Położyłam się, ale nie mogłam zasnąć. Za wiele atrakcji.
_,_
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wiem, że późno. Spojrzałam na zegarek, za dwadzieścia dziewiąta. Zerwałam się szybko i zbiegłam na dół. W kuchni stał Tristan, coś gotował. Podeszłam spokojnie. Przy wejściu zobaczyłam walizki.
-Cześć, wprowadza się ktoś?
-Nie, wyprowadza - mieszał łyżką
-A kto?
-Thalia wyjeżdża na szkolenie
-Co? A gdzie ona teraz jest?
-Rozmawia z taksówkarzem
-Ok!
-Stój! W piżamie?
-Walić to!
Wybiegłam. Stała tam Thalia i rozmawiała z kierowcą. Podeszłam i przytuliam ją mocno. Opowiedziała mi wszystko i wróciła po walizki. Wstawiła do bagarznika i pożegnała się z naszą dwójką. Będę tęsknić.
Wróciłam z Tristanem do domu. Spojrzałam na potrawę jaką gotował.
-Po co gotujesz jeżeli nikogo tu nie będzie?
-Dla ciebie
-Yhy
-Thalia prosiła byś przypilnowała mieszkania
-Aha
-Nie umiem gotować, ale przepis zostawiła na stole
-A moje rzeczy?
-Są
-Gdzie? - oparłam ręką o blat
-W pokoju Thalii - spojrzałam na niego i nie odrywając zwroku od chłopaka kierowałam się na schody
Rzeczywiście były tam moje walizki. Kosmetyczka, buty, ręczniki, ubrania, dodatki i kosmetyki. Wszystko! Wykorzystałam to, że on jest w kuchni i zabrałam ciuchy. Poszłam do łazienki się umyć.
Jak wyszłam, słyszałam juz trzy głosy. Męskie. Zeszlam cicho po schodach. Grono adoracji przywitało mnie bardzo milo i ciepło.
-Na ile wyjechała? - spytałam
-Tydzień
-Ok, a co tam chłopcy?
-Dobrze, a śniadanie jadła? - zapytał Brad
-Nie
Dostałam od nich pyszną herbatę. Nie jest to perfektyczne śniadanie, ale zawsze dobre.
-A gdzie Bruno?
-Z Connorem na spacerze - odpowiedział Brad
-Aha
-A może się dzisiaj gdzieś przejdziemy? - zaproponował James
-Con pewnie nie może - zaśmiał się Tristan
-Ok, to psiedźmy w domu
Do mieszkania wszedł zdyszany Connor i mój pupil. Wskoczył na mnie i wylizał mi całą twarz.
-Con, zajęty dzisiaj jestes? - zapytał James
-Trochę
-Hyh - wtrącił Tris
-To zostajemy!
Chłopcy wskoczyli na kanape oprócz Connora. Zabrałam go do kuchni na rozmowę.
-Znowu się uczysz?
-Tak
-Może im powiesz?
-Nigdy!
-Ale nie będą ci dokuczać - usiadłam na blacie
-Trudno, ja nie mam ogólnie czasu na naukę
-Czemu?
-Przez zespół
-Yhy, ale to nic złego, że się uczysz
-Chciałbym bawić się tak jak oni, ale nie mam czasu
-Rozumiem, to może ja dzisiaj pojadę z tobą i pomogę ci w nauce?
-Nie trzeba
-Jak chcesz, ale na razie zostań z nami - złapałam go za dłoń -A przynajmniej ze mną
Nastała cisza. W kuchni zrobiła się przyjemna atmosfera. Connor się zbliżył. Już wiedziałam co się stanie. Czekałam na tą chwilę.
-Zostanę
Z salonu dobiegały krzyki i jeki. Wyszłam z kuchni zostawiając tam Connora. Chłopcy udawali, jakby nie wiem co im się działo. Zaczęli się śmiać i wypytawac o Connora.
-Skończyliście? - zapytał Tristan
-Niby co?
-Te wasze rozmówki
-Tak!
Mijały godziny. Oni płatami się po mieszkaniu. Nadeszła 18, więc Connor musiał wracać. James i Tristan też. Został Brad, który powiedział, że pomoże mi sprzątać. Odprowadziłam ich na przystanki i wróciłam do domu. Otworzyłam drzwi. Dom był wysprzatany, a przynajmniej ta część główna. Zajęłam buty i powoli przechodziłam przez pomieszczenia. Zaczęłam wołać Brada. Stał w kuchni. Robił herbatę.
-Ty to zrobiłeś?
-Tak
-Pięknie, Ale mieliśmy razem sprzątać
-Wiem
-I jak ja ci się odwdzięczę?
-Nie trzeba, chcesz coś do picia?
-Tak, woda wystarczy
Nalał mi szklankę wody. Wychodził z kuchni, wiec poszłam za nim. W salonie zatrzymał się przy kanapie. Na ziemi leżał odkurzać, znaczy kabel od niego. Nie zauwarzyłam go i potknelam się wylewając wodę na Brada.
-Przepraszam! - złapałam się za głowę
-Nic się nie stało - zdjął koszulkę
Moim oczom ukazała się klata mięśniaka. Nie wygląda na takiego, ale ma piękny kaloryfer. Patrzyłam się z pokusą na jego brzuch. On chyba robi to specjalnie.
-Masz koszulkę?
-Niestety nie
-To zaraz ci ją wysuszę, ale daj mi ją - podał mi koszulkę i poszłam do łazienki
-Ok...i tak ma być - szepnął
Wyjęłam suszarkę. Stanęłam tyłem do drzwi, by wysuszyć podkoszulek. Myślałam cały czas o Bradley'u. Samo tak jakoś. Najchętniej zobaczyłabym go jeszcze raz.
Z tyłu poczułam dotyk. Ktoś objął mnie w pasie. Przesunął ręce na barki i zdjął mi bluzę. Przeszła mnie gęsia skurka. Jego ręce znowu wróciły na biodra. Po chwili przysunął się do mnie. Przytulił mnie do swojej klaty. Ja wyprostowałam się i położyłam suszarkę. Wzięłam jego koszulkę i nie odwracając się powiedziałam.
-Proszę, sucha
-Dziękuję - szepnął mi do ucha
-Brad, co robisz?
-Przytulam cię
-To wiem - obrucił mnie
-Może zmieniłaś zdanie? - dotknął mojego policzka
-Nie, ale rozmawiałam o tym z Thalią
-I co ona na to?
-Że powinnam sobie kogoś znaleźć
-To czemu nie posłuchasz się jej?
-Mówiłam ci, robię to dla siebie
-To zrób coś dla mnie i pocałuj mnie
-Brad, wiesz, że się nie złamię
-Ja też - uśmiechnął się i pocałował mnie
Delikatnie wbijał mi się w usta. Ja uległam i objęłam go w pasie. On rękami wsunął się pod moje blond włosy. Posadził mnie na wannie. Przybliżył się do mojego brzucha. Jedną ręką masował mi plecy, jeżdżąc w górę i dół. Moje ręce położyły się na jego klatce. Unosiła się po woli. Położyłam jednak ręce na jego karku. On wsunął swoje do moich tylnich kieszeni. Do łazienki przyszedł pies. Słychać bylo tylko jego zdziwienie.
Brad usłyszał psa. Otworzył oczy i odsunął się od de mnie wyjmując ręce z kieszeni. Spojrzał na psa, ten odszedł. Znowu podszedł do mnie. Ja zagryzlam wargi i czekałam na jego ruch. Położyłam ręce na jego gorsecie. Serce coraz szybciej mu biło. Wbił mi się w usta. Ja wydobyłam z siebie jęk i kontynuowałam trzymanie rąk na jego karku. On wsunął je pod koszulkę. Znowu poczułam dreszczyk. Serce biło mi coraz szybciej, tak samo jak jemu. Czułam jak nasze języki toczą walkę.
Nie samowite uczucie. Thalia miała racje i James. Przedewszystkim James! Tylko skąd wiedział, że tak to się skończy?
Brad złapał oddech. Wykorzystałam tą chwilę.
-Brad, poczekaj chwilę
-Słucham
-Nie wiem czy dobrze robimy
-Dlaczego?
-Boję się, że ktoś może to źle odebrać
-Masz na myśli fanki? Czy Connora?
-Connora
-Nie martw się, to co się dzisiaj stało nie musi wyjść po za to pomieszczenie
-To dobrze - przytuliłam go
-Dobrze, że w końcu zdecydowałaś się - głaskał mnie po głowie
-Zostaniesz na noc?
-Nie śpieszy mi się
-To super!
Cieszę się, że postanowiłam się go zapytać. On jest cudny, ale czemu to z Bradem się stało? Muszę porozmawiać z Jamesem.
Poszłam do pokoju. Było jeszcze dosyć wcześnie. Za mną przyszedł Brad. Jestem już zmęczona, ale sama zapytałam sie go czy zostanie.
-Połóż się ja zaraz przyjdę - powiedział
Czekałam i czekałam. Oczy zaczęły mi się zamykać. Usłyszałam nagle delikatny głos.
-Śpisz już?
-Yy, nie - odpowiedziałam i w tym momencie ziewnęłam
-Może lepiej będzie jak sie położysz?
-Nie, porozmawiam jeszcze z tobą
-Jak chcesz
Brad usiadł na łóżku obok mnie. Przysunęłam się do niego. Położyłam głowę na jego kolanach. On delikatnie głaskał mnie. Patrzyłam się mu w oczy i widziałam szczęście, ale jednocześnie zakłopotanie. Pewnie to samo można odczytać z moich.
-Na pewno nie chcesz spać?
-Nie, nie. Posiedzę z tobą
-Kochana jesteś
-Czemu tak uważasz?
-Każdemu pomagasz i opiekujesz się nami chodź nas nie znasz
-Drobiazg
Przez pierwsze pół godziny leżałam na jego kolanach. Później zasnęłam.
Obudziłam się rano i czułam czyjąś rękę na moim biodrze. Obkręciłam się i zobaczyłam śpiącego Bradley'a. Położyłam lekko jego rękę na łóżko i poszłam do łazienki. Umyłam się i ubrałam. Weszłam do sypialni. Brad siedział na łóżku i przyglądał się ludziom, którzy przechodzili przy oknie. Usiadłam na kolanach za nim i powiesiłam mu się na szyi.
-Wstałaś dawno?
-Nie, 15 minut temu
-Czemu mnie nie obudziłaś?
-Chciałam żebyś jeszcze pospał - położyłam głowę na jego ramieniu - A kiedy ty poszedłeś spać?
-To nie ważne - patrzył w szybę
-Powiedz, może chcesz jeszcze spać?
-Ale z tobą - spojrzałam tempo przed siebie -Lily, jesteś?
-Oczywiście! Już - położyłam się na łóżku
Brad położył się obok. Przekręciłam się w jego stronę, a on w moją. Patrzyliśmy na siebie. Zastanawiałam się co powiedzieć. Czuję się niesprawiedliwie. Tak samo się zachowałam wobec Connora.
-Lily, coś się stało? Zmarkotniałaś - odgarniał mój kosmyk włosów
-Nie
-Widzę, ale jak nie chcesz powiedzieć, to nie mów
-Brad, kiedy wyjeżdżacie na następny koncert?
-Pewnie za tydzień
-To zostanę sama
Do pokoju gościnnego wbiegł pies. Wskoczył na łóżko. Wylizał mi całą twarz, tak samo jak Bradowi. Wstałam i zeszłam na dół, by dać mu jeść. Potem doszedł Brad. Dał mi całusa i założył buty.
-Gdzie idziesz?
-Wracam
-Już?
-Nie długo chłopcy przyjdą...i Connor
-A no tak! Dziękuję - podeszłam do niego i przytuliłam
-Kocham cię, wiesz? Jesteś cudowna - przysunął mnie do siebie
-Przecież wiem, dlatego jesteś tutaj ze mną - zaśmiałam się
-Lecę, ale dzisiaj jeszcze pewnie przyjdę
-Mam nadzieję - podarował mi całusa
-Pa
Zamknęłam za nim drzwi. Wzięłam telefon i napisałam do Thalii. Od razu oddzwoniła.
-Co u ciebie, chłopcy bardzo rozrabiają?
-Hyh, nie! Nawet są grzeczni, a jak szkolenie?
-Zaczynam o dziesiątej, a później wychodzimy na miasto
-To nie przeszkadzam, zadzwonię wieczorem
-Papatki
Tak jak myślałam, Thalia bawi się tam świetnie. Ja szczerze też. Brad, jest taki słodki, uroczy i kochany. Troszczy się o mnie, ale co będzie jak któryś z chłopaków się dowie, o tym, że z nim spalam?
Od Gołąbka;
Znowu pomogła mi koleżanka. Jak widać ;* Mam nadzieję, że wam się spodoba ta odsłona. I dziękuję bardzo Olivio -,-
Czytasz=Komentujesz
piątek, 21 listopada 2014
Rozdział 3. BF
-Hej? - machnęłam ręką
-Lily, co ty tu robisz? - otworzył szeroko oczy
-Przyszłam, by ci powiedzieć, że Thalia pojechała do szpitala i chłopcy cię potrzebują
-Nie mogli zadzwonić, tylko wysyłają kobietę?!
-Hyh, nie odbierałeś - uśmiechnęłam się
-A no tak! Uczę się - złapał się za głowę
Connor założył buty i razem wyszliśmy na przystanek. Opowiedziałam mu całą tą szaloną historię. Na moją komórkę zadzwonił James. Przyjechał nasz autobus. Siedziała w nim starsza pani w okularach. Weszliśmy i usiedliśmy z tyłu pojazdu. Pani patrzyła się na nas i uśmiechała. Usiedliśmy koło siebie, a ta staruszka się śmiała. Con czuł się nie zręcznie, ja też.
Autobus miał dwa przystanki przed naszym. Na ostatnim podeszła do nas staruszka. Otworzyła swoje stare usta i szepnęła.
-Pięknie wyglądacie kochani, taka ładna parka. Szczęścia życzę cukiereczki
Spojrzałam na Cona. On zaczerwienił się i po chwili też spojrzał na mnie. Próbowałam go uspokoić i zaczęłam się śmiać. Spuścił powietrze i uśmiechnął się. Ja również bardziej się uspokoiłam.
-Wszystko dobrze? - spytałam
-Tak, tak - spojrzał się na mnie
Widać było, że się zawstydził tą sytuacją. A może, to będzie prawda? Connor jest miły, opanowany i słodki na swój sposób.
Dojechaliśmy na miejsce. W mieszkaniu Thalii, nie było już Tristana. Con do pomieszczenia wszedł z poczuciem, że jest winny. Nie wiem dlaczego! Przecież to nie jego wina, że musi się uczyć. Musi zaliczyć semestr. Rozumiem, że to jest ważne.
Chłopcy spojrzeli się na nas. Chciałam uspokoić złą atmosferę, więc zaczęłam rozmowę, bo jak nie ja, to nikt nie zacznie albo by się pozabijali.
-Tristan już pojechał?
-Tak, jakieś dwadzieścia minut temu - odpowiedział James
-Dobrze, a my kiedy jedziemy?
-Nas prosił o zostanie. Wróci za niedługo
-Ok
Szczerze, to nie znam tych chłopaków. Zostałam sama. Po raz kolejny, Thalia zostawia mnie w niezręczniej sytuacji. Ma tego dosyć! Jeszcze ta sprawa z owocem, zawsze mam przez nią kłopoty. A Tristan?! Ustaliłyśmy dawno, jak byłyśmy małe, że zero chłopaków. Złamała zasadę. Było można się po niej tego spodziewać.
Usiedliśmy na kanapie i z niecierpliwością czekaliśmy na Tristana. Dziwne myśli przechodziły mi przez głowę. Zbliżała się dwudziesta trzecia. Jego cały czas nie było.
James i Connor siedzieli na kanapie. Blondyn oparł głowę o oparcie, a Con położył bujną fryzurę na ramieniu przyjaciela. Bradley za to leżał na fotelu. Głowa zwisała mu z oparcia. Mi zostało krzesło. Twarde i metalowe. Nie pójdę do pokoju Thalii, bo nie wypada. Zostaje mi to krzesło. Jestem bardzo śpiąca, ale musi ktoś wpuścić Tristana, a raczej oni nie wstaną. Poszłam więc do kuchni. Otworzyłam okno i wyjrzałam. Patrzyłam na ciszę, która rządziła miastem. Poczułam nagle oddech na swoim karku i dotyk czyiś rąk na ramionach.
-Pięknie jest w nocy, prawda?
-Brad? Tak, w rzeczy samej
-Czemu nie śpisz? - odwróciłam się w jego stronę
Spojrzałam na chłopaka. Zdziwiła mnie odległość. Nasze czoła się stykały. Patrzyłam na niego z dołu. Nie wiedziałam, co w tej sytuacji mam zrobić.
-Nie mogę spać i czekam na Tristana
-On pewnie zostanie z Thalią
-Tak myślisz?
-Nie tylko o tym myślę
Zrobiło mi się gorąco. Nadal czułam jego oddech na mojej klatce. Ręce położył na moich biodrach. Mogłam się domyślić co się stanie.
-A o czym?
-O tym, jak miło z tobą spędzać czas - zbliżył się
-Brad, nie mogę się z wami spotykać
-Czemu? - momentalnie się odsunął
-Nie mogę ci powiedzieć - schowałam głowę w dół
-Mnie to nie obchodzi - zbliżył się do moich ust
Jego usta wbiły się delikatnie. Moje ręce objęły go. Nie wiem jak to się stało. Usiadłam na blacie. Całował mnie delikatnie. Zamknęłam oczy.
-Bradley
-Tak? - spojrzał mi się w oczy
-Nie powinnam. Zawiodłam sama siebie
-Dlaczego?
-Nie chcę mieć drugiej połówki
-Nawet, gdy jestem nią ja?
-Nawet
-To chociaż dzisiaj, złam zasady
-Nie mogę - odwróciłam głowę
-Proszę - złapał mnie za pod brudek i przysunął do siebie
Zamknęłam oczy. Znowu poniosło mnie z marzeniami. Ja go nawet dobrze nie znam. Obiecałam Thalii i nie zrobię tego, a przynajmniej dla samej siebie. Ale czemu Brad, on nawet nie pokazywał tego, że dzieli mnie sympatią.
Usłyszałam jak ktoś pląta się po mieszkaniu. Momentalnie odskoczyłam od chłopaka. On poprawił fryzurę i odkręcił głowę w stronę drzwi. W przejściu stał James. Spojrzał się na nas.
-Ja sięgam szklankę! - wymyśliłam
-Ok - odpowiedział -Con cię szuka
-Już idę - odpowiedział Brad
James zamknął drzwi od kuchni. Podszedł do blatu i sięgnął szklankę. z niecierpliwością i skupieniem patrzyłam na każdy jego ruch.
-Znam waszą zasadę z Thalią
-Skąd?!
-Od niej samej, powiedziała mi
-Tylko ja się jej trzymam
-Wiem, trochę nie sprawiedliwe, co nie? - nalał sobie wody i stanął prze de mną opierając się o blat
-Teraz, to sprawdzam tylko samą siebie
-Hyh - zaśmiał się -Jeszcze trochę i sama zerwiesz z tą zasadą - patrzył się w głąb szklanki
-Czemu niby?
-Widać, że Con i Brad nie dadzą za wygraną
-Niby w czym? - coraz bardziej się denerwowałam
-Heh, z tobą
-Przestań, nie żartuj sobie
-Ja na prawdę mówię, brzydka nie jesteś
-Ale młoda i głupia
-Nie taka młoda
-A Thalia nie jest ładna?
-Nie wiem, wiesz? Neutralna
-Ja też!
-Spokojnie, to nie jest nic złego, że jest się ładniejszym
-James! - podszedł do mnie
-Lily, ja chcę tylko szklankę odłożyć
-Ok
-Stresujesz się czymś?
-Trochę zdrowiem Thalii
-Spokojnie, wyzdrowieje - podszedł do drzwi i otworzył zamieniając się miejscami z Bradem
Chłopak spojrzał na Jamesa ze zdziwieniem i podszedł do mnie. Ja siedziałam nadal na blacie z głową w dole. Złapał mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Ja nadal patrzyłam tempo w podłogę.
-Co ci James nagadał, coś złego?
-Nie, nie. Martwię się o Thalie
-Wyzdrowieje
-James ci nie powiedział o zasadzie?
-Jakiej?
-Nie moge mieć chłopaka, bo w przeszłości obiecałam sobie z Thalią, że nie bedziemy miały chłopaków, po tym jak zakochałyśmy się w jednym chłopaku i zaczęłyśmy się kłócić
-Dlatego ona ma chłopaka, a ty nie?
-Coś w tym stylu - zaśmiałam się
-Lily, ale ty nie możesz tak się tak trudzić, zabijać!
-Bez przesady
-Ale to nie jest fair!
-Ja wytrzymuje
-Zerwij z tym!
-Ale to dla mnie jest podporą
-Lily - uśmiechnął się i z politowaniem spojrzał na mój kosmyk i odgarnął go
Nie mogłam się powstrzymać. Przytuliłam go. Brad uśmiechnął się i nic nie powiedział. Za to ja dodałam swoje.
-Dziękuję! - stanęłam na nogi i przytulalam się do niego
-Widzisz, to zostaniesz ze mną?
-Hm, nie - uśmiechnęłam się
-No ej! Pomogłem ci - rozstawił ręce, a ja wyszłam z kuchni
-Cwaniara
W salonie siedział James i...
Od Gołąbka
W rozdziale pomagała mi moja kochana przyjaciółka. Wstawiła parę swoich szczegółów. Kto siedzi w salonie? Czy Lily ugnie się i zerwie zasadę?
Czytasz=Komentujesz
środa, 19 listopada 2014
Rozdział 1 S.O.M.L
Story of my love
rozdział 1
*Oczami Perrie*
rozdział 1
*Oczami Perrie*
Pamiętam dokładnie jak to był, przyszłam na casting do X-factora. Byłam strasznie zdenerwowana. Teraz stoję tu na scenie razem z moimi przyjaciółkami Jesy, Leigh-Anne i Jade. dali nam znać. Weszłyśmy na scenę. To jest wspaniałe uczucie. Nie wiem kiedy się tak wspaniale czułam. Nagle zobaczyłam się go przy scenie. był z jakąś grupką przyjaciół. Razem było ich pięciu. Serce mi zaczęło mocniej bić gdy podchodzili do nas, ponieważ była kolejka do zdjęć i podpisywania autografów. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie tak jak reszta dziewczyn, ale po kryjomu dał mi karteczkę z jakimiś cyframi. Bardzo mnie to zaciekawiło ale kiedy się ocknęłam jego już nie było a były kolejne osoby. Po tym wszystkim porozmawiałam sobie z dziewczynami
- dziewczyny zobaczcie co dostałam od tego chłopaka - pokazałam im tę karteczkę
- uuu to co nowy chłopak chce ci się podlizać ? - powiedziała Jade
- nie wiem ale był uroczy i słodki
- a który to ? - zapytała się podejrzliwie Jesy
- ten który był jeszcze z 4 przyjaciół
- aaa już wiem to ten z boybandu – wtrąciła się
Leigh-Anne
- to mam zadzwonić ? – zapytałam nie pewnie
- oczywiście że masz zadzwonić cały czas nam narzekałaś że dziwnie się czujesz gdy przyprowadzamy swoich chłopaków to teraz twoja kolej umawiaj się z nim – uśmiechnęła się Jade
- oczywiście że masz zadzwonić cały czas nam narzekałaś że dziwnie się czujesz gdy przyprowadzamy swoich chłopaków to teraz twoja kolej umawiaj się z nim – uśmiechnęła się Jade
- ok a co na to Sam ?
- powinna się zgodzić – powiedziała Jesy
Tym czasem u chłopców z One Direction ….
*Oczami Zayna *
Cały czas o niej myśle.
Jest taka piękna. Chłopaki mi doradzali się z nią umówić ale
nie mam odwagi więc dałem jej mój numer telefonu ten pomysły
podrzucił mi Niall on też nie ma dziewczyny. Nagle poczułem
wibracje w moich spodniach. Wyjąłem go zobaczyłem nie znany numer.
Usłyszałem najpiękniejszy głos jaki był. Perrie bo tak się
nazywała wiedziałem o niej wszystko po prostu kocham ją.
Zakochałem się w niej po tym jak zobaczyłem ją w telewizji gdy
była w X-factorze ale nie od razu to pokazywałem. Nie chciałem
żeby od razu wszyscy wiedzieli. Powiedziałem tylko Niallowi to
dobry druh ale mniejsza z tym. Odebrałem.
- Halo ? - zapytałem nie
pewnie
- dzień dobry dałeś mi
ten numer dzisiaj. Mam na imię Perrie a ty ?
- tak, mam na imię Zayn i
chciałbym się z tobą umówić na kawe ?
- tak tylko kiedy bo ja
teraz mam trase i ty pewnie też
- taa ale dopiero za
miesiąc
- tak ale …. nie wiem czy
moge wiesz menadżerka
- oj proszę raz a się
odczepie
- no dobrze to jutro ?
- no dobrze to jutro ?
- tak jutro o 2 pm wpadne
po ciebie
*oczami Perrie*
Nie wiedziałam co powiedzieć podoba mi się chociaż widziałam go przez 10 min
*oczami Perrie*
Nie wiedziałam co powiedzieć podoba mi się chociaż widziałam go przez 10 min
- no dobrze – o my god
czy ja się właśnie zgodziłam nawet go nie znam
- ok to pa – powiedział
jakby się bał. Czułam się dziwnie
- to pa – powiedziałam i się rozłączyłam. Poleciałam do dziewczyn powiedzieć im to ale zatrzymała mnie Sam. Sam jest naszą menadżerką. Dzięki niej właśnie możemy śpiewać. Chciałam iść dalej ale ona mi nie pozwoliła. Porozmawiałam z nią chwile. Musiałam coś wymyślić że by się nie zorientowała że się z nim umawiam, bo przecież Cowel i Sam są skłóceni i my przez to cierpimy. Niestety. Poleciałam dalej z zamiarem powiedzenia dziewczynom o tym. Znalazłam je na balkonie. Oczywiście jedna w hamaku, druga je, a trzecia rozmawia przez telefon.
- to pa – powiedziałam i się rozłączyłam. Poleciałam do dziewczyn powiedzieć im to ale zatrzymała mnie Sam. Sam jest naszą menadżerką. Dzięki niej właśnie możemy śpiewać. Chciałam iść dalej ale ona mi nie pozwoliła. Porozmawiałam z nią chwile. Musiałam coś wymyślić że by się nie zorientowała że się z nim umawiam, bo przecież Cowel i Sam są skłóceni i my przez to cierpimy. Niestety. Poleciałam dalej z zamiarem powiedzenia dziewczynom o tym. Znalazłam je na balkonie. Oczywiście jedna w hamaku, druga je, a trzecia rozmawia przez telefon.
- dziewczyny mam nowinę. -
krzyknęłam że jedna spadła z hamaku a pozostałe się na mnie
spojrzały jak na idiotkę
- no jaką ? - zapytała
przerażona Jade, bo właśnie ona spadła z hamaku
- umówiłam się z nim na
kawe – powiedziałam ze skrytym uśmiechem
- super jak się nazywa ? -
zaciekawiła się Jesy
- ma na imię Zayn i tylko
tyle wiem a i jeszcze przyjedzie po mnie o 2 pm
- to super to jak wrócisz
to po opowiadasz nam ? - wtrąciła się Leigh-Anne
- oczywiście
*oczami Zayna*
Właśnie
skończyliśmy próbę więc postanowiłam porozmawiać z chłopakami.
Lou i Harry mówią że będą kłopoty bo przecież Simon i ta cała
Sam są skłóceni ale mam to w dupie. Kocham ją i nie ważne co się
będzie działo paliło czy waliło czy nawet Cowel się na nas
obrazi i tak się z nią umówię.
- to co
idziemy do klubu ?- zapytał Niall
- taa
chodźmy to po drodze wam coś powiem – oznajmiłem chłopaki
popatrzyli się na mnie a Niall wiedział o co chodzi, reszta się
nie domyślała
- no
dobra to idziemy – powiedział Lou. Poszliśmy po drodze tak jak
mówiłem powiedziałem że się umówiłem z Perrie. Niall i Liam
się ucieszyli ale Harry i Lou krzywili się i powtarzali że jak się
tym dowie Simon to będą kłopoty. Trudno niech se mówią mam to w
nosie. Reszte drogi spędziliśmy w ciszy. Ja z Liamem i Niallem
byliśmy obrażeni na Lou i Harry'ego a oni na nas. Gdy dojechaliśmy
do klubu. Weszliśmy do niego i zamówiliśmy sobie coś i chyba nikt
nie mógł wytrzymać i się pogodziliśmy. Wypiliśmy parę drinków
i piw i wróciliśmy do domu. Poszliśmy spać.
Następnego dnia....
* oczami Lou *
Wstałem
rano. Łep mnie napierdzielał że nie mogłem wytrzymać. Z szedłem
na dół w poszukiwaniu jakichś proszków na ból głowy i na kaca.
Chyba nic nie pamiętam z tego co wczoraj było. Nie, pamiętam tą
kłótnie z Zaynem, Niallem i Liamem. Taa strasznie byłem wkurzony.
Nie powinien się z nią spotykać jeszcze będziemy mieli przez to
kłopoty. A w sumie co mnie to obchodzi to jego sprawa. To prawda
jestem przewrażliwiony i troche się denerwuje chyba zamiast się na
niego wczoraj wydzierać powinienem mu pogratulować i życzyć
szczęścia wkońcu zakochał się chłopak. Ja nie mam dziewczyny
ale wiem co to znaczy miłość przecież byłem z Eleonor tylko że
to ona ze mną zerwała i powiedziałem ze nie ma miłości chociaż
kto wie ale okey niech chłopak się cieszy puki kocha i to niech
wykorzystuje. Dobra koniec z tymi czułościami czas się zabrać do
robienia śniadania bo przecież jak tamta 4 idiotów się obudź
będę miał piekło, bo przezciez się umówiliśmy że kto pierwszy
wstanie robi śniadanie, Więc zrobiłem śniadanie i akurat schodził
Zayn widać było po jego twarzy że ma kaca.
- kac –
odezwałem się z niepewnym uśmiechem
- tak
masz coś – burknął
- taa
masz – podałem mu tabletki. Dobra raz kozie śmierć prze prosze
go za wczoraj
- Zayn
?
- czego
-
chciałbym cię przeprosić bracie za wczoraj. Po prostu byłem
zazdrosny że ty kogoś masz a ja nie. Sorry – powiedziałem i
wyciągnąlem rękę na zgode
- spoko
rozumiem cie tak samo się czułem jak ty byłeś z Eleonor – podał
mi rękę i przytuliliśmy się . Pochwili Zszedł Niall z Liamem a
po minucie Harry. Oczywiście wszyscy mieli kaca oprócz Liama bo
przecież on nie może za dużo pić czegokolwiek.
Tym
czasem u dziewczyn z Little Mix.....
*Oczami Perrie *
Wstałam.
Byłam strasznie podekscytowana bo dzisiaj spotykam się z Zaynem.
Jaki on jest tak naprawdę jest ? Może to tylko zwykły podrywacz
żerujący na serach kobiet ? A może jest czuły i kochający ?
Zadawałam sobie miliony takich pytań ale o tym dowiem się dopiero
o 2 pm. Zeszłam na dół wszystkie dziewczyny już wstały.
Zjadłyśmy śniadanie i wybrałyśmy się na zakupy. Kupiłyśmy
dużo ciuchów. Nagle wpadłyśmy na grupkę chłopaków.
-----
od Autorki: przepraszam za przekleństwa ale nie których sytuacji nie da się inaczej wyrazić. z góry przpraszam za błędy
od Autorki: przepraszam za przekleństwa ale nie których sytuacji nie da się inaczej wyrazić. z góry przpraszam za błędy
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.gif)
