*śmiech*
W salonie siedział James i Thalia. Nie wierzyłam własnym oczom. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i mocno przytuliam.
-Wróciłaś! Jak się czujesz?
-Już lepiej, a jak sobie poradziłaś z tymi chłopakami?
-Grzeczni byli - zaśmiałam się
Ustaliłam z Thalią, że zostanę już na noc, a rano wrócę do domu. Może przestane myśleć o chłopakach?
Tristan ustąpił mi swój pokój, bo Thalia zrobiła pomieszczenie gościnne. Reszta wróciła do domu. Zostałyśmy same. W końcu mam czas na rozmowę z nią.
-Puk, puk? - powiedziałam otwierając drzwi pokoju Thalii
-Wejdź, jak tam?
-Dobrze, chciałam spytać czy pamiętasz naszą zasadę?
-Na temat chłopaka?
-Tak - usiadłam na krześle
-Lily, nie gniewaj się
-Czyli pamiętasz?
-Kochanie moje, nie możemy z tym skończyć?
-Obiecałaś!
-Wiem, wiem, ale Tris jest cudowny, kochany, uroczy
-Ja nie mam zamiaru z tym zrywać
-Czemu? Nie lepiej mieć chłopaka?
-Robię to dla siebie, sprawdzam wytrzymałość
-Na słodyczach sprawdzaj! Jest Bradley, Connor i James, fajni goście
-Postanowiłam, lepiej się czujesz? - stanęłam przy drzwiach
-Tak, dobranoc
-Dobranoc
Zawiodłam się postawą mojej przyjaciółki. Nawet mnie nie wspiera! Dorzuca propozycje chłopaków. Czy tak robi przyjaciółka?
Położyłam się, ale nie mogłam zasnąć. Za wiele atrakcji.
_,_
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wiem, że późno. Spojrzałam na zegarek, za dwadzieścia dziewiąta. Zerwałam się szybko i zbiegłam na dół. W kuchni stał Tristan, coś gotował. Podeszłam spokojnie. Przy wejściu zobaczyłam walizki.
-Cześć, wprowadza się ktoś?
-Nie, wyprowadza - mieszał łyżką
-A kto?
-Thalia wyjeżdża na szkolenie
-Co? A gdzie ona teraz jest?
-Rozmawia z taksówkarzem
-Ok!
-Stój! W piżamie?
-Walić to!
Wybiegłam. Stała tam Thalia i rozmawiała z kierowcą. Podeszłam i przytuliam ją mocno. Opowiedziała mi wszystko i wróciła po walizki. Wstawiła do bagarznika i pożegnała się z naszą dwójką. Będę tęsknić.
Wróciłam z Tristanem do domu. Spojrzałam na potrawę jaką gotował.
-Po co gotujesz jeżeli nikogo tu nie będzie?
-Dla ciebie
-Yhy
-Thalia prosiła byś przypilnowała mieszkania
-Aha
-Nie umiem gotować, ale przepis zostawiła na stole
-A moje rzeczy?
-Są
-Gdzie? - oparłam ręką o blat
-W pokoju Thalii - spojrzałam na niego i nie odrywając zwroku od chłopaka kierowałam się na schody
Rzeczywiście były tam moje walizki. Kosmetyczka, buty, ręczniki, ubrania, dodatki i kosmetyki. Wszystko! Wykorzystałam to, że on jest w kuchni i zabrałam ciuchy. Poszłam do łazienki się umyć.
Jak wyszłam, słyszałam juz trzy głosy. Męskie. Zeszlam cicho po schodach. Grono adoracji przywitało mnie bardzo milo i ciepło.
-Na ile wyjechała? - spytałam
-Tydzień
-Ok, a co tam chłopcy?
-Dobrze, a śniadanie jadła? - zapytał Brad
-Nie
Dostałam od nich pyszną herbatę. Nie jest to perfektyczne śniadanie, ale zawsze dobre.
-A gdzie Bruno?
-Z Connorem na spacerze - odpowiedział Brad
-Aha
-A może się dzisiaj gdzieś przejdziemy? - zaproponował James
-Con pewnie nie może - zaśmiał się Tristan
-Ok, to psiedźmy w domu
Do mieszkania wszedł zdyszany Connor i mój pupil. Wskoczył na mnie i wylizał mi całą twarz.
-Con, zajęty dzisiaj jestes? - zapytał James
-Trochę
-Hyh - wtrącił Tris
-To zostajemy!
Chłopcy wskoczyli na kanape oprócz Connora. Zabrałam go do kuchni na rozmowę.
-Znowu się uczysz?
-Tak
-Może im powiesz?
-Nigdy!
-Ale nie będą ci dokuczać - usiadłam na blacie
-Trudno, ja nie mam ogólnie czasu na naukę
-Czemu?
-Przez zespół
-Yhy, ale to nic złego, że się uczysz
-Chciałbym bawić się tak jak oni, ale nie mam czasu
-Rozumiem, to może ja dzisiaj pojadę z tobą i pomogę ci w nauce?
-Nie trzeba
-Jak chcesz, ale na razie zostań z nami - złapałam go za dłoń -A przynajmniej ze mną
Nastała cisza. W kuchni zrobiła się przyjemna atmosfera. Connor się zbliżył. Już wiedziałam co się stanie. Czekałam na tą chwilę.
-Zostanę
Z salonu dobiegały krzyki i jeki. Wyszłam z kuchni zostawiając tam Connora. Chłopcy udawali, jakby nie wiem co im się działo. Zaczęli się śmiać i wypytawac o Connora.
-Skończyliście? - zapytał Tristan
-Niby co?
-Te wasze rozmówki
-Tak!
Mijały godziny. Oni płatami się po mieszkaniu. Nadeszła 18, więc Connor musiał wracać. James i Tristan też. Został Brad, który powiedział, że pomoże mi sprzątać. Odprowadziłam ich na przystanki i wróciłam do domu. Otworzyłam drzwi. Dom był wysprzatany, a przynajmniej ta część główna. Zajęłam buty i powoli przechodziłam przez pomieszczenia. Zaczęłam wołać Brada. Stał w kuchni. Robił herbatę.
-Ty to zrobiłeś?
-Tak
-Pięknie, Ale mieliśmy razem sprzątać
-Wiem
-I jak ja ci się odwdzięczę?
-Nie trzeba, chcesz coś do picia?
-Tak, woda wystarczy
Nalał mi szklankę wody. Wychodził z kuchni, wiec poszłam za nim. W salonie zatrzymał się przy kanapie. Na ziemi leżał odkurzać, znaczy kabel od niego. Nie zauwarzyłam go i potknelam się wylewając wodę na Brada.
-Przepraszam! - złapałam się za głowę
-Nic się nie stało - zdjął koszulkę
Moim oczom ukazała się klata mięśniaka. Nie wygląda na takiego, ale ma piękny kaloryfer. Patrzyłam się z pokusą na jego brzuch. On chyba robi to specjalnie.
-Masz koszulkę?
-Niestety nie
-To zaraz ci ją wysuszę, ale daj mi ją - podał mi koszulkę i poszłam do łazienki
-Ok...i tak ma być - szepnął
Wyjęłam suszarkę. Stanęłam tyłem do drzwi, by wysuszyć podkoszulek. Myślałam cały czas o Bradley'u. Samo tak jakoś. Najchętniej zobaczyłabym go jeszcze raz.
Z tyłu poczułam dotyk. Ktoś objął mnie w pasie. Przesunął ręce na barki i zdjął mi bluzę. Przeszła mnie gęsia skurka. Jego ręce znowu wróciły na biodra. Po chwili przysunął się do mnie. Przytulił mnie do swojej klaty. Ja wyprostowałam się i położyłam suszarkę. Wzięłam jego koszulkę i nie odwracając się powiedziałam.
-Proszę, sucha
-Dziękuję - szepnął mi do ucha
-Brad, co robisz?
-Przytulam cię
-To wiem - obrucił mnie
-Może zmieniłaś zdanie? - dotknął mojego policzka
-Nie, ale rozmawiałam o tym z Thalią
-I co ona na to?
-Że powinnam sobie kogoś znaleźć
-To czemu nie posłuchasz się jej?
-Mówiłam ci, robię to dla siebie
-To zrób coś dla mnie i pocałuj mnie
-Brad, wiesz, że się nie złamię
-Ja też - uśmiechnął się i pocałował mnie
Delikatnie wbijał mi się w usta. Ja uległam i objęłam go w pasie. On rękami wsunął się pod moje blond włosy. Posadził mnie na wannie. Przybliżył się do mojego brzucha. Jedną ręką masował mi plecy, jeżdżąc w górę i dół. Moje ręce położyły się na jego klatce. Unosiła się po woli. Położyłam jednak ręce na jego karku. On wsunął swoje do moich tylnich kieszeni. Do łazienki przyszedł pies. Słychać bylo tylko jego zdziwienie.
Brad usłyszał psa. Otworzył oczy i odsunął się od de mnie wyjmując ręce z kieszeni. Spojrzał na psa, ten odszedł. Znowu podszedł do mnie. Ja zagryzlam wargi i czekałam na jego ruch. Położyłam ręce na jego gorsecie. Serce coraz szybciej mu biło. Wbił mi się w usta. Ja wydobyłam z siebie jęk i kontynuowałam trzymanie rąk na jego karku. On wsunął je pod koszulkę. Znowu poczułam dreszczyk. Serce biło mi coraz szybciej, tak samo jak jemu. Czułam jak nasze języki toczą walkę.
Nie samowite uczucie. Thalia miała racje i James. Przedewszystkim James! Tylko skąd wiedział, że tak to się skończy?
Brad złapał oddech. Wykorzystałam tą chwilę.
-Brad, poczekaj chwilę
-Słucham
-Nie wiem czy dobrze robimy
-Dlaczego?
-Boję się, że ktoś może to źle odebrać
-Masz na myśli fanki? Czy Connora?
-Connora
-Nie martw się, to co się dzisiaj stało nie musi wyjść po za to pomieszczenie
-To dobrze - przytuliłam go
-Dobrze, że w końcu zdecydowałaś się - głaskał mnie po głowie
-Zostaniesz na noc?
-Nie śpieszy mi się
-To super!
Cieszę się, że postanowiłam się go zapytać. On jest cudny, ale czemu to z Bradem się stało? Muszę porozmawiać z Jamesem.
Poszłam do pokoju. Było jeszcze dosyć wcześnie. Za mną przyszedł Brad. Jestem już zmęczona, ale sama zapytałam sie go czy zostanie.
-Połóż się ja zaraz przyjdę - powiedział
Czekałam i czekałam. Oczy zaczęły mi się zamykać. Usłyszałam nagle delikatny głos.
-Śpisz już?
-Yy, nie - odpowiedziałam i w tym momencie ziewnęłam
-Może lepiej będzie jak sie położysz?
-Nie, porozmawiam jeszcze z tobą
-Jak chcesz
Brad usiadł na łóżku obok mnie. Przysunęłam się do niego. Położyłam głowę na jego kolanach. On delikatnie głaskał mnie. Patrzyłam się mu w oczy i widziałam szczęście, ale jednocześnie zakłopotanie. Pewnie to samo można odczytać z moich.
-Na pewno nie chcesz spać?
-Nie, nie. Posiedzę z tobą
-Kochana jesteś
-Czemu tak uważasz?
-Każdemu pomagasz i opiekujesz się nami chodź nas nie znasz
-Drobiazg
Przez pierwsze pół godziny leżałam na jego kolanach. Później zasnęłam.
Obudziłam się rano i czułam czyjąś rękę na moim biodrze. Obkręciłam się i zobaczyłam śpiącego Bradley'a. Położyłam lekko jego rękę na łóżko i poszłam do łazienki. Umyłam się i ubrałam. Weszłam do sypialni. Brad siedział na łóżku i przyglądał się ludziom, którzy przechodzili przy oknie. Usiadłam na kolanach za nim i powiesiłam mu się na szyi.
-Wstałaś dawno?
-Nie, 15 minut temu
-Czemu mnie nie obudziłaś?
-Chciałam żebyś jeszcze pospał - położyłam głowę na jego ramieniu - A kiedy ty poszedłeś spać?
-To nie ważne - patrzył w szybę
-Powiedz, może chcesz jeszcze spać?
-Ale z tobą - spojrzałam tempo przed siebie -Lily, jesteś?
-Oczywiście! Już - położyłam się na łóżku
Brad położył się obok. Przekręciłam się w jego stronę, a on w moją. Patrzyliśmy na siebie. Zastanawiałam się co powiedzieć. Czuję się niesprawiedliwie. Tak samo się zachowałam wobec Connora.
-Lily, coś się stało? Zmarkotniałaś - odgarniał mój kosmyk włosów
-Nie
-Widzę, ale jak nie chcesz powiedzieć, to nie mów
-Brad, kiedy wyjeżdżacie na następny koncert?
-Pewnie za tydzień
-To zostanę sama
Do pokoju gościnnego wbiegł pies. Wskoczył na łóżko. Wylizał mi całą twarz, tak samo jak Bradowi. Wstałam i zeszłam na dół, by dać mu jeść. Potem doszedł Brad. Dał mi całusa i założył buty.
-Gdzie idziesz?
-Wracam
-Już?
-Nie długo chłopcy przyjdą...i Connor
-A no tak! Dziękuję - podeszłam do niego i przytuliłam
-Kocham cię, wiesz? Jesteś cudowna - przysunął mnie do siebie
-Przecież wiem, dlatego jesteś tutaj ze mną - zaśmiałam się
-Lecę, ale dzisiaj jeszcze pewnie przyjdę
-Mam nadzieję - podarował mi całusa
-Pa
Zamknęłam za nim drzwi. Wzięłam telefon i napisałam do Thalii. Od razu oddzwoniła.
-Co u ciebie, chłopcy bardzo rozrabiają?
-Hyh, nie! Nawet są grzeczni, a jak szkolenie?
-Zaczynam o dziesiątej, a później wychodzimy na miasto
-To nie przeszkadzam, zadzwonię wieczorem
-Papatki
Tak jak myślałam, Thalia bawi się tam świetnie. Ja szczerze też. Brad, jest taki słodki, uroczy i kochany. Troszczy się o mnie, ale co będzie jak któryś z chłopaków się dowie, o tym, że z nim spalam?
Od Gołąbka;
Znowu pomogła mi koleżanka. Jak widać ;* Mam nadzieję, że wam się spodoba ta odsłona. I dziękuję bardzo Olivio -,-
Czytasz=Komentujesz

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz