piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 3. BF




-Hej? - machnęłam ręką
-Lily, co ty tu robisz? - otworzył szeroko oczy
-Przyszłam, by ci powiedzieć, że Thalia pojechała do szpitala i chłopcy cię potrzebują
-Nie mogli zadzwonić, tylko wysyłają kobietę?!
-Hyh, nie odbierałeś - uśmiechnęłam się
-A no tak! Uczę się - złapał się za głowę

   Connor założył buty i razem wyszliśmy na przystanek. Opowiedziałam mu całą tą szaloną historię. Na moją komórkę zadzwonił James. Przyjechał nasz autobus. Siedziała w nim starsza pani w okularach. Weszliśmy i usiedliśmy z tyłu pojazdu. Pani patrzyła się na nas i uśmiechała. Usiedliśmy koło siebie, a ta staruszka się śmiała. Con czuł się nie zręcznie, ja też.
   Autobus miał dwa przystanki przed naszym. Na ostatnim podeszła do nas staruszka. Otworzyła swoje stare usta i szepnęła.

-Pięknie wyglądacie kochani, taka ładna parka. Szczęścia życzę cukiereczki

   Spojrzałam na Cona. On zaczerwienił się i po chwili też spojrzał na mnie. Próbowałam go uspokoić i zaczęłam się śmiać. Spuścił powietrze i uśmiechnął się. Ja również bardziej się uspokoiłam.

-Wszystko dobrze? - spytałam
-Tak, tak - spojrzał się na mnie

  Widać było, że się zawstydził tą sytuacją. A może, to będzie prawda? Connor jest miły, opanowany i słodki na swój sposób.
   Dojechaliśmy na miejsce. W mieszkaniu Thalii, nie było już Tristana. Con do pomieszczenia wszedł z poczuciem, że jest winny. Nie wiem dlaczego! Przecież to nie jego wina, że musi się uczyć. Musi zaliczyć semestr. Rozumiem, że to jest ważne.
   Chłopcy spojrzeli się na nas. Chciałam uspokoić złą atmosferę, więc zaczęłam rozmowę, bo jak nie ja, to nikt nie zacznie albo by się pozabijali.

-Tristan już pojechał?
-Tak, jakieś dwadzieścia minut temu - odpowiedział James
-Dobrze, a my kiedy jedziemy?
-Nas prosił o zostanie. Wróci za niedługo
-Ok

   Szczerze, to nie znam tych chłopaków. Zostałam sama. Po raz kolejny, Thalia zostawia mnie w niezręczniej sytuacji. Ma tego dosyć! Jeszcze ta sprawa z owocem, zawsze mam przez nią kłopoty. A Tristan?! Ustaliłyśmy dawno, jak byłyśmy małe, że zero chłopaków. Złamała zasadę. Było można się po niej tego spodziewać.
   Usiedliśmy na kanapie i z niecierpliwością czekaliśmy na Tristana. Dziwne myśli przechodziły mi przez głowę. Zbliżała się dwudziesta trzecia. Jego cały czas nie było.
   James i Connor siedzieli na kanapie. Blondyn oparł głowę o oparcie, a Con położył bujną fryzurę na ramieniu przyjaciela. Bradley za to leżał na fotelu. Głowa zwisała mu z oparcia. Mi zostało krzesło. Twarde i metalowe. Nie pójdę do pokoju Thalii, bo nie wypada. Zostaje mi to krzesło. Jestem bardzo śpiąca, ale musi ktoś wpuścić Tristana, a raczej oni nie wstaną. Poszłam więc do kuchni. Otworzyłam okno i wyjrzałam. Patrzyłam na ciszę, która rządziła miastem. Poczułam nagle oddech na swoim karku i dotyk czyiś rąk na ramionach.

-Pięknie jest w nocy, prawda?
-Brad? Tak, w rzeczy samej
-Czemu nie śpisz? - odwróciłam się w jego stronę

   Spojrzałam na chłopaka. Zdziwiła mnie odległość. Nasze czoła się stykały. Patrzyłam na niego z dołu. Nie wiedziałam, co w tej sytuacji mam zrobić.

-Nie mogę spać i czekam na Tristana
-On pewnie zostanie z Thalią
-Tak myślisz?
-Nie tylko o tym myślę

   Zrobiło mi się gorąco. Nadal czułam jego oddech na mojej klatce. Ręce położył na moich biodrach. Mogłam się domyślić co się stanie.

-A o czym?
-O tym, jak miło z tobą spędzać czas - zbliżył się
-Brad, nie mogę się z wami spotykać
-Czemu? - momentalnie się odsunął
-Nie mogę ci powiedzieć - schowałam głowę w dół
-Mnie to nie obchodzi - zbliżył się do moich ust

   Jego usta wbiły się delikatnie. Moje ręce objęły go. Nie wiem jak to się stało. Usiadłam na blacie. Całował mnie delikatnie. Zamknęłam oczy.

-Bradley
-Tak? - spojrzał mi się w oczy
-Nie powinnam. Zawiodłam sama siebie
-Dlaczego?
-Nie chcę mieć drugiej połówki
-Nawet, gdy jestem nią ja?
-Nawet
-To chociaż dzisiaj, złam zasady
-Nie mogę - odwróciłam głowę
-Proszę - złapał mnie za pod brudek i przysunął do siebie

   Zamknęłam oczy. Znowu poniosło mnie z marzeniami. Ja go nawet dobrze nie znam. Obiecałam Thalii i nie zrobię tego, a przynajmniej dla samej siebie. Ale czemu Brad, on nawet nie pokazywał tego, że dzieli mnie sympatią.
   Usłyszałam jak ktoś pląta się po mieszkaniu. Momentalnie odskoczyłam od chłopaka. On poprawił fryzurę i odkręcił głowę w stronę drzwi. W przejściu stał James. Spojrzał się na nas.

-Ja sięgam szklankę! - wymyśliłam
-Ok - odpowiedział -Con cię szuka
-Już idę - odpowiedział Brad

   James zamknął drzwi od kuchni. Podszedł do blatu i sięgnął szklankę. z niecierpliwością i skupieniem patrzyłam na każdy jego ruch.

-Znam waszą zasadę z Thalią
-Skąd?!
-Od niej samej, powiedziała mi
-Tylko ja się jej trzymam
-Wiem, trochę nie sprawiedliwe, co nie? - nalał sobie wody i stanął prze de mną opierając się o blat
-Teraz, to sprawdzam tylko samą siebie
-Hyh - zaśmiał się -Jeszcze trochę i sama zerwiesz z tą zasadą - patrzył się w głąb szklanki
-Czemu niby?
-Widać, że Con i Brad nie dadzą za wygraną
-Niby w czym? - coraz bardziej się denerwowałam
-Heh, z tobą
-Przestań, nie żartuj sobie
-Ja na prawdę mówię, brzydka nie jesteś
-Ale młoda i głupia
-Nie taka młoda
-A Thalia nie jest ładna?
-Nie wiem, wiesz? Neutralna
-Ja też!
-Spokojnie, to nie jest nic złego, że jest się ładniejszym
-James! - podszedł do mnie
-Lily, ja chcę tylko szklankę odłożyć
-Ok
-Stresujesz się czymś?
-Trochę zdrowiem Thalii
-Spokojnie, wyzdrowieje - podszedł do drzwi i otworzył zamieniając się miejscami z Bradem



   Chłopak spojrzał na Jamesa ze zdziwieniem i podszedł do mnie. Ja siedziałam nadal na blacie z głową w dole. Złapał mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Ja nadal patrzyłam tempo w podłogę.

-Co ci James nagadał, coś złego?
-Nie, nie. Martwię się o Thalie
-Wyzdrowieje
-James ci nie powiedział o zasadzie?
-Jakiej?
-Nie moge mieć chłopaka, bo w przeszłości obiecałam sobie z Thalią, że nie bedziemy miały chłopaków, po tym jak zakochałyśmy się w jednym chłopaku i zaczęłyśmy się kłócić
-Dlatego ona ma chłopaka, a ty nie?
-Coś w tym stylu - zaśmiałam się
-Lily, ale ty nie możesz tak się tak trudzić, zabijać!
-Bez przesady
-Ale to nie jest fair!
-Ja wytrzymuje
-Zerwij z tym!
-Ale to dla mnie jest podporą
-Lily - uśmiechnął się i z politowaniem spojrzał na mój kosmyk i odgarnął go

  Nie mogłam się powstrzymać. Przytuliłam go. Brad uśmiechnął się i nic nie powiedział.  Za to ja dodałam swoje.

-Dziękuję! - stanęłam na nogi i przytulalam się do niego
-Widzisz, to zostaniesz ze mną?
-Hm, nie - uśmiechnęłam się
-No ej! Pomogłem ci - rozstawił ręce, a ja wyszłam z kuchni
-Cwaniara

  W salonie siedział James i...


Od Gołąbka

W rozdziale pomagała mi moja kochana przyjaciółka. Wstawiła parę swoich szczegółów. Kto siedzi w salonie? Czy Lily ugnie się i zerwie zasadę?


Czytasz=Komentujesz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz