piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 1.


Rozdział 1. Beautiful Friendship 


  Zwykły, letni dzień. Wstałam rano. Ciepłe promienie słoneczne oświetliły pokój ocieplając go jednocześnie. Czuć było ogrzewające słońce, a usłyszeć było można śmiech dzieci i rozmowy dorosłych. Nie daleko była piekarnia, z której wydobywała się woń pieczywa.
  Dziś pierwszy dzień weekendu. Wstałam leniwie z łóżka i zeszłam w piżamie po schodach okrytych wykładziną. Usłyszałam sapanie. Był to mój ukochany pies, Bruno. Wskoczył na mnie i tym swoim długim, mokrym jęzorem przejechał po mojej twarzy. I jak tu można czegoś takiego nie kochać. Odeszłam od psa i wyszłam do ogrodu. Sąsiedzi wyjechali, bo inaczej były by odgłosy kosiarki. Jak miło, w końcu cisza i spokój! Niestety jak wróciłam z powrotem do mieszkania, zobaczyłam pod sufitem latające meszki. Przez to, że był otwarty balkon, tyle tego dziadostwa się zebrało.
  Weszłam do kuchni. Jak cywilizowany nastolatek, zrobiłam się głodna! Zobaczyłam, że moja lodówka świeci pustkami. Jak bym była studentem. Postanowiłam ubrać się i zapełnić moją lodówkę.
   Pobiegłam na górę. Za mną oczywiście pobiegł pies. Wleciałam do garderoby. Bruno usiadł przed drzwiami i patrzył się na mnie przekręcając tylko głową. Przymierzałam spudnice, sukienki, spodenki i jakieś bluzki bez rękawa. Ubrałam byle co. Znaczy coś, co mi pasowało.
   Zbiegłam na dół zabierając portfel, telefon i klucze. Bruno musi zostać. Przeszłam przez ogródek i wyszłam na ulicę Duchess of Bedford's Walk. Wyszłam z wszystkich uliczek i zobaczyłam tą ukochaną piekarnię. 
   Weszłam do środka. Pomieszczenie było przepełnione zapachem pieczywa. Stanęłam w długiej kolejce. Prze de mną było z jakieś siedem osób. Trochę sporo, ale mam czas na przemyślenia. Prze de mną był już tylko jakiś chłopak. Wysoki. Około 180 centymetrów. Odwrócił się i wyszedł. W końcu moja kolej. Zamówiłam na co miałam ochotę i zrobiłam to samo, co chwilę wcześniej ten chłopak.
    Przed wejściem widziałam jakąś grupkę mężczyzn. Tam stał tamten blondyn. Rozmawiali o czymś i bardzo głośno się zachowywali, między innymi dlatego zwróciłam na nich uwagę. Niestety stali w jedynym przejściu, które prowadzi do mojego domu. Zaciągnęłam się powietrzem i nie patrząc do koła, przeszłam koło nich. Widocznie nie przeszkadzałam im na tyle, by na mnie zwrócili uwagę. Na szczęście. Doszłam na koniec budynku, gdzie mieściła się piekarnia i miałam skręcać za rogiem, gdy nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła.
    Był to znajomy głos. Taki delikatny, ale szalony. Jak to nie Thalia, to nie wiem, kto ma jeszcze tak wspaniały głos. Spojrzałam się za siebie. Ujrzałam moją przyjaciółkę. Wysoką blondynkę. Na twarzy widniał jak zwykle uśmiech. Odwróciłam się i poszłam do niej. Ona stała bardzo blisko tych chłopaków. Przywitałyśmy się uściskiem. Nagle za nią stanął chłopak z piekarni. Trochę się zdziwiłam. Złapał Thalie za ramię i przybliżył się. Otworzyłam szerzej oczy. Dziewczyna popatrzyła na mnie z nie pokojem.

-To jest Tristan - oznajmiła

    Dawno się nie widziałyśmy, nie wiedziałam, że aż tak się u niej zmieniło. Chłopak uśmiechnął się do mnie i spojrzał na resztę grupy.

-Cześć, jestem Lily - uśmiechnęłam się chamsko 
-Dawno się nie widziałyśmy! - powiedziała blondynka
-Bardzo, a kto to jest?
-Tristan, to mój chłopak - oświadczyła
-Aha, a ta reszta to pewnie przyjaciele? - pokazałam wzrokiem
-Tak, super chłopcy
-Cieszę się, ale wiesz...muszę uciekać
-Już? Może dałabyś się umówić na kawę? 
-Nie piję kawy`-`Tristan kiwną głową do chłopaków, a ci podeszli
-To na ciasto
-Dobrze
-To są chłopcy - pokazała na resztę

