sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 4. LL


*Rozdział 4 *


   Odebrałam telefon i usłyszałam Irlandzki akcent.

-Cześć Riley, jak się czujesz?
-Hej, dobrze. Możesz się jutro spotkać?
-Zależy, o której?
-Tak po jedenastej
-Na chwile tak, bo później muszę coś załatwić
-Ok, mam niespodziankę
-Nie mogę się doczekać! A jak przyjaciele, wyjeżdżają?
-Wyjechali już
-Szkoda, ja niestety też wyjeżdżam
-Na prawdę?! A tak fajnie się z tobą spędza czas
-Hyh, niestety jestem zajety
-Szkoda, to będę u ciebie o jedenastej, ok?
-Ok

   Skończyłam z nim rozmowę. Smutno, że Nialla nie będzie na święta. Ale czego ja się mogłam spodziewać, po takiej osobie? Że będzie ze mną i przybedzie na każde moje zawołanie? To Niall Horan, wokalista z One Direction.
    Nic mi się nie chce. Moje święta straciły sens. Do rodziny lecieć nie będę, bo nie mam zamiaru patrzeć ta słodką twarz Luka.
    Za pięć dni są świata, a ja nie mam prezentów dla moich przyjaciół. Jutro, po spotkaniu z Niall'em, pójdę do sklepu i coś kupie, bo to będzie straszne! A na razie się położę, bo i tak nie man co robić.
  
_,,_

   Wybiła 6 rano. Za cholerę ja tak wcześnie wstaję?! Trzeba mieć nie równo pod sufitem, by marnować sen.
   Wstałam, podniosłam kule i zeszłam na dół. Pusto, ale jedynie co mi nie pasuje, to otwarty balkon i ślady stup. Ja tego nie wytrzymam! Muszę zadzwonić do Niall'a, a jak ktoś jest w mieszkaniu?

-Słucham? - zapytał zaspany chłopak
-Niall, ktoś mi się włamał do mieszkania! -nastała cisza
-Sama jesteś?
-Nie wiem czy ktoś jest w środku, bo dopiero wstałam
-Wydawało ci się
-Niall, takie rzeczy nie mogą być tylko myślą
-Spokojnie Riley, mam przyjechać?
-Nie trzeba, dobranoc
-Dobranoc Riley

   Czemu on reaguje na to z taką ulgą? A jak zabrali mi coś cennego? To pewnie tamci z wieczora. Bądźmy nastawioni jak Niall, nic się nie stało. Mam czas, to pójdę przygotować się do lekarza. Będę wcześniej , bo może będą luki u doktora.
   Minęła 8. Wyszłam na przystanek. Autobus za pięć minut. Lekarz jest ulice dalej. Man nadzieje, że Niall doceni to co mu pokarze.
   Na szczęście nie ma jednego z pacjentów. Dzięki temu weszłam o 8:55, a nie o 9:30. Będę wcześniej u kochasia. Weszłam do gabinetu. Doktor porozmawiał ze mną po czym skierował do sali, gdzie mieli zdjąć mi gips.  Trochę czasu minęło. Wyszłam z dwiema zdrowymi nogami. Teraz nic mi nie pozostaje jak pojechać do Niall'a.
    Zapukałam do drzwi. Otworzył mi blondyn. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

-Trochę wcześnie
-Przeszkadza ci to?
-Nie, ale...nie masz gipsu!
-To ta niespodzianka! Teraz wszędzie możemy iść - uśmiechnęłam się
-To cudownie - przytulił mnie
-Cieszysz się?
-Bardzo, a czemu pytasz?
-Sprawdzam - przytuliłam się do gorsetu chłopaka

   Rozmowa przemijała spokojnie. Szybko jednak wróciłam do domu. Wstąpiłam jeszcze do sklepu. Spotkałam tam Liam'a. Na mój widok się uśmiechnął.

-Widzę, że już bez gipsu
-Tak, zdjeli mi dzisiaj
-A Niall wie?
-Właśnie od niego wracam, nie kręciłeś się przypadkiem koło mojego mieszkania?
-Nie, a coś się stało? - podszedł do kasy
-Przewidziało mi się

   Liam poczekał jeszcze chwilkę na mnie i wrócił do samochodu. Po drodze zdążyło zaatakować go z tysiące fanek. Nie wiem czy fajnie być sławnym.
  Przypomniałam sobie, że miałam kupić prezenty. Więc muszę się wrócić. Byłam w wielu sklepach i nich nie znalazłam dla Niall'a. Prezent Tiffany i Westa mam, ale co z nim? Nie mogę mu kupić byle czego, bo to raczej nie jest zwykły znajomy.
    Wróciłam do domu. Spojrzałam na korytarz. Przypomniały mi się ciepłe łapki mojego kota. Niestety, gdyby nie Sophia. Łzy mi się zbierają jak o tym myślę.
   Zapakowałam prezenty w ładne papiery ozdobne i schowałam do szafy. Tif wraca za tydzień, a West dopiero w styczniu, po nowym roku.
   Kule zostawiłam u doktora, to jeden plus. Wbiegłam na górę. Włączyłam laptopa i weszłam na pocztę. Muszę odczytać tego e-maila.
   Adresat B.P.
   Odbiorca riley@gmail.com

Witam,
 pewnie nie wiesz kim jestem. Ważne, że ja wiem, kim ty jesteś. Kochana konkurencjo, nie mam zamiaru się poddać i oddać mojego ukochanego. Nie zasługujesz na niego, patrząc po tym jak go traktujesz. On sobie nie zasłużył na takie traktowanie. Więc słuchaj, odejdź od Niall'a, bo to się źle dla ciebie skończy. Wiem który masz numer mieszkania i ulicy, miałaś kota i złamaną nogę. To wszystko na teraz! Masz czas do 24 grudnia albo wiesz sama, co się stanie.
 B.P

   Nie przestraszył mnie ta wiadomość. Nie wiem kim jest to B.P. Ale jeżeli chce mnie wystraszyć, to musi się postarać. Plączy mi się myśl, która mówi, żebym powiedziała to Niall'owi. Nie będę go denerwować, on pewnie szykuje się do świąt.
    Zadzwoniłam do mojego brata. Raz do czasu trzeba porozmawiać z rodziną.

-Miło, że dzwonisz siora!
-Jak tam ci się wiedzie?
-Dobrze, jadę do cioci na święta, a ty?
-Niestety nie
-Kuzko kochana, czemu?
-Nie podpisuj się, nie mam czasu
-Szkoda, a jak tam w rodzinie?
-Nie mam nikogo
-Czemu?
-Bo nikogo nie znalazłam?
-Zalamujesz się! A ten blondyn?
-Skąd wiesz o Niallu?!
-Tiffany, ciocia, ja
-Paply! Kończę, to co, Wesołych Świąt
-Wesołych...

  Nikt mnie tak nie denerwuje jak on. Luke i jego Ego. Jedyny członek w rodzinie, którego tak nie cierpnie.
   rzuciłam się na kanape. Wyjelam telefon.

Ja: Wyjechałeś już?

Niall: Nie, ale się nudzę

Ja: Śpisz?

Niall: Riley, próbuję

Ja: To pogadaj ze mną

Niall: Jutro mam ważny dzień i chcę iść spać

Ja: Wiedziałam, że zależy ci na mnie

Ja: przychodzę bez gipsu, a ty mówisz same " super"

Ja: Może wróciłeś do tej Barbary?

Niall: Zależy mi na tobie!

Niall: Nie wygaduj bzdur, Riley

Niall: Barbara jest przeszłością

Niall: To o czym kochanie chcesz pisać?

Ja: O tym, jak bardzo cię kocham <3

Niall: Słodka jesteś

Ja: Nie przeszkadzam, dobranoc ;*

Niall: Dobranoc <3


Od Gołabka:
 
Podoba się? Dla mnie trochę słabe. Ale to zostawiam dla waszej opinii.
 
Czytasz=Komentujesz

czwartek, 27 listopada 2014

rozdział 2 S.O.M.L

Story Of My Love


 rozdział 2


*oczami Perrie*
"Kupiłyśmy dużo ciuchów. Nagle wpadłyśmy na grupkę chłopaków."




- przepraszamy – powiedziałyśmy chórkiem

- nie to my przepraszamy – powiedział chłopak o pięknym głosie ale czekaj chyba już te głos kiedyś słyszałam. Podniosłam głowe i zobaczyłam go. Chyba to był Zayn nie wiem nie pamiętam ale głos się zgadza. Gdy chłopak się na mnie spojrzał od razu z głosu miłego zmienił na cichy i nieśmiały. Chłopak obok niego szepnął mu coś i on się uśmiechnął

- czy chciałabyś się przejść na kawe ? - powiedział a była 2 pm. No tak on to wszystko uknuł

- tak z chęcią – powiedziałam i popatrzyłam się na dziewczyny. One wiedziały co robić, wzięły ode m mnie torby. Ja z Zaynem (teraz jestem pewna że to on) poszliśmy do kawiarni.

* oczami Jade *

Trochę mnie to zdziwiło że złapią nas w centrum handlowym ale wiadomo chłopcy są nie przewidywalni. Jednego z nich kojeże oczywiście oprócz czarusia Perrie czyli Zayna. Był to loczek on miał na imię tak pospolicie H He Herri Harry tak Harry. Ładny kiedyś podrywał mnie ale to było dawno. Ten co się na mnie gapił był blondynem. Nie ukrywam jest przystojny. Te jego rozjaśnione końcówki to po prostu piękność ale muszę się opanować przecież ma na pewno dziewczynę.

* oczami Nialla*

Ładna ta koleżanka Perrie ale pewnie ma chłopaka a poza tym nie powinienem szukać teraz dziewczyny mam pomóc Zaynowi a nie sobie.

Tym czasem u Perrie i Zayna...

* oczami Zayna *

Ona jest taka piękna. Nie wiem co bym zrobił bez niej. Pijemy właśnie koktajl w barze, najgorsze jest to że są tu nasi fani i cały czas podpisujemy autografy. Zaproponowałem jej byśmy poszli na spacer. Zgodziła się. Uff. Wyszliśmy a właściwie uciekaliśmy przed paparazzi i kolejnymi fanami. Perrie ma piękny uśmiech, włosy ogółem cała jest piękna. Nie wiedziałem że w moim sercu jest jeszcze jedno czyli Perrie. Zakochałem się i to porządnie.

* oczami Perrie *

Miły, przystojny chłopak tak na razie opisuje Zayna i chyba powoli się w nim zakochuje. Nie wiem jak ale zakochuje. Czyli to prawda miłość istnieje a już zaczynałam wątpić. Przez przepadek nasze dłonie się spotkały a on je złączył. Teraz trzymam go za rękę ani ja ani on nie chce ich rozłączyć. Nagle zatrzymaliśmy się przy ławce popatrzyłam się na niego on się uśmiechnął

- chcesz usiąść czy idziemy dalej ? - odezwał się z uśmiechem na ustach

- tak usiądźmy bo już mnie troche nogi bolą no wiesz szpilki - uśmiechnęłam się nie pewnie

- ok – powiedział pokazał mi gestem żebym usiadła. Gdy usiadłam zrobił to samo. Nie pewnie objął mnie. Oparłam się o jego rękę. Zaczął bawić się moimi włosami. Uśmiechnęłam się do niego i
zabrałam głos

- po co mnie tu przyprowadziłeś ? Czemu akurat ja przecież jest tyle piękny dziewczyn czemu akurat ja ?

- bo to ciebie pokochałem. Chciałem ci pokazać ten park.

- ty mnie nie znasz drugi raz chyba mnie na oczy widzisz

- nie prawda nie widze cię drugi raz. Tak naprawdę zakochałem się kiedy zobaczyłem cię w telewizji w X-factor'ze tylko po prostu teraz się odezwałem bo miałem dużo głowie no wiesz trasa, rozkręcanie kariery.

- tak rozumiem cię też właśnie rozkręcam kariere

- mam nadzieje że znajdziesz dla mnie czas ? Bo bez ciebie nie wyrabiam. Zakochałem się w tobie na zabój – powiedział i przybliżył się niebezpiecznie i pocałował mnie w policzek. Po czym wstał podał mi rękę i skierowaliśmy się w drogę powrotną. Od prowadził mnie pod drzwi i pocałował mnie ponownie w policzek. Po czym oddalił się. Widziałam go jeszcze jak wsiadał do limuzyny a potem odjechał. Ja otworzyłam drzwi i pierwsze co mnie przywitało to dziewczyny z pytaniami. Jak było ? Co robiliśmy ? Wymyśliłam coś i poszłam do pokoju. To był genialny dzień. Nie przestalam o nim myśleć. On jest cudowny, kochany. Zakochałam się w nim co począć położyłam się na łożku i rozmyślałam o nim.


od Mracheweczki : przepraszam że wczoraj nie wstawiłam rozdziału ale wiecie nauka :/ a po za tym miałam kare. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieje że ten rozdział wam się spodoba :)

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 4. BF


*śmiech*


   W salonie siedział James i Thalia. Nie wierzyłam własnym oczom. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i mocno przytuliam.

-Wróciłaś! Jak się czujesz?
-Już lepiej, a jak sobie poradziłaś z tymi chłopakami?
-Grzeczni byli - zaśmiałam się

   Ustaliłam z Thalią, że zostanę już na noc, a rano wrócę do domu. Może przestane myśleć o chłopakach?
   Tristan ustąpił mi swój pokój, bo Thalia zrobiła pomieszczenie gościnne. Reszta wróciła do domu. Zostałyśmy same. W końcu mam czas na rozmowę z nią.

-Puk, puk? - powiedziałam otwierając drzwi pokoju Thalii
-Wejdź, jak tam?
-Dobrze, chciałam spytać czy pamiętasz naszą zasadę?
-Na temat chłopaka?
-Tak - usiadłam na krześle
-Lily, nie gniewaj się
-Czyli pamiętasz?
-Kochanie moje, nie możemy z tym skończyć?
-Obiecałaś!
-Wiem, wiem, ale Tris jest cudowny, kochany, uroczy
-Ja nie mam zamiaru z tym zrywać
-Czemu? Nie lepiej mieć chłopaka? 
-Robię to dla siebie, sprawdzam wytrzymałość
-Na słodyczach sprawdzaj! Jest Bradley, Connor i James, fajni goście
-Postanowiłam, lepiej się czujesz? - stanęłam przy drzwiach
-Tak, dobranoc
-Dobranoc

  Zawiodłam się postawą mojej przyjaciółki. Nawet mnie nie wspiera! Dorzuca propozycje chłopaków. Czy tak robi przyjaciółka?
   Położyłam się, ale nie mogłam zasnąć. Za wiele atrakcji.

_,_

   Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wiem, że późno. Spojrzałam na zegarek, za dwadzieścia dziewiąta. Zerwałam się szybko i zbiegłam na dół. W kuchni stał Tristan, coś gotował. Podeszłam spokojnie. Przy wejściu zobaczyłam walizki.

-Cześć, wprowadza się ktoś?
-Nie, wyprowadza  - mieszał łyżką
-A kto?
-Thalia wyjeżdża na szkolenie
-Co? A gdzie ona teraz jest?
-Rozmawia z taksówkarzem
-Ok!
-Stój! W piżamie?
-Walić to!

   Wybiegłam. Stała tam Thalia i rozmawiała z kierowcą. Podeszłam i przytuliam ją mocno. Opowiedziała mi wszystko i wróciła po walizki. Wstawiła do bagarznika i pożegnała się z naszą dwójką. Będę tęsknić.
     Wróciłam z Tristanem do domu. Spojrzałam na potrawę jaką gotował.

-Po co gotujesz jeżeli nikogo tu nie będzie?
-Dla ciebie
-Yhy
-Thalia prosiła byś przypilnowała mieszkania
-Aha
-Nie umiem gotować, ale przepis zostawiła na stole
-A moje rzeczy?
-Są
-Gdzie? - oparłam ręką o blat
-W pokoju Thalii - spojrzałam na niego i nie odrywając zwroku od chłopaka kierowałam się na schody

    Rzeczywiście były tam moje walizki. Kosmetyczka, buty, ręczniki, ubrania, dodatki i kosmetyki. Wszystko! Wykorzystałam to, że on jest w kuchni i zabrałam ciuchy. Poszłam do łazienki się umyć.
    Jak wyszłam, słyszałam juz trzy głosy. Męskie. Zeszlam cicho po schodach. Grono adoracji przywitało mnie bardzo milo i ciepło.

-Na ile wyjechała? - spytałam
-Tydzień
-Ok, a co tam chłopcy?
-Dobrze, a śniadanie jadła? - zapytał Brad
-Nie

    Dostałam od nich pyszną herbatę. Nie jest to perfektyczne śniadanie, ale zawsze dobre.

-A gdzie Bruno?
-Z Connorem na spacerze - odpowiedział Brad
-Aha
-A może się dzisiaj gdzieś przejdziemy? - zaproponował James
-Con pewnie nie może - zaśmiał się Tristan
-Ok, to psiedźmy w domu

    Do mieszkania wszedł zdyszany Connor i mój pupil. Wskoczył na mnie i wylizał mi całą twarz.

-Con, zajęty dzisiaj jestes? - zapytał James
-Trochę
-Hyh - wtrącił Tris
-To zostajemy!

    Chłopcy wskoczyli na kanape oprócz Connora. Zabrałam go do kuchni na rozmowę.

-Znowu się uczysz?
-Tak
-Może im powiesz?
-Nigdy!
-Ale nie będą ci dokuczać - usiadłam na blacie
-Trudno, ja nie mam ogólnie czasu na naukę
-Czemu?
-Przez zespół
-Yhy, ale to nic złego, że się uczysz
-Chciałbym bawić się tak jak oni, ale nie mam czasu
-Rozumiem, to może ja dzisiaj pojadę z tobą i pomogę ci w nauce?
-Nie trzeba
-Jak chcesz, ale na razie zostań z nami - złapałam go za dłoń -A przynajmniej ze mną

    Nastała cisza. W kuchni zrobiła się przyjemna atmosfera. Connor się zbliżył. Już wiedziałam co się stanie. Czekałam na tą chwilę.

-Zostanę

    Z salonu dobiegały krzyki i jeki. Wyszłam z kuchni zostawiając tam Connora. Chłopcy udawali, jakby nie wiem co im się działo. Zaczęli się śmiać i wypytawac o Connora.

-Skończyliście?  - zapytał Tristan
-Niby co?
-Te wasze rozmówki
-Tak!

    Mijały godziny. Oni płatami się po mieszkaniu. Nadeszła 18, więc Connor musiał wracać. James i Tristan też. Został Brad, który powiedział, że pomoże mi sprzątać. Odprowadziłam ich na przystanki i wróciłam do domu. Otworzyłam drzwi. Dom był wysprzatany, a przynajmniej ta część główna. Zajęłam buty i powoli przechodziłam przez pomieszczenia. Zaczęłam wołać Brada. Stał w kuchni. Robił herbatę.

-Ty to zrobiłeś?
-Tak
-Pięknie, Ale mieliśmy razem sprzątać
-Wiem
-I jak ja ci się odwdzięczę?
-Nie trzeba, chcesz coś do picia?
-Tak, woda wystarczy

   Nalał mi szklankę wody. Wychodził z kuchni, wiec poszłam za nim. W salonie zatrzymał się przy kanapie. Na ziemi leżał odkurzać, znaczy kabel od niego. Nie zauwarzyłam go i potknelam się wylewając wodę na Brada.

-Przepraszam! - złapałam się za głowę
-Nic się nie stało - zdjął koszulkę

    Moim oczom ukazała się klata mięśniaka. Nie wygląda na takiego, ale ma piękny kaloryfer. Patrzyłam się z pokusą na jego brzuch. On chyba robi to specjalnie.

-Masz koszulkę?
-Niestety nie
-To zaraz ci ją wysuszę, ale daj mi ją  - podał mi koszulkę i poszłam do łazienki
-Ok...i tak ma być - szepnął



    Wyjęłam suszarkę. Stanęłam tyłem do drzwi, by wysuszyć podkoszulek. Myślałam cały czas o Bradley'u. Samo tak jakoś. Najchętniej zobaczyłabym go jeszcze raz.
    Z tyłu poczułam dotyk. Ktoś objął mnie w pasie. Przesunął ręce na barki i zdjął mi bluzę. Przeszła mnie gęsia skurka. Jego ręce znowu wróciły na biodra. Po chwili przysunął się do mnie. Przytulił mnie do swojej klaty. Ja wyprostowałam się i położyłam suszarkę. Wzięłam jego koszulkę i nie odwracając się powiedziałam.

-Proszę, sucha
-Dziękuję - szepnął mi do ucha
-Brad, co robisz?
-Przytulam cię
-To wiem - obrucił mnie
-Może zmieniłaś zdanie? - dotknął mojego policzka
-Nie, ale rozmawiałam o tym z Thalią
-I co ona na to?
-Że powinnam sobie kogoś znaleźć
-To czemu nie posłuchasz się jej?
-Mówiłam ci, robię to dla siebie
-To zrób coś dla mnie i pocałuj mnie
-Brad, wiesz, że się nie złamię
-Ja też - uśmiechnął się i pocałował mnie

   Delikatnie wbijał mi się w usta. Ja uległam i objęłam go w pasie. On rękami wsunął się pod moje blond włosy. Posadził mnie na wannie. Przybliżył się do mojego brzucha. Jedną ręką masował mi plecy, jeżdżąc w górę i dół. Moje ręce położyły się na jego klatce. Unosiła się po woli. Położyłam jednak ręce na jego karku. On wsunął swoje do moich tylnich kieszeni. Do łazienki przyszedł pies. Słychać bylo tylko jego zdziwienie.
    Brad usłyszał psa. Otworzył oczy i odsunął się od de mnie wyjmując ręce z kieszeni. Spojrzał na psa, ten odszedł. Znowu podszedł do mnie. Ja zagryzlam wargi i czekałam na jego ruch. Położyłam ręce na jego gorsecie. Serce coraz szybciej mu biło. Wbił mi się w usta. Ja wydobyłam z siebie jęk i kontynuowałam trzymanie rąk na jego karku. On wsunął je pod koszulkę. Znowu poczułam dreszczyk. Serce biło mi coraz szybciej, tak samo jak jemu. Czułam jak nasze języki toczą walkę.
    Nie samowite uczucie.  Thalia miała racje i James. Przedewszystkim James! Tylko skąd wiedział, że tak to się skończy?
    Brad złapał oddech. Wykorzystałam tą chwilę.

-Brad, poczekaj chwilę
-Słucham
-Nie wiem czy dobrze robimy
-Dlaczego?
-Boję się, że ktoś może to źle odebrać
-Masz na myśli fanki? Czy Connora?
-Connora
-Nie martw się, to co się dzisiaj stało nie musi wyjść po za to pomieszczenie
-To dobrze  - przytuliłam go
-Dobrze, że w końcu zdecydowałaś się - głaskał mnie po głowie
-Zostaniesz na noc?
-Nie śpieszy mi się 
-To super!

   Cieszę się, że postanowiłam się go zapytać. On jest cudny, ale czemu to z Bradem się stało? Muszę porozmawiać z Jamesem.
   Poszłam do pokoju. Było jeszcze dosyć wcześnie. Za mną przyszedł Brad. Jestem już zmęczona, ale sama zapytałam sie go czy zostanie.

-Połóż się ja zaraz przyjdę  - powiedział

   Czekałam i czekałam. Oczy zaczęły mi się zamykać. Usłyszałam nagle delikatny głos.

-Śpisz już?
-Yy, nie - odpowiedziałam i w tym momencie ziewnęłam
-Może lepiej będzie jak sie położysz?
-Nie, porozmawiam jeszcze z tobą
-Jak chcesz

   Brad usiadł na łóżku obok mnie. Przysunęłam się do niego. Położyłam głowę na jego kolanach. On delikatnie głaskał mnie. Patrzyłam się mu w oczy i widziałam szczęście, ale jednocześnie zakłopotanie. Pewnie to samo można odczytać z moich.

-Na pewno nie chcesz spać?
-Nie, nie. Posiedzę z tobą
-Kochana jesteś
-Czemu tak uważasz?
-Każdemu pomagasz i opiekujesz się nami chodź nas nie znasz
-Drobiazg

   Przez pierwsze pół godziny leżałam na jego kolanach. Później zasnęłam.
    Obudziłam się rano i czułam czyjąś rękę na moim biodrze. Obkręciłam się i zobaczyłam śpiącego Bradley'a. Położyłam lekko jego rękę na łóżko i poszłam do łazienki. Umyłam się i ubrałam. Weszłam do sypialni. Brad siedział na łóżku i przyglądał się ludziom, którzy przechodzili przy oknie. Usiadłam na kolanach za nim i powiesiłam mu się na szyi.

-Wstałaś dawno?
-Nie, 15 minut temu
-Czemu mnie nie obudziłaś?
-Chciałam żebyś jeszcze pospał - położyłam głowę na jego ramieniu - A kiedy ty poszedłeś spać?
-To nie ważne - patrzył w szybę
-Powiedz, może chcesz jeszcze spać?
-Ale z tobą - spojrzałam tempo przed siebie -Lily, jesteś?
-Oczywiście! Już - położyłam się na łóżku

   Brad położył się obok. Przekręciłam się w jego stronę, a on w moją. Patrzyliśmy na siebie. Zastanawiałam się co powiedzieć. Czuję się niesprawiedliwie. Tak samo się zachowałam wobec Connora.

-Lily, coś się stało? Zmarkotniałaś - odgarniał mój kosmyk włosów
-Nie
-Widzę, ale jak nie chcesz powiedzieć, to nie mów
-Brad, kiedy wyjeżdżacie na następny koncert?
-Pewnie za tydzień
-To zostanę sama

    Do pokoju gościnnego wbiegł pies. Wskoczył na łóżko. Wylizał mi całą twarz, tak samo jak Bradowi. Wstałam i zeszłam na dół, by dać mu jeść. Potem doszedł Brad. Dał mi całusa i założył buty.

-Gdzie idziesz?
-Wracam
-Już?
-Nie długo chłopcy przyjdą...i Connor
-A no tak! Dziękuję - podeszłam do niego i przytuliłam
-Kocham cię, wiesz? Jesteś cudowna - przysunął mnie do siebie
-Przecież wiem, dlatego jesteś tutaj ze mną - zaśmiałam się
-Lecę, ale dzisiaj jeszcze pewnie przyjdę
-Mam nadzieję - podarował mi całusa
-Pa

    Zamknęłam za nim drzwi. Wzięłam telefon i napisałam do Thalii. Od razu oddzwoniła.

-Co u ciebie, chłopcy bardzo rozrabiają?
-Hyh, nie! Nawet są grzeczni, a jak szkolenie?
-Zaczynam o dziesiątej, a później wychodzimy na miasto
-To nie przeszkadzam, zadzwonię wieczorem
-Papatki

    Tak jak myślałam, Thalia bawi się tam świetnie. Ja szczerze też. Brad, jest taki słodki, uroczy i kochany. Troszczy się o mnie, ale co będzie jak któryś z chłopaków się dowie, o tym, że z nim spalam?



Od Gołąbka;

Znowu pomogła mi koleżanka. Jak widać ;* Mam nadzieję, że wam się spodoba ta odsłona. I dziękuję bardzo Olivio -,- 

Czytasz=Komentujesz

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 3. BF




-Hej? - machnęłam ręką
-Lily, co ty tu robisz? - otworzył szeroko oczy
-Przyszłam, by ci powiedzieć, że Thalia pojechała do szpitala i chłopcy cię potrzebują
-Nie mogli zadzwonić, tylko wysyłają kobietę?!
-Hyh, nie odbierałeś - uśmiechnęłam się
-A no tak! Uczę się - złapał się za głowę

   Connor założył buty i razem wyszliśmy na przystanek. Opowiedziałam mu całą tą szaloną historię. Na moją komórkę zadzwonił James. Przyjechał nasz autobus. Siedziała w nim starsza pani w okularach. Weszliśmy i usiedliśmy z tyłu pojazdu. Pani patrzyła się na nas i uśmiechała. Usiedliśmy koło siebie, a ta staruszka się śmiała. Con czuł się nie zręcznie, ja też.
   Autobus miał dwa przystanki przed naszym. Na ostatnim podeszła do nas staruszka. Otworzyła swoje stare usta i szepnęła.

-Pięknie wyglądacie kochani, taka ładna parka. Szczęścia życzę cukiereczki

   Spojrzałam na Cona. On zaczerwienił się i po chwili też spojrzał na mnie. Próbowałam go uspokoić i zaczęłam się śmiać. Spuścił powietrze i uśmiechnął się. Ja również bardziej się uspokoiłam.

-Wszystko dobrze? - spytałam
-Tak, tak - spojrzał się na mnie

  Widać było, że się zawstydził tą sytuacją. A może, to będzie prawda? Connor jest miły, opanowany i słodki na swój sposób.
   Dojechaliśmy na miejsce. W mieszkaniu Thalii, nie było już Tristana. Con do pomieszczenia wszedł z poczuciem, że jest winny. Nie wiem dlaczego! Przecież to nie jego wina, że musi się uczyć. Musi zaliczyć semestr. Rozumiem, że to jest ważne.
   Chłopcy spojrzeli się na nas. Chciałam uspokoić złą atmosferę, więc zaczęłam rozmowę, bo jak nie ja, to nikt nie zacznie albo by się pozabijali.

-Tristan już pojechał?
-Tak, jakieś dwadzieścia minut temu - odpowiedział James
-Dobrze, a my kiedy jedziemy?
-Nas prosił o zostanie. Wróci za niedługo
-Ok

   Szczerze, to nie znam tych chłopaków. Zostałam sama. Po raz kolejny, Thalia zostawia mnie w niezręczniej sytuacji. Ma tego dosyć! Jeszcze ta sprawa z owocem, zawsze mam przez nią kłopoty. A Tristan?! Ustaliłyśmy dawno, jak byłyśmy małe, że zero chłopaków. Złamała zasadę. Było można się po niej tego spodziewać.
   Usiedliśmy na kanapie i z niecierpliwością czekaliśmy na Tristana. Dziwne myśli przechodziły mi przez głowę. Zbliżała się dwudziesta trzecia. Jego cały czas nie było.
   James i Connor siedzieli na kanapie. Blondyn oparł głowę o oparcie, a Con położył bujną fryzurę na ramieniu przyjaciela. Bradley za to leżał na fotelu. Głowa zwisała mu z oparcia. Mi zostało krzesło. Twarde i metalowe. Nie pójdę do pokoju Thalii, bo nie wypada. Zostaje mi to krzesło. Jestem bardzo śpiąca, ale musi ktoś wpuścić Tristana, a raczej oni nie wstaną. Poszłam więc do kuchni. Otworzyłam okno i wyjrzałam. Patrzyłam na ciszę, która rządziła miastem. Poczułam nagle oddech na swoim karku i dotyk czyiś rąk na ramionach.

-Pięknie jest w nocy, prawda?
-Brad? Tak, w rzeczy samej
-Czemu nie śpisz? - odwróciłam się w jego stronę

   Spojrzałam na chłopaka. Zdziwiła mnie odległość. Nasze czoła się stykały. Patrzyłam na niego z dołu. Nie wiedziałam, co w tej sytuacji mam zrobić.

-Nie mogę spać i czekam na Tristana
-On pewnie zostanie z Thalią
-Tak myślisz?
-Nie tylko o tym myślę

   Zrobiło mi się gorąco. Nadal czułam jego oddech na mojej klatce. Ręce położył na moich biodrach. Mogłam się domyślić co się stanie.

-A o czym?
-O tym, jak miło z tobą spędzać czas - zbliżył się
-Brad, nie mogę się z wami spotykać
-Czemu? - momentalnie się odsunął
-Nie mogę ci powiedzieć - schowałam głowę w dół
-Mnie to nie obchodzi - zbliżył się do moich ust

   Jego usta wbiły się delikatnie. Moje ręce objęły go. Nie wiem jak to się stało. Usiadłam na blacie. Całował mnie delikatnie. Zamknęłam oczy.

-Bradley
-Tak? - spojrzał mi się w oczy
-Nie powinnam. Zawiodłam sama siebie
-Dlaczego?
-Nie chcę mieć drugiej połówki
-Nawet, gdy jestem nią ja?
-Nawet
-To chociaż dzisiaj, złam zasady
-Nie mogę - odwróciłam głowę
-Proszę - złapał mnie za pod brudek i przysunął do siebie

   Zamknęłam oczy. Znowu poniosło mnie z marzeniami. Ja go nawet dobrze nie znam. Obiecałam Thalii i nie zrobię tego, a przynajmniej dla samej siebie. Ale czemu Brad, on nawet nie pokazywał tego, że dzieli mnie sympatią.
   Usłyszałam jak ktoś pląta się po mieszkaniu. Momentalnie odskoczyłam od chłopaka. On poprawił fryzurę i odkręcił głowę w stronę drzwi. W przejściu stał James. Spojrzał się na nas.

-Ja sięgam szklankę! - wymyśliłam
-Ok - odpowiedział -Con cię szuka
-Już idę - odpowiedział Brad

   James zamknął drzwi od kuchni. Podszedł do blatu i sięgnął szklankę. z niecierpliwością i skupieniem patrzyłam na każdy jego ruch.

-Znam waszą zasadę z Thalią
-Skąd?!
-Od niej samej, powiedziała mi
-Tylko ja się jej trzymam
-Wiem, trochę nie sprawiedliwe, co nie? - nalał sobie wody i stanął prze de mną opierając się o blat
-Teraz, to sprawdzam tylko samą siebie
-Hyh - zaśmiał się -Jeszcze trochę i sama zerwiesz z tą zasadą - patrzył się w głąb szklanki
-Czemu niby?
-Widać, że Con i Brad nie dadzą za wygraną
-Niby w czym? - coraz bardziej się denerwowałam
-Heh, z tobą
-Przestań, nie żartuj sobie
-Ja na prawdę mówię, brzydka nie jesteś
-Ale młoda i głupia
-Nie taka młoda
-A Thalia nie jest ładna?
-Nie wiem, wiesz? Neutralna
-Ja też!
-Spokojnie, to nie jest nic złego, że jest się ładniejszym
-James! - podszedł do mnie
-Lily, ja chcę tylko szklankę odłożyć
-Ok
-Stresujesz się czymś?
-Trochę zdrowiem Thalii
-Spokojnie, wyzdrowieje - podszedł do drzwi i otworzył zamieniając się miejscami z Bradem



   Chłopak spojrzał na Jamesa ze zdziwieniem i podszedł do mnie. Ja siedziałam nadal na blacie z głową w dole. Złapał mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Ja nadal patrzyłam tempo w podłogę.

-Co ci James nagadał, coś złego?
-Nie, nie. Martwię się o Thalie
-Wyzdrowieje
-James ci nie powiedział o zasadzie?
-Jakiej?
-Nie moge mieć chłopaka, bo w przeszłości obiecałam sobie z Thalią, że nie bedziemy miały chłopaków, po tym jak zakochałyśmy się w jednym chłopaku i zaczęłyśmy się kłócić
-Dlatego ona ma chłopaka, a ty nie?
-Coś w tym stylu - zaśmiałam się
-Lily, ale ty nie możesz tak się tak trudzić, zabijać!
-Bez przesady
-Ale to nie jest fair!
-Ja wytrzymuje
-Zerwij z tym!
-Ale to dla mnie jest podporą
-Lily - uśmiechnął się i z politowaniem spojrzał na mój kosmyk i odgarnął go

  Nie mogłam się powstrzymać. Przytuliłam go. Brad uśmiechnął się i nic nie powiedział.  Za to ja dodałam swoje.

-Dziękuję! - stanęłam na nogi i przytulalam się do niego
-Widzisz, to zostaniesz ze mną?
-Hm, nie - uśmiechnęłam się
-No ej! Pomogłem ci - rozstawił ręce, a ja wyszłam z kuchni
-Cwaniara

  W salonie siedział James i...


Od Gołąbka

W rozdziale pomagała mi moja kochana przyjaciółka. Wstawiła parę swoich szczegółów. Kto siedzi w salonie? Czy Lily ugnie się i zerwie zasadę?


Czytasz=Komentujesz

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 1 S.O.M.L

Story of my love

rozdział 1

*Oczami Perrie*

Pamiętam dokładnie jak to był, przyszłam na casting do X-factora. Byłam strasznie zdenerwowana. Teraz stoję tu na scenie razem z moimi przyjaciółkami Jesy, Leigh-Anne i Jade. dali nam znać. Weszłyśmy na scenę. To jest wspaniałe uczucie. Nie wiem kiedy się tak wspaniale czułam. Nagle zobaczyłam się go przy scenie. był z jakąś grupką przyjaciół. Razem było ich pięciu. Serce mi zaczęło mocniej bić gdy podchodzili do nas, ponieważ była kolejka do zdjęć i podpisywania autografów. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie tak jak reszta dziewczyn, ale po kryjomu dał mi karteczkę z jakimiś cyframi. Bardzo mnie to zaciekawiło ale kiedy się ocknęłam jego już nie było a były kolejne osoby. Po tym wszystkim porozmawiałam sobie z dziewczynami
- dziewczyny zobaczcie co dostałam od tego chłopaka - pokazałam im tę karteczkę
- uuu to co nowy chłopak chce ci się podlizać ? - powiedziała Jade

- nie wiem ale był uroczy i słodki

- a który to ? - zapytała się podejrzliwie Jesy

- ten który był jeszcze z 4 przyjaciół

- aaa już wiem to ten z boybandu – wtrąciła się Leigh-Anne

- to mam zadzwonić ? – zapytałam nie pewnie
- oczywiście że masz zadzwonić cały czas nam narzekałaś że dziwnie się czujesz gdy przyprowadzamy swoich chłopaków to teraz twoja kolej umawiaj się z nim – uśmiechnęła się Jade

- ok a co na to Sam ?

- powinna się zgodzić – powiedziała Jesy

Tym czasem u chłopców z One Direction ….

*Oczami Zayna *

Cały czas o niej myśle. Jest taka piękna. Chłopaki mi doradzali się z nią umówić ale nie mam odwagi więc dałem jej mój numer telefonu ten pomysły podrzucił mi Niall on też nie ma dziewczyny. Nagle poczułem wibracje w moich spodniach. Wyjąłem go zobaczyłem nie znany numer. Usłyszałem najpiękniejszy głos jaki był. Perrie bo tak się nazywała wiedziałem o niej wszystko po prostu kocham ją. Zakochałem się w niej po tym jak zobaczyłem ją w telewizji gdy była w X-factorze ale nie od razu to pokazywałem. Nie chciałem żeby od razu wszyscy wiedzieli. Powiedziałem tylko Niallowi to dobry druh ale mniejsza z tym. Odebrałem.

- Halo ? - zapytałem nie pewnie

- dzień dobry dałeś mi ten numer dzisiaj. Mam na imię Perrie a ty ?

- tak, mam na imię Zayn i chciałbym się z tobą umówić na kawe ?

- tak tylko kiedy bo ja teraz mam trase i ty pewnie też

- taa ale dopiero za miesiąc

- tak ale …. nie wiem czy moge wiesz menadżerka

- oj proszę raz a się odczepie
- no dobrze to jutro ?

- tak jutro o 2 pm wpadne po ciebie
*oczami Perrie*
Nie wiedziałam co powiedzieć podoba mi się chociaż widziałam go przez 10 min

- no dobrze – o my god czy ja się właśnie zgodziłam nawet go nie znam

- ok to pa – powiedział jakby się bał. Czułam się dziwnie
- to pa – powiedziałam i się rozłączyłam. Poleciałam do dziewczyn powiedzieć im to ale zatrzymała mnie Sam. Sam jest naszą menadżerką. Dzięki niej właśnie możemy śpiewać. Chciałam iść dalej ale ona mi nie pozwoliła. Porozmawiałam z nią chwile. Musiałam coś wymyślić że by się nie zorientowała że się z nim umawiam, bo przecież Cowel i Sam są skłóceni i my przez to cierpimy. Niestety. Poleciałam dalej z zamiarem powiedzenia dziewczynom o tym. Znalazłam je na balkonie. Oczywiście jedna w hamaku, druga je, a trzecia rozmawia przez telefon.

- dziewczyny mam nowinę. - krzyknęłam że jedna spadła z hamaku a pozostałe się na mnie spojrzały jak na idiotkę

- no jaką ? - zapytała przerażona Jade, bo właśnie ona spadła z hamaku

- umówiłam się z nim na kawe – powiedziałam ze skrytym uśmiechem

- super jak się nazywa ? - zaciekawiła się Jesy

- ma na imię Zayn i tylko tyle wiem a i jeszcze przyjedzie po mnie o 2 pm

- to super to jak wrócisz to po opowiadasz nam ? - wtrąciła się Leigh-Anne

- oczywiście

*oczami Zayna*

Właśnie skończyliśmy próbę więc postanowiłam porozmawiać z chłopakami. Lou i Harry mówią że będą kłopoty bo przecież Simon i ta cała Sam są skłóceni ale mam to w dupie. Kocham ją i nie ważne co się będzie działo paliło czy waliło czy nawet Cowel się na nas obrazi i tak się z nią umówię.

- to co idziemy do klubu ?- zapytał Niall

- taa chodźmy to po drodze wam coś powiem – oznajmiłem chłopaki popatrzyli się na mnie a Niall wiedział o co chodzi, reszta się nie domyślała

- no dobra to idziemy – powiedział Lou. Poszliśmy po drodze tak jak mówiłem powiedziałem że się umówiłem z Perrie. Niall i Liam się ucieszyli ale Harry i Lou krzywili się i powtarzali że jak się tym dowie Simon to będą kłopoty. Trudno niech se mówią mam to w nosie. Reszte drogi spędziliśmy w ciszy. Ja z Liamem i Niallem byliśmy obrażeni na Lou i Harry'ego a oni na nas. Gdy dojechaliśmy do klubu. Weszliśmy do niego i zamówiliśmy sobie coś i chyba nikt nie mógł wytrzymać i się pogodziliśmy. Wypiliśmy parę drinków i piw i wróciliśmy do domu. Poszliśmy spać.

Następnego dnia....

* oczami Lou *

Wstałem rano. Łep mnie napierdzielał że nie mogłem wytrzymać. Z szedłem na dół w poszukiwaniu jakichś proszków na ból głowy i na kaca. Chyba nic nie pamiętam z tego co wczoraj było. Nie, pamiętam tą kłótnie z Zaynem, Niallem i Liamem. Taa strasznie byłem wkurzony. Nie powinien się z nią spotykać jeszcze będziemy mieli przez to kłopoty. A w sumie co mnie to obchodzi to jego sprawa. To prawda jestem przewrażliwiony i troche się denerwuje chyba zamiast się na niego wczoraj wydzierać powinienem mu pogratulować i życzyć szczęścia wkońcu zakochał się chłopak. Ja nie mam dziewczyny ale wiem co to znaczy miłość przecież byłem z Eleonor tylko że to ona ze mną zerwała i powiedziałem ze nie ma miłości chociaż kto wie ale okey niech chłopak się cieszy puki kocha i to niech wykorzystuje. Dobra koniec z tymi czułościami czas się zabrać do robienia śniadania bo przecież jak tamta 4 idiotów się obudź będę miał piekło, bo przezciez się umówiliśmy że kto pierwszy wstanie robi śniadanie, Więc zrobiłem śniadanie i akurat schodził Zayn widać było po jego twarzy że ma kaca.

- kac – odezwałem się z niepewnym uśmiechem

- tak masz coś – burknął

- taa masz – podałem mu tabletki. Dobra raz kozie śmierć prze prosze go za wczoraj

- Zayn ?

- czego

- chciałbym cię przeprosić bracie za wczoraj. Po prostu byłem zazdrosny że ty kogoś masz a ja nie. Sorry – powiedziałem i wyciągnąlem rękę na zgode

- spoko rozumiem cie tak samo się czułem jak ty byłeś z Eleonor – podał mi rękę i przytuliliśmy się . Pochwili Zszedł Niall z Liamem a po minucie Harry. Oczywiście wszyscy mieli kaca oprócz Liama bo przecież on nie może za dużo pić czegokolwiek.

Tym czasem u dziewczyn z Little Mix.....

*Oczami Perrie *

Wstałam. Byłam strasznie podekscytowana bo dzisiaj spotykam się z Zaynem. Jaki on jest tak naprawdę jest ? Może to tylko zwykły podrywacz żerujący na serach kobiet ? A może jest czuły i kochający ? Zadawałam sobie miliony takich pytań ale o tym dowiem się dopiero o 2 pm. Zeszłam na dół wszystkie dziewczyny już wstały. Zjadłyśmy śniadanie i wybrałyśmy się na zakupy. Kupiłyśmy dużo ciuchów. Nagle wpadłyśmy na grupkę chłopaków.

 -----
od Autorki: przepraszam za przekleństwa ale nie których sytuacji nie da się inaczej wyrazić. z góry przpraszam za błędy

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 3. LL


*Rozdział 3* - Małe zmiany


   Zamknęłam za sobą drzwi. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Patrzyłam na białe płutno. Myśl przechodziła jedna  jakie ja mam szczęście! Położyłam telefon na blacie i o kulach podskoczyłam kanapę. Miałam zamiar spędzić ten wolny czas w spokoju. Jednak przypomniałam sobie, że Tiffany czeka na mój telefon po spotkaniu z Niall'em albo jak, to ona nazwała, po randce.
   Rozmowa przebiegała wesoło i dosyć wolno. Rozmawiałyśmy z bite dwie godziny.
  Kocham ją, jako przyjaciółkę, ale czasem przesadza. Ja i Niall, jesteśmy przyjaciółmi. Nic nad więcej nie łączy, a przynajmniej ja nie liczę na nic więcej.
   Spojrzałam na zegarek. Dosyć późno. Podniosłam kule i wstałam. Zerknęłamm za okno. Biało, miękko i pewnie zimno. Na szczęście nie muszę wychodzić.
   Weszłam na górę do swojego pokoju. Zabrałam komórkę, gdyby ktoś za mną zatęsknił.
   Położyłam kule obok łóżka. Zabrałam laptopa, który leżał na szafeczce obok. Włączyłam go i wpisałam hasło.
   Byłam zalogowana na pocztę i Twittera. Pierwsze co, to wyskoczyły mi powiadomienia z TT. Pełno ich było, może dlatego, że Niall nie został zapomniany i pewnie, niektórzy nad widzieli? Ale, moje imię i nazwisko? Nie wiem, fani są nieprzewidywalni.
   Nie wylogowałam się więc z twittera tylko weszłam w drugie okno. Tam na szczęście nikt mnie nie spamuje. Spojrzałam na skrzynkę pocztową. Był w niej bardzo dziwny e-mail.
   Przysłał go, nie jaki B.P. A kto to, nie mam zielonego pojęcia. Zastanawia mnie, co tam ta osoba napisała, ale może lepiej nie? Zobaczę przy okazji.
   Zamknęłam laptopa i położyłam się pod miękką i puszystą kołdrą. Przymknęłam oczy i pochłonął mnie sen.
  Spojrzałam na godzinę. Była trzecia w nocy. Otarlam oczy i sięgnęłam po kule. Zeszlam po schodach, do kuchni. Z szafki zabrałam szklankę i nalałam do niej wody.
   Kuchnia ustawiona jest nie daleko od przedpokoju, który połączony jest z salonem i kuchnią. W niej, jest okno przez, które widzę wszystko od drzwi frontowych.
   Spojrzałam przez okienko. Ujrzałam czarną postać. Kręciła się przed moim domem. Chyba czeka na kogoś. Do tej osoby podeszla inna czarna postać. Rozmawiały przez chwilę. Później ta druga, pokazała na mój dom. To było dziwne, a szczególnie, że nie mieszkam w bogatej dzielnicy, ani nie pokazuje nikomu, że mam pieniądze. Szczerze, to ich nie mam.
   Jedna z tych osób, była wysoką i ręce miała schowane w kieszeni. Druga zaś, niska. Miotała rękami z zimna. Właśnie to ta postać była pierwsza, ta mała i niespokojna.
   Wychyliłam się. Ta wysoką postać, pokazała na okno. Odskoczyłam z tamtąd. Strah złapał mnie za gardło. Zrobiło mi się momentalnie gorąco. A jak to złodzieje? Albo kryminaliści?! Odeszli. Odedchnęłam z ulgą. Wzięłam lek uspokojajacy i poszłam na górę. Nietety juz nie mogłam zasnąć. Zaciekawiły mnie te postacie. E-mail też był dziwny.
   Rano, zadzwoniła do mnie Tiffany. Po moim głosie wywnioskowała, że nie jest najlepiej. Zadzwoniła do Westa i razem przyjechali.

-Kochanie, jak ty wyglądasz?! - złapała mnie za twarz
-Miałam ciężką noc
-Właśnie, opowiedz kogo widziałaś

   Wytłumaczyłam jej, co do akcji. Tiffany siedziała przerażona i nie wiedziała co powiedzieć. W końcu za parę dni święta, a mnie ktoś obserwuje. West jak zwykle miał swoje kretyńskie poczucie humoru.

-A może, to święty Mikołaj, który obserwuje cię razem ze swoimi pomocnikami?!

   Czy on nie pamięta, że czasy Świętego się skończyły? Cały on. W jakieś romantyzmu też się lubi bawić.

-Pewnie jacyś chłopcy cię obserwują, bo wydajesz im się ładna

   Czy on powiedział, wydaję?! Najlepszy przyjaciel i sugeruje, że nie jestem ładna?

-Żartowałem
-Mam nadzieję
-A powiedz, jak się czujesz, jak plany na świata? W końcu za tydzień jest wigilia
-Wiem. Raczej nigdzie nie wyjeżdżam i nie chcę ruszać
-Nie możesz tak depresyjnie spędzać świąt!
-A kto mi zabroni? Każde święta spędzam sama
-Ale te muszą być inne
-Pojedź do mamy - stwierdził West -Albo do brata
-Nie, trochę daleko, a ja nie mam teraz kasy
-Oj nie przejmuj się tym - straciłam Tif
-A ten twój kawaler?
-Tiffany, to tylko przyjaciel
-Jasne! Zespół się rozpadł, wiec święta pewnie spędza sam, a jak nie to z rodziną
-Nie przesadzaj! Nie będę się człowiekowi narzucała
-Jak tam chcesz - założyła nogę na nogę
-Wiecie co, ja bede leciał. Ciocia pisała, że będzie za dwadzieścia minut - wstał chlopak dając całusa Tif i mi
-Dzisiaj wyjeżdżasz? - spytałam
-Niestety, to co...Wesołych Świąt! - pomachał nam i zakładając kurtkę, wyszedł z mieszkania

   Popatrzyłyśmy na siebie. Obie zaczęłyśmy się  śmiać. Z nieznanego nam powodu.

-A ty kiedy ruszasz? - spytała brunetka
-Jutro albo dzisiaj, to zależy od pracy Troy'a
-Razem z nim jedziesz?
-Tak, mama chciała go zobaczyć. Kuzyn nie jest zły - puściła oczko
-Moja rodzina za granicą
-Nie martw się! Stanie się cud świąteczny
-Hyh

   Tiffany przytuliła mnie i sama opuściła mieszkanie. Zostałam sama. Święta zapasem, a ja w lesie. Jeszcze jutro mam lekarza. Zdejmują mi gips! Będę mogła normalnie chodzić.
   Zabrałam kule i wyszłam się przejść. Było po dziesiątej, więc chodnik jest już wydeptany, a szkoda, bo piękny, biały puch na nim zawsze leży. Wychodziłam zza rogu mojej ulicy, gdy ktoś mnie potrącił. Zakręciałam się na kuli i miałam właśnie upadać, gdy ta postać mnie złapała.

-Przepraszam najmocniej! Nic pani  jest? - odezwał się męski, gruby głos
-Nie, dziękuję. Dalej sobie poradzę
-Przepraszam raz jeszcze - pomachal mi i szybko odszedł.

   Był to wysoki mężczyzna z płaszczem na sobie. Twarzy była zakryta burzą włosów, wiec twarzy nie widziałam. Spieszył się.
   Zadzwoniła do mnie Tiffany z wiadomością, że ona tez dzisiaj wyjeżdża. Został tydzień, a ja już zostaję sama. Niall pewnie też wyjeżdża, on ma do kogo. Mama jest daleko, więc nie bede jechała. Po za tym, pewnie już wszystko przygotowała, a przynajmniej część.
   Przeszłam jeszcze do okoła domów i wróciłam do mieszkania. Zadzwoniłam do mamy.

-Dobrze, że dzwonisz kochanie - stwierdziła mama
-Coś się stało?
-Nie, tylko chciałam ci powiedzieć, że na świata przyjeżdża Ciocia Zoe i Michalel, twoi kuzyni Sam i Pam, wujek Edward i Luke
-To raczej nie będę przyjeżdżać
-My czekamy jakby co - zaśmiała się kobieta
-Ale chłopaki i tak oglądają bajki, ciocie rozmawiają, a wujek rozmawia z dziadkiem
-A Luke?
-Mamo! On nie jest rodziną!
-Jak nie? To mój siostrzeniec
-No tak, ale dziwny jest
-Nie jest dziwny. Bardzo cię lubi
-Jasne

  Moja rozmowa z mamą zakończyła się po tym jak powiedziałam, że poznałam kogoś.
  Luke to wysoki brunet z zielonymi oczami. Ubiera nowoczesne kurtki i ma taką samą fryzurę. Kocha sport, ale jednak woli rysować. To go podobno relaksuje. Jest starszy od de mnie o rok. Dziwnie się zachowuje. Nie lubię go!
   Usłyszałam swój telefon. Odebrałam...


Od Gołąbka;
 
Nadeszły małe zmiany. Postanowiłam zmienić rodzaj opowiadania. Trochę trudno się pisze w narracji trzecioosobowej. Teraz bohaterowie opowiadają o swoich historiach.
Do rozdziału nie dochodzi nowa postać. Miejsce akcji też się nie zmienia. Trochę późno wstawiłam, ale teraz mam jak. Następny rozdział w sobotę za tydzień. Pozdrawiam :D
 
Czytasz = Komentujesz

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 2. BF



*ciemno i cicho*


   Zza drzewa wychylił się...Jim.
Stary, dobry znajomy. Oczywiście bez zauroczenia, by się nie obeszło. Nie wysoki brunet, z gniazdem na głowie. Chodził, bądź nadal uczęszcza na siłownie. To widać, bo rękę ma sporą. Przystojny i szarmański. Wszystkie dziewczyny za nim latały, ale przyjaźnił się ze mną i chyba dlatego z żadną się nie umówił. Ma błękitne oczy i dobrze wyrobiona szczęka. A w niej bialutkie zęby, zawsze takie same. Wygląda jak z filmu albo pięknej bajki. Wymarzony mężczyzna, ale okazał się gejem.
   Kiedyś,  w liceum ujrzałam go całującego z chłopakiem. To było szokujące! Uciekłam wtedy z tamtego miejsca. Jim widział mnie wtedy i wołał mnie, ale byłam w takim szoku, że nie mogłam zostać. Nie spałam przez to parę nocy. Jednak jak wróciłam do szkoły, to on mi to wszystko wytłumaczył i nadal się przyjaźniliśmy. Niestety, wyjechałam na drugi rok liceum i tak straciłam z nim kontakt.
   Kierował się w moją stronę. Za nim szła wysoka postać. W oddali machał do mnie. Podeszłam. Za nim stała wysoka blondyneczka z chudymi nogami. Patrzyła na mnie przyjaźnie. Od razu zrobiło mi się weselej, biorąc pod uwagę sytuację zaistniałą u Thalii. Zaczęłam rozmowę miłym -Cześć! Bardzo się zdziwiłam jej odpowiedzią.

-Kochana moja! Jak pięknie wyglądasz
-Dziękuję - uśmiechnęłam się niepewnie
-To jest Jade. Moja kuzynka
-Miło mi poznać - podałam rękę
-To tu zamieszkałaś - zaśmiał się
-Ładnie, fajnie. Mi pasuje! A co ty tu robisz?
-Ja, ja przyjechałem w interesach
-Z kuzynką?
-Tak - odwrócił głowę w przeciwnym kierunku niż moja
-A jakich, mogę wiedzieć?
-Praca, biznes, tylko to!
-W naszym wieku - burknęłam pod nosem

   Przytaknęłam mu. Wydawał się zdenerwowany, dlatego nie pytałam dalej. Poprosiłam o jego numer telefonu, więc mi podał. Ta Jade też.
   Doszłam do mieszkania. Tam czekał na mnie mój kochanek, mąż i przyjaciel w jednym, Bruno. Wzięłam smycz i wyszłam z nim na krótki spacer, ponieważ jestem padnięta. Przeszłam z nim rundkę do o koła domów i wróciłam.
   Rozejrzałam się po mieszkaniu. Syf! Zostawię to na jutro. Nie ucieknie sprzątanie, a jestem zmęczona. Wzięłam książkę, telefon i pokierowałam się ochoczym krokiem do łazienki. Zabrałam jeszcze przy okazji szlafrok. Wyciszyłam telefon i położyłam go na pralce, by mi nie przeszkadzał. Podgasiłam lampy, by był taki klimat romantyzmu. Zdjęłam ubrania i wskoczyłam do ciepłej wody. Dałam pochłonąć się lekturze.
   Opowiada o młodej parze, która wylatuje w Irlandzkie góry, by odpocząć od pracy i obowiązków. Razem z nimi leci przyjaciółka i jednocześnie macocha dziewczyny. Na lotnisku spotykają brata chłopaka i razem z nim idą po bagaże. W trakcie tego, cyganka wróży Oldze, że wkrótce umrze. Dziewczyna zaczyna się denerwować, a jak zwykle opanowana przyjaciółka uspokaja ją. Gdy mężczyźni wracają z bagażami i są gotowi do drogi, macocha razem z podopieczną wsiadają do samochodu. Brat mężczyzny opowiada im o zdarzeniach w tutejszych górach i jednocześnie przypomina stare czasy rodzeństwa. Macocha próbuje poderwać młodszego brata, ale ten zostaje obojętny. Marek widząc to, dogryza teściowej. Dojeżdżają na miejsce. Wszyscy są pod wrażeniem otoczenia. Meldują się w hotelu i wchodzą do pokoi...
   Tylko tyle zdążyłam przeczytać. Ale mam czas, który przeznaczę na relaks i czytanie książki. W pewnej chwili usłyszałam swoją komórkę. Przyszedł do mnie sms. Nie zamierzam odpisywać. Dostałam kolejnego i kolejnego. W końcu, ktoś zadzwonił. Wysunęłam się z pod wody, z lekka podirytowana i odebrałam.

-Słucham?! - wrzasnęłam do komórki, nie patrząc kto dzwoni
-Lily? Z tej strony Tristan - zatkało mnie -Możesz gadać?
-Tak, a co się stało, że dzwonisz? - zaśmiałam się do komórki

   Wsłuchałam się w każde jego słowo tylko dlatego, że był zdenerwowany. Dzwonił oczywiście z przymusu, bo raczej sam z siebie, to nie. Chodziło o Thalie. Mówił, że dziewczyna jest w szpitalu, bo dostała uczulenia od jakiegoś owocu i straciła przytomność. Tristan nie wiedział jaki to owoc, dlatego wysłał mi zdjęcie. Był to Dragon Fruit. Rzeczywiście ma na niego uczulenie. Tylko skąd on się wziął u niej w mieszkaniu. Na gwałt wyszłam z wanny i ubrałam się. Zbiegłam na dół zabierając klucze i zakładając buty. Zadzwoniłam po taksówkę. Czekałam pięć minut, ponieważ jest godzina jaka jest i stację mają blisko. No i z miłego wieczora, zamieniłam na podróż taksówką.

-,,-

   Wysiadłam na wskazanym adresie. Niestety mieszkanie było za ogrodzeniem, więc musiałam kawałek przejść. Po drodze spotkałam Brada. Tak jak ja, został ściągnięty do Thalii. Zapukaliśmy, a drzwi otworzył nam James.

-Już jesteście, a gdzie Con? - spojrzeliśmy się po sobie
-Nie było go z nami - odpowiedział loczek
-Lepiej mów co się stało? - wtrąciłam
-Wejdźcie...

   W mieszkaniu był Tristan i wielki kosz stojący w koncie pokoju. Obejrzałam spokojnie koszyk. Nic nie było takie, żeby uczuliło Thalie, po za tym Dragon Fruit. Wróciłam do chłopaków.

-Czemu nie ma Connora? - spytałam
-Dzwoniłem, ale nie odbierał - powiedział James
-Ja pojadę do niego
-Lily, ale ty jesteś potrzebna tutaj!
-Po co, Thalia jest w szpitalu, a nie tu
-Wiem, Trista zaraz będzie do niej jechał
-To zabierzcie się z nim, a mi tylko dajcie adres Connora
-Jak chcesz



   James napisał mi adres i podał karteczkę. Pożegnałam się z chłopakami i wyszłam, dzwoniąc po taxi. Przyjechała po ośmiu minutach. Przekazałam taksówkarzowi adres i usiadłam z tyłu.
   Stanęłam przed skromnym mieszkankiem. Widać rękę kobiety. Jest zadbany i eksploduje praktycznie szczęściem. Zapukałam. Otworzył mi Connor.

-Hej? - machnęłam ręką


Od Gołąbka;

Nowy bohater ukarze się w zakładce "Bohaterowie Beautiful Friendship". Wszystko dowiecie się o bohaterach właśnie w tej zakładce! Miłego czytania i czekania na następne ;)

Czytasz=Komentujesz

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 2. LL


Rozdział 2.


   Brunetka podniosła głowę...i spojrzała w jego błękitne oczy. Jedno przyszło jej do głowy - To, jest ten jedyny. W pewnej chwili odcięła się od marzeń i wróciła do rzeczywistości. Co jak, co, ale to Niall. Riley bardzo dobrze wiedziała kto to jest, Niall Horan. Znalazła go w internecie. Jednym gwałtownym ruchem odsunęła się od chłopaka.

-Nie mogę! - krzyknęła
-Czego?
-Niall, ja wiem kim jesteś
-Kim?
-Ja nie...
-Riley?
-Zmęczona jestem, położę się, a ty jakbyś mógł, to wyjdź

   Chłopak spojrzał rozpaczliwie na dziewczynę. Domyślił się o co jej chodzi. Nie taki był jego plan. Miał być szczęśliwy i nie powracać do przeszłości ze sławą. Niestety za szybko się pośpieszył. Riley wiedziała kim on jest i pewnie dlatego wyprosiła go z mieszkania.
   Niall opuścił dom dziewczyny. Szedł spokojnie uliczkami Londynu kopiąc śnieg. Napotkał woźnego. On zwrócił na blondyna uwagę.

-Ej, młody! - Niall podniósł głowę
-Co taki smutny? Święta idą - krzyczał z pod garażu
-Wiem, proszę pana, wiem
-Trzeba się weselić, spędzać czas z rodziną i bawić się!
-Nie mam z kim
-A ta ładna brunetka?!
-Riley? - schował ręce do kieszeni
-Tak, ta za rogiem! To nie twoja dziewczyna?
-Nie, proszę pana
-A szkoda, ładna jest. Fajną parę byście tworzyli - zaczął dalej odgarniać śnieg

   Niall zmrużył oczy i pokiwał głową. Spojrzał na drogę, którą podążał. Szara i brudna. Tak jak jego serce. Poszedł więc nią, wracając do domu. Otworzył drzwi i kawałki śniegu wpadły do mieszkania. Chłopak tylko głośno wzdychał. Zamknął je, rzucił buty w kąt i usiadł na kanapie.

_,,_

   U Riley też nie było miłej atmosfery. Siedziała smutna nie mając się do kogo przytulić. Mieszkanie bez jej ukochanego pupila, straciło cały urok, tak samo bez Niall'a. On napędzał do niej szczęście, a ona tak normalnie go wypędziła tylko dlatego, że jest sławny. Czuła się z tym bardzo źle, dlatego zadzwoniła do Tiffany i Westa.
   W mgnieniu oka oboje stawili się u niej. West jak zwykle zrobił herbatę. Dziewczyny plotkowały.

-Co taka smutna, kochanie?
-Wiesz kogo poznałam?
-Kogo?
-Niall'a Horana
-To ten z One Direction!? - krzyknął West
-Tak
-To chyba dobrze
-Nie wiem, wcześniej nawet nie wiedziałam, że on istnieje!
-Spokojnie, Riley i w czym problem? - chłopak postawił herbatę na stole
-Bo on jest cudowny, zabawny i taki...inny!
-I?
-I to, że mi się podoba, ale ja go nie znałam wcześniej, a przecież to całej One Directian było sławne!
-Direction - poprawił ją West
-Kochanie, nie możesz takim czymś się przejmować. Przecież jak z kimś się umawiasz, to wogóle go nie znasz, tak?
-No tak, ale on jest kimś, a ja...tak po prostu to olałam
-Riley, bzdury wygadujesz! Jak cię lubi, to dla niego taka sprawa to nie problem - powiedział West
-Tak myślisz?
-Tak!
-Ale ja go wygoniłam z domu, kazałam mu wyjść
-Sss, to kiepsko, ale możesz to naprawić - uśmiechnęła się Tiffany
-Jak? - popijała herbatę
-Zadzwonisz do niego i go zaprosisz do siebie
-No nie wiem, a jak odmówi?!
-To nalegaj, takie ciacho nie odmówi - mrugnęła

   Riley sięgnęła po telefon. Chwilę namyśliła się i zrezygnowała -Dzwonisz! Krzyczała Tiffany. W końcu to zrobiła. Usłyszała trzy sygnały. Nikt nie odbierał. Przy czwartym miała się rozłączyć, gdy nagle ktoś odebrał.

-Halo?
-Cześć Niall, chciałabym przeprosić za moje dzisiejsze zachowanie
-Riley?! Nie sądziłem, że kiedyś jeszcze zadzwonisz! Nic się przecież nie stało, każdy może mieć zły dzień, prawda?
-W gruncie rzeczy tak, ale ja często miewam takie dni
-Spokojnie
-To może chciałbyś jutro się spotkać w ramach przeprosin?
-....
-....
-Jasne!

   Riley odetchnęła z ulgą. Myślała, że chłopak trzyma do niej urazę i więcej się do niej nie odezwie. Dziewczyna uśmiechnęła się do przyjaciół.

   Minął kolejny dzień. Riley spojrzała na zegarek, wybiła 9;35. Dziewczyna pośpiesznie wyskoczyła z łóżka, zapominając o złamanej nodze. Upadła na ziemie. Nie mogła wstać, ponieważ złamana noga nie pozwalała jej na to. Bała się, że zmuszona będzie do odwołania spotkania. Poczołgała się po kule i żwawo podskoczyła do łazienki.
   Zeszła na dół do kuchni. Zrobiła sobie śniadanie. Zjadła dwie kromki chleba posmarowane twarogiem i dwa listki sałaty. Zjadła śniadanie w kuchni i prędko podeszła do butów. Założyła płaszcz i wyszła rozglądając się jeszcze po mieszkaniu. Umówili się o dziesiątej przy kawiarni. Zostały trzy minuty, gdy Riley mijała ławki,  przy ostatnim spotkaniu z przyjaciółmi. Widziała jak ktoś dochodzi do kawiarni. Bardzo podobny miał styl do Niall'a. Ten mężczyzna czekał na kogoś. Podeszła do niego. Dotknęła go w bark, a chłopak się odwrócił.

-Riley? Co ty tu robisz? - odezwał się Liam
-O Liam, tak?
-Tak, ja czekam na kogoś, a ty tak samotna?
-Też czekam na kogoś
-To wejdźmy do środka, tam poczekamy

   Za nimi weszła od razu Sophie. Riley przywitała ją wzrokiem. Pocałowała Liam'a i wzięła go pod rękę. Po chwili do kawiarni wszedł Niall. Mężczyźni spojrzeli na siebie. Oboje się uśmiechnęli.

-Liam, dawno cię nie widziałem!
-Ja ciebie też. Prawie się nie zmieniłeś
-Ty wręcz przeciwnie
-Sam tak do kawiarni, TY?
-Nie sam, ja przyszedłem do Riley - pokazał na dziewczynę

   Riley zaczerwieniła się i nie bardzo wiedziała o co chodzi. Doczytała tylko, że Niall był w zespole. Liam, Harry, Zayn i Louis też, ale nazwisk nie pamięta. Jedynie Liam'a, bo skojarzyła sobie z tym chłopakiem, ale niestety nie pamiętała jego nazwiska. Szybko jednak się domyśliła o co chodzi.

-Do Riley? My się znamy - zaśmiał się
-Taa - zmrużyła jedno oko
-Nie mówiłaś, że znasz Liam'a
-A po co ci miałam mówić?
-I widzę, że jesteś...
-Sophie, pamiętasz? - dziewczyna wyjrzała zza chłopaka

   Niall spojrzał na nią, a ona na niego. Rozpoznała go. Przypomniała sobie zdarzenie z kotem. Zaczęła pośpieszać Liam'a.

-Spokojnie, Sophie. Dawno się nie widzieliśmy
-Chodź, proszę!
-A Sophie ci nie mówiła o naszym spotkaniu?
-Jakim?
-No przy mieszkaniu Riley i tragedii z kotem - uśmiechnął się złowrogo
-Nie, a co się wydarzyło?
-Niech sama ci opowie, a mi wybaczcie, ale przyszedłem do Riley

   Dziewczyna patrzyła tempo jak Niall mija ją i zajmuje stolik. Po chwili sama dołączyła. Usiadła na przeciw chłopaka. On siedział uśmiechnięty i przeglądał kartę. Po chwili podszedł kelner.

-Coś państwo zamawiają?
-Poproszę to co zwykle, a ty Riley?
-Yyy, woda wystarczy - uśmiechnęła się nieszczero
-Coś się stało?
-Nie, ale nie wiedziałam, że mu to powiesz
-Złośliwa była, to czemu miałbym nie powiedzieć?
-Nie ważne



   Kelner przyniósł im zamówienia i oddalił się. Oni rozmawiali jeszcze z dobre dwie godziny. Riley nadal była lekko przybita. Niall widział to jednak próbował ją rozśmieszyć.
   W końcu wyszli z restauracji. Niall pomógł jej wydostać się z pod śniegu. Jednak o kulach trochę trudno. Wracali do domu, bo to nie była pogoda na spacery. Wszędzie leżał biały puch. Jeszcze niewydeptany. Czasem spadło parę płatków śniegu. Ludzie chodzili w te i wewte. Wracali z zakupami, z pracy, do pracy, z choinkami i ozdobami.
   Niall zaczynał zdanie, gdy przerwano mu.

-Wybaczysz mi wczorajsze zachowanie? - podchodziła do ogrodzenia swojego mieszkania
-Tak, to był po prostu zły dzień
-Ale na pewno?!
-Riley - złapał ją za ramiona -Zawsze!
-Już więcej to się nie powtórzy
-Chociaż...
-Tak? - spytała wystraszona
-Wybaczę ci, jak...dostanę pewność, że jeszcze się spotkamy
-Na pewno!
-Do zobaczenia - pocałował ją w policzek i odszedł machając z daleka


Od Gołąbka;

Powiem szczerze, nie jest to arcydzieło literackie. Nie miałam pomysłu, by napisać coś ciekawszego. Przykro mi! Między innymi, dlatego jest opóźnione ten rozdział. Postaram się, by to się więcej nie powtórzyło. Bohaterów znajdziecie w zakładce "Bohaterowie  Lost Love". Miłego czytania ;D

Czytasz=Komentujesz

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 1.


Rozdział 1. Beautiful Friendship 


  Zwykły, letni dzień. Wstałam rano. Ciepłe promienie słoneczne oświetliły pokój ocieplając go jednocześnie. Czuć było ogrzewające słońce, a usłyszeć było można śmiech dzieci i rozmowy dorosłych. Nie daleko była piekarnia, z której wydobywała się woń pieczywa.
  Dziś pierwszy dzień weekendu. Wstałam leniwie z łóżka i zeszłam w piżamie po schodach okrytych wykładziną. Usłyszałam sapanie. Był to mój ukochany pies, Bruno. Wskoczył na mnie i tym swoim długim, mokrym jęzorem przejechał po mojej twarzy. I jak tu można czegoś takiego nie kochać. Odeszłam od psa i wyszłam do ogrodu. Sąsiedzi wyjechali, bo inaczej były by odgłosy kosiarki. Jak miło, w końcu cisza i spokój! Niestety jak wróciłam z powrotem do mieszkania, zobaczyłam pod sufitem latające meszki. Przez to, że był otwarty balkon, tyle tego dziadostwa się zebrało.
  Weszłam do kuchni. Jak cywilizowany nastolatek, zrobiłam się głodna! Zobaczyłam, że moja lodówka świeci pustkami. Jak bym była studentem. Postanowiłam ubrać się i zapełnić moją lodówkę.
   Pobiegłam na górę. Za mną oczywiście pobiegł pies. Wleciałam do garderoby. Bruno usiadł przed drzwiami i patrzył się na mnie przekręcając tylko głową. Przymierzałam spudnice, sukienki, spodenki i jakieś bluzki bez rękawa. Ubrałam byle co. Znaczy coś, co mi pasowało.
   Zbiegłam na dół zabierając portfel, telefon i klucze. Bruno musi zostać. Przeszłam przez ogródek i wyszłam na ulicę Duchess of Bedford's Walk. Wyszłam z wszystkich uliczek i zobaczyłam tą ukochaną piekarnię. 
   Weszłam do środka. Pomieszczenie było przepełnione zapachem pieczywa. Stanęłam w długiej kolejce. Prze de mną było z jakieś siedem osób. Trochę sporo, ale mam czas na przemyślenia. Prze de mną był już tylko jakiś chłopak. Wysoki. Około 180 centymetrów. Odwrócił się i wyszedł. W końcu moja kolej. Zamówiłam na co miałam ochotę i zrobiłam to samo, co chwilę wcześniej ten chłopak.
    Przed wejściem widziałam jakąś grupkę mężczyzn. Tam stał tamten blondyn. Rozmawiali o czymś i bardzo głośno się zachowywali, między innymi dlatego zwróciłam na nich uwagę. Niestety stali w jedynym przejściu, które prowadzi do mojego domu. Zaciągnęłam się powietrzem i nie patrząc do koła, przeszłam koło nich. Widocznie nie przeszkadzałam im na tyle, by na mnie zwrócili uwagę. Na szczęście. Doszłam na koniec budynku, gdzie mieściła się piekarnia i miałam skręcać za rogiem, gdy nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła.
    Był to znajomy głos. Taki delikatny, ale szalony. Jak to nie Thalia, to nie wiem, kto ma jeszcze tak wspaniały głos. Spojrzałam się za siebie. Ujrzałam moją przyjaciółkę. Wysoką blondynkę. Na twarzy widniał jak zwykle uśmiech. Odwróciłam się i poszłam do niej. Ona stała bardzo blisko tych chłopaków. Przywitałyśmy się uściskiem. Nagle za nią stanął chłopak z piekarni. Trochę się zdziwiłam. Złapał Thalie za ramię i przybliżył się. Otworzyłam szerzej oczy. Dziewczyna popatrzyła na mnie z nie pokojem.

-To jest Tristan - oznajmiła

    Dawno się nie widziałyśmy, nie wiedziałam, że aż tak się u niej zmieniło. Chłopak uśmiechnął się do mnie i spojrzał na resztę grupy.

-Cześć, jestem Lily - uśmiechnęłam się chamsko 
-Dawno się nie widziałyśmy! - powiedziała blondynka
-Bardzo, a kto to jest?
-Tristan, to mój chłopak - oświadczyła
-Aha, a ta reszta to pewnie przyjaciele? - pokazałam wzrokiem
-Tak, super chłopcy
-Cieszę się, ale wiesz...muszę uciekać
-Już? Może dałabyś się umówić na kawę? 
-Nie piję kawy`-`Tristan kiwną głową do chłopaków, a ci podeszli
-To na ciasto
-Dobrze
-To są chłopcy - pokazała na resztę

-Hej - powiedziałam niepewnie 
-Cześć - usłyszałam odpowiedź 
-Jak pozwolisz, to jest James i Connor - przedstawił ich Tristan
-Jak się wszyscy znacie, to pogadamy później! Będziesz o 12 pod tym adresem? - spytała blondynka
-Będę 
-Super, do zobaczenia - przytuliła mnie i razem z chłopakiem odeszła

    To było dziwne. Nie myślałam, że Thalia zerwie naszą umowę. Nie chciałam o niej mówić przy Tristanie, bo pewnie nie wiedział, ale będę musiała z nią poważnie porozmawiać. Z tego wszystkiego zapomniałam, co miałam kupić. Pójdę po wędlinę i wracam do domu. 
   Weszłam do sklepu mięsnego. Były otwarte dwie kasy, więc podeszłam do drugiej. Pierwszą zajął niski brunet. Czekając na swoje zamówienie, spojrzałam co kupuje ten młody człowiek. Zakupił potężne kości z kawałkami mięsa. Raczej to nie dla niego. Pewnie jakiś miłośnik psów. Dostałam swoje mięso i odwróciłam się od blatu. Wpadłam na tego miłośnika kości.

-Przepraszam najmocniej! - podał mi rękę
-To ja nie patrzyłam - złapałam się za głowę
-Na prawdę przepraszam - spojrzał na mnie
-Nic się nie stało
-Na szczęście! 
-Miłośnik psów?
-Tak, kupuję dla psa, ale nie dla swojego
-Aha, ja dla swojego - pokazałam torbę i wyszliśmy ze sklepu
-Mój takich rzeczy nie zje. Przyjaciel ma dużego psa, to dla niego
-Dobrze, że ktoś takie coś je - ale palnęłam!
-Tak, je będę leciał 
-Do zobaczenia
-Mam taką nadzieję - zaśmiał się i poszedł szybko w drugą stronę 

   Największa głupota jaką palnęłam. Przystojny, miłośnik, wesoły i chyba mnie polubił, a ja walnęłam taką głupotę! Oby mnie więcej nie zobaczył. Chyba pocięłabym się szarym mydłem. Pewnie w moim wieku. Nie ważne! Był, już go nie ma i pewnie już nie będzie. Trzeba zanieść psu mięso i zjeść coś, bo na pusty żołądek, do Thalii nie pójdę.Tylko nie wiem, gdzie jest ta ulica. A po co mam internet? Zaraz zobaczę.
   Otworzyłam drzwi i wyskoczył Bruno. Przywitałam się z moim przyjacielem i weszłam do kuchni, by ukroić mu trochę mięsa. Trzęsie się, jakby, nic mu nie dawała. Zrobiłam sobie w między czasie kanapkę. 
   Poleciałam umyć zęby. Przebrałam się w coś ładniejszego i wyszłam z mieszkania. Zapomniałam wyprowadzić psa! Wróciłam do domu i wyszłam z Brunem. Zostawiłam go i z powrotem wróciłam na dwór. Spojrzałam na autobus, który ma być za 3 minuty. Poczekam. Spojrzałam jeszcze raz na mapę dojazdu. Dojadę tam: autobusem, metrem i jeszcze raz autobusem. 

-,,-

   Dojechałam pod wskazane miejsce. Stanęłam przed dużym domem. Usłyszeć się dało szczekanie. Pewnie ten Tristan ma psa, raczej dużego. Nie wiem czy będę się dobrze czuć w tym jej towarzystwie. Będę patrzeć jak ona się przytula do niego, a cała reszta pewnie też nie jest sama. Do dupy takie życie. Ale co mi tam po chłopaku? Prze de mną studia. Na razie mam szkołę. To powinno mi wystarczyć. 
  Zapukałam do dużych białych drzwi. Otworzyła mi moja przyjaciółka, Thalia. Przytuliła się do mnie i wprowadziła mnie do środka. W środku mieściła się miłą atmosfera. Wszyscy się śmiali i pili różne napoje. Zdjęłam buty i weszłam do salonu. 
  Na kanapie siedział Tristan i James. Przy telewizorze klęczał Connor. Był ktoś jeszcze oprócz tych zebranych w salonie. Po kuchni ktoś się krzątał. Usiadłam na fotelu. Zostałam zasypana pytaniami. O moje samopoczucie, zdrowie, przyjaciół i pracę.

-Nie mam jeszcze stałej pracy - stwierdziłam 
-Uczysz się jeszcze? - spytał James
-Tak, nie długo studia zaczynam
-To ile masz lat? - zapytał Tristan
-Osiemnaście - Connor odwrócił się od telewizora
-Na serio? 
-Tak, w tym roku idę na studia
-A wiesz gdzie?
-Jeszcze nie, ale znajdę coś - zaśmiałam się 



   Z kuchni wyszła znana mi osoba. Ujrzałam loczkowatego bruneta wychodzącego z kuchni. Pochylał się nad psem. Spojrzałam na niego i chyba się uśmiechnęłam. Chłopak spojrzał w górę. Zobaczył siedzącą mnie.

-Oo, dziewczyna z wypadku! - krzyknął
-Miłośnik psów?
-Co ty tu robisz?
-Przyszłam do mojej przyjaciółki - uśmiechnęłam się
-Thalia, nic nie mówiłaś, że masz jakąś przyjaciółkę tutaj
-Pytałeś?
-Jestem Brad - podał mi rękę
-Lily - odwzajemniłam tym samym
-Znacie się tak? - zapytał James
-Tak, kupowałem kości dla burka Connor'a i niechcący wpadłem na Lily. Kupowała mięso - zaśmiał się
-Lily też ma psa, Bruno - powiedziała Thalia
-Jaką rasę? - zapytał Con
-Owczarek Niemiecki 
-Duże psy
-Ja lubię takie 

   Rozmawialiśmy o pracy, studiach i przyjaciołach. Connor dużo razy spojrzał na mnie i próbował mnie rozśmieszyć. Brad śmiał się ze wszystkimi. Zbliżała się niestety późna godzina. Musiałam jeszcze wyprowadzić psa. Postanowiłam pożegnałam się ze znajomymi i przeszłam do przedpokoju.

-Odwiedzisz nas jeszcze? - spytała Thalia
-Jasne! A może wy byście przyszli?
-A kiedy?
-W następny weekend?
-A nie możemy wcześniej? Ja w ten weekend nie mogę, lecę do rodziców
-W końcu wakacje...w poniedziałek możecie?
-Ja tak, zaraz zapytam

-Chłopcy, możecie w poniedziałek przyjść do Lily?
-Ja nie mogę, niestety mam próbę - odpowiedział Connor
-A reszta?
-Jasne!

   Spojrzałam na Connor'a, który był lekko załamany. Zrobiło mi się go żal. Źle bym się czuła z tym, że bawimy się bez niego. Najlepsze wyjście będzie takie, gdy zmienimy termin.

-To we wtorek! Con, możesz?
-Tak - uśmiechnął się

   Odgarnęłam kosmyk włosów i jeszcze raz pożegnałam się z resztą. Tristan przytulił się do mnie na pożegnanie i zamknął za mną drzwi.

-,,-

   Connor siedział prze jakiś czas cicho. Patrzył w podłogę. W pewnym momencie wstał i w biegu zakładał buty. Znajomi patrzyli jak blondyn wybiega z mieszkania.

    Zobaczyłam za sobą Connor'a. Biegł tutaj. Ze zdziwieniem patrzyłam na niego i czekałam aż coś powie, bo mi mowę odebrało.

-Dziękuję ci - wyspał
-Yh, za co? - położyłam rękę na jego ramieniu
-Za to, że przełożyłaś spotkanie - wyprostował się, a ja w tej chwili zabrałam rękę
-To chyba normalne. Jak wszyscy to wszyscy!
-Yhy
-Po to tu biegłeś?
-Tak?
-Nie mogłeś zadzwonić?
-Nie mam numeru
-A no tak! - wpisałam mu numer telefonu
-Dziękuję jeszcze raz

   Przytuliliśmy się do siebie i Connor odszedł. Widziałam jak znika pomiędzy drzewami. To słodkie, że on biegnie za mną, by podziękować mi za to, że zmieniłam termin. Oj myślę, że historia z nim tak szybko się nie skończy. 
   Dojechałam do domu. Zabrałam psa i wyszłam na dłuższy spacer. Weszłam do parku. Widziałam tam pełno par, przyjaciół i obcych ludzi. Gdzie nie gdzie widziałam dzieci. Zadowolone i z rodzicami. Bardzo kochają swoją rodzinę, bo tylko ją mają. Pary, które były w parku rozmawiały, pewnie o swoim związku, kłóciły się, nie potrzebnie i siedziały cicho w swoich objęciach. Zazdroszczę! Starzy ludzie karmili gołębie. Wszędzie razem. Oni wytrzymali z jedną osobą tyle lat. Czy to możliwe? A ci obcy ludzie? Szli sami, ale zaraz spotykali kogoś i wracali już razem. Tylko ja przechadzam się samotna z myślą, że gdzieś za tym drzewem jest mój jedyny.
   Zza drzewa wychylił się...



Od Gołąbka:

Jak rozdział?  Podobał się wam? A jak wrażenia? Pewnie dla fanów zespołu to coś nowego. Jednak to chyba normalne, że takie osoby jak The Vamps spotykają codziennie nowe osoby. Zastanawiają się pewnie czy ta fanka nie będzie tą jedyną. Każda może być. To pewnie w części jest prawdziwe i przedstawia życie chłopaków. Każdy problem, każdą kłótnię i każdą sprawę. Mam nadzieję, że wam się podobało i będziecie czekać z niecierpliwością na kolejny rozdział. Pozdrawiam ;)

Nasz regułka;
Czytasz=Komentujesz!!!