-Hej - powiedziałam niepewnie 
-Cześć - usłyszałam odpowiedź 
-Jak pozwolisz, to jest James i Connor - przedstawił ich Tristan
-Jak się wszyscy znacie, to pogadamy później! Będziesz o 12 pod tym adresem? - spytała blondynka
-Będę 
-Super, do zobaczenia - przytuliła mnie i razem z chłopakiem odeszła

    To było dziwne. Nie myślałam, że Thalia zerwie naszą umowę. Nie chciałam o niej mówić przy Tristanie, bo pewnie nie wiedział, ale będę musiała z nią poważnie porozmawiać. Z tego wszystkiego zapomniałam, co miałam kupić. Pójdę po wędlinę i wracam do domu. 
   Weszłam do sklepu mięsnego. Były otwarte dwie kasy, więc podeszłam do drugiej. Pierwszą zajął niski brunet. Czekając na swoje zamówienie, spojrzałam co kupuje ten młody człowiek. Zakupił potężne kości z kawałkami mięsa. Raczej to nie dla niego. Pewnie jakiś miłośnik psów. Dostałam swoje mięso i odwróciłam się od blatu. Wpadłam na tego miłośnika kości.

-Przepraszam najmocniej! - podał mi rękę
-To ja nie patrzyłam - złapałam się za głowę
-Na prawdę przepraszam - spojrzał na mnie
-Nic się nie stało
-Na szczęście! 
-Miłośnik psów?
-Tak, kupuję dla psa, ale nie dla swojego
-Aha, ja dla swojego - pokazałam torbę i wyszliśmy ze sklepu
-Mój takich rzeczy nie zje. Przyjaciel ma dużego psa, to dla niego
-Dobrze, że ktoś takie coś je - ale palnęłam!
-Tak, je będę leciał 
-Do zobaczenia
-Mam taką nadzieję - zaśmiał się i poszedł szybko w drugą stronę 

   Największa głupota jaką palnęłam. Przystojny, miłośnik, wesoły i chyba mnie polubił, a ja walnęłam taką głupotę! Oby mnie więcej nie zobaczył. Chyba pocięłabym się szarym mydłem. Pewnie w moim wieku. Nie ważne! Był, już go nie ma i pewnie już nie będzie. Trzeba zanieść psu mięso i zjeść coś, bo na pusty żołądek, do Thalii nie pójdę.Tylko nie wiem, gdzie jest ta ulica. A po co mam internet? Zaraz zobaczę.
   Otworzyłam drzwi i wyskoczył Bruno. Przywitałam się z moim przyjacielem i weszłam do kuchni, by ukroić mu trochę mięsa. Trzęsie się, jakby, nic mu nie dawała. Zrobiłam sobie w między czasie kanapkę. 
   Poleciałam umyć zęby. Przebrałam się w coś ładniejszego i wyszłam z mieszkania. Zapomniałam wyprowadzić psa! Wróciłam do domu i wyszłam z Brunem. Zostawiłam go i z powrotem wróciłam na dwór. Spojrzałam na autobus, który ma być za 3 minuty. Poczekam. Spojrzałam jeszcze raz na mapę dojazdu. Dojadę tam: autobusem, metrem i jeszcze raz autobusem. 

-,,-

   Dojechałam pod wskazane miejsce. Stanęłam przed dużym domem. Usłyszeć się dało szczekanie. Pewnie ten Tristan ma psa, raczej dużego. Nie wiem czy będę się dobrze czuć w tym jej towarzystwie. Będę patrzeć jak ona się przytula do niego, a cała reszta pewnie też nie jest sama. Do dupy takie życie. Ale co mi tam po chłopaku? Prze de mną studia. Na razie mam szkołę. To powinno mi wystarczyć. 
  Zapukałam do dużych białych drzwi. Otworzyła mi moja przyjaciółka, Thalia. Przytuliła się do mnie i wprowadziła mnie do środka. W środku mieściła się miłą atmosfera. Wszyscy się śmiali i pili różne napoje. Zdjęłam buty i weszłam do salonu. 
  Na kanapie siedział Tristan i James. Przy telewizorze klęczał Connor. Był ktoś jeszcze oprócz tych zebranych w salonie. Po kuchni ktoś się krzątał. Usiadłam na fotelu. Zostałam zasypana pytaniami. O moje samopoczucie, zdrowie, przyjaciół i pracę.

-Nie mam jeszcze stałej pracy - stwierdziłam 
-Uczysz się jeszcze? - spytał James
-Tak, nie długo studia zaczynam
-To ile masz lat? - zapytał Tristan
-Osiemnaście - Connor odwrócił się od telewizora
-Na serio? 
-Tak, w tym roku idę na studia
-A wiesz gdzie?
-Jeszcze nie, ale znajdę coś - zaśmiałam się 



   Z kuchni wyszła znana mi osoba. Ujrzałam loczkowatego bruneta wychodzącego z kuchni. Pochylał się nad psem. Spojrzałam na niego i chyba się uśmiechnęłam. Chłopak spojrzał w górę. Zobaczył siedzącą mnie.

-Oo, dziewczyna z wypadku! - krzyknął
-Miłośnik psów?
-Co ty tu robisz?
-Przyszłam do mojej przyjaciółki - uśmiechnęłam się
-Thalia, nic nie mówiłaś, że masz jakąś przyjaciółkę tutaj
-Pytałeś?
-Jestem Brad - podał mi rękę
-Lily - odwzajemniłam tym samym
-Znacie się tak? - zapytał James
-Tak, kupowałem kości dla burka Connor'a i niechcący wpadłem na Lily. Kupowała mięso - zaśmiał się
-Lily też ma psa, Bruno - powiedziała Thalia
-Jaką rasę? - zapytał Con
-Owczarek Niemiecki 
-Duże psy
-Ja lubię takie 

   Rozmawialiśmy o pracy, studiach i przyjaciołach. Connor dużo razy spojrzał na mnie i próbował mnie rozśmieszyć. Brad śmiał się ze wszystkimi. Zbliżała się niestety późna godzina. Musiałam jeszcze wyprowadzić psa. Postanowiłam pożegnałam się ze znajomymi i przeszłam do przedpokoju.

-Odwiedzisz nas jeszcze? - spytała Thalia
-Jasne! A może wy byście przyszli?
-A kiedy?
-W następny weekend?
-A nie możemy wcześniej? Ja w ten weekend nie mogę, lecę do rodziców
-W końcu wakacje...w poniedziałek możecie?
-Ja tak, zaraz zapytam

-Chłopcy, możecie w poniedziałek przyjść do Lily?
-Ja nie mogę, niestety mam próbę - odpowiedział Connor
-A reszta?
-Jasne!

   Spojrzałam na Connor'a, który był lekko załamany. Zrobiło mi się go żal. Źle bym się czuła z tym, że bawimy się bez niego. Najlepsze wyjście będzie takie, gdy zmienimy termin.

-To we wtorek! Con, możesz?
-Tak - uśmiechnął się

   Odgarnęłam kosmyk włosów i jeszcze raz pożegnałam się z resztą. Tristan przytulił się do mnie na pożegnanie i zamknął za mną drzwi.

-,,-

   Connor siedział prze jakiś czas cicho. Patrzył w podłogę. W pewnym momencie wstał i w biegu zakładał buty. Znajomi patrzyli jak blondyn wybiega z mieszkania.

    Zobaczyłam za sobą Connor'a. Biegł tutaj. Ze zdziwieniem patrzyłam na niego i czekałam aż coś powie, bo mi mowę odebrało.

-Dziękuję ci - wyspał
-Yh, za co? - położyłam rękę na jego ramieniu
-Za to, że przełożyłaś spotkanie - wyprostował się, a ja w tej chwili zabrałam rękę
-To chyba normalne. Jak wszyscy to wszyscy!
-Yhy
-Po to tu biegłeś?
-Tak?
-Nie mogłeś zadzwonić?
-Nie mam numeru
-A no tak! - wpisałam mu numer telefonu
-Dziękuję jeszcze raz

   Przytuliliśmy się do siebie i Connor odszedł. Widziałam jak znika pomiędzy drzewami. To słodkie, że on biegnie za mną, by podziękować mi za to, że zmieniłam termin. Oj myślę, że historia z nim tak szybko się nie skończy. 
   Dojechałam do domu. Zabrałam psa i wyszłam na dłuższy spacer. Weszłam do parku. Widziałam tam pełno par, przyjaciół i obcych ludzi. Gdzie nie gdzie widziałam dzieci. Zadowolone i z rodzicami. Bardzo kochają swoją rodzinę, bo tylko ją mają. Pary, które były w parku rozmawiały, pewnie o swoim związku, kłóciły się, nie potrzebnie i siedziały cicho w swoich objęciach. Zazdroszczę! Starzy ludzie karmili gołębie. Wszędzie razem. Oni wytrzymali z jedną osobą tyle lat. Czy to możliwe? A ci obcy ludzie? Szli sami, ale zaraz spotykali kogoś i wracali już razem. Tylko ja przechadzam się samotna z myślą, że gdzieś za tym drzewem jest mój jedyny.
   Zza drzewa wychylił się...



Od Gołąbka:

Jak rozdział?  Podobał się wam? A jak wrażenia? Pewnie dla fanów zespołu to coś nowego. Jednak to chyba normalne, że takie osoby jak The Vamps spotykają codziennie nowe osoby. Zastanawiają się pewnie czy ta fanka nie będzie tą jedyną. Każda może być. To pewnie w części jest prawdziwe i przedstawia życie chłopaków. Każdy problem, każdą kłótnię i każdą sprawę. Mam nadzieję, że wam się podobało i będziecie czekać z niecierpliwością na kolejny rozdział. Pozdrawiam ;)

Nasz regułka;
Czytasz=Komentujesz!!!
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz