*ciemno i cicho*
Zza drzewa wychylił się...Jim.
Stary, dobry znajomy. Oczywiście bez zauroczenia, by się nie obeszło. Nie wysoki brunet, z gniazdem na głowie. Chodził, bądź nadal uczęszcza na siłownie. To widać, bo rękę ma sporą. Przystojny i szarmański. Wszystkie dziewczyny za nim latały, ale przyjaźnił się ze mną i chyba dlatego z żadną się nie umówił. Ma błękitne oczy i dobrze wyrobiona szczęka. A w niej bialutkie zęby, zawsze takie same. Wygląda jak z filmu albo pięknej bajki. Wymarzony mężczyzna, ale okazał się gejem.
Kiedyś, w liceum ujrzałam go całującego z chłopakiem. To było szokujące! Uciekłam wtedy z tamtego miejsca. Jim widział mnie wtedy i wołał mnie, ale byłam w takim szoku, że nie mogłam zostać. Nie spałam przez to parę nocy. Jednak jak wróciłam do szkoły, to on mi to wszystko wytłumaczył i nadal się przyjaźniliśmy. Niestety, wyjechałam na drugi rok liceum i tak straciłam z nim kontakt.
Kierował się w moją stronę. Za nim szła wysoka postać. W oddali machał do mnie. Podeszłam. Za nim stała wysoka blondyneczka z chudymi nogami. Patrzyła na mnie przyjaźnie. Od razu zrobiło mi się weselej, biorąc pod uwagę sytuację zaistniałą u Thalii. Zaczęłam rozmowę miłym -Cześć! Bardzo się zdziwiłam jej odpowiedzią.
-Kochana moja! Jak pięknie wyglądasz
-Dziękuję - uśmiechnęłam się niepewnie
-To jest Jade. Moja kuzynka
-Miło mi poznać - podałam rękę
-To tu zamieszkałaś - zaśmiał się
-Ładnie, fajnie. Mi pasuje! A co ty tu robisz?
-Ja, ja przyjechałem w interesach
-Z kuzynką?
-Tak - odwrócił głowę w przeciwnym kierunku niż moja
-A jakich, mogę wiedzieć?
-Praca, biznes, tylko to!
-W naszym wieku - burknęłam pod nosem
Przytaknęłam mu. Wydawał się zdenerwowany, dlatego nie pytałam dalej. Poprosiłam o jego numer telefonu, więc mi podał. Ta Jade też.
Doszłam do mieszkania. Tam czekał na mnie mój kochanek, mąż i przyjaciel w jednym, Bruno. Wzięłam smycz i wyszłam z nim na krótki spacer, ponieważ jestem padnięta. Przeszłam z nim rundkę do o koła domów i wróciłam.
Rozejrzałam się po mieszkaniu. Syf! Zostawię to na jutro. Nie ucieknie sprzątanie, a jestem zmęczona. Wzięłam książkę, telefon i pokierowałam się ochoczym krokiem do łazienki. Zabrałam jeszcze przy okazji szlafrok. Wyciszyłam telefon i położyłam go na pralce, by mi nie przeszkadzał. Podgasiłam lampy, by był taki klimat romantyzmu. Zdjęłam ubrania i wskoczyłam do ciepłej wody. Dałam pochłonąć się lekturze.
Opowiada o młodej parze, która wylatuje w Irlandzkie góry, by odpocząć od pracy i obowiązków. Razem z nimi leci przyjaciółka i jednocześnie macocha dziewczyny. Na lotnisku spotykają brata chłopaka i razem z nim idą po bagaże. W trakcie tego, cyganka wróży Oldze, że wkrótce umrze. Dziewczyna zaczyna się denerwować, a jak zwykle opanowana przyjaciółka uspokaja ją. Gdy mężczyźni wracają z bagażami i są gotowi do drogi, macocha razem z podopieczną wsiadają do samochodu. Brat mężczyzny opowiada im o zdarzeniach w tutejszych górach i jednocześnie przypomina stare czasy rodzeństwa. Macocha próbuje poderwać młodszego brata, ale ten zostaje obojętny. Marek widząc to, dogryza teściowej. Dojeżdżają na miejsce. Wszyscy są pod wrażeniem otoczenia. Meldują się w hotelu i wchodzą do pokoi...
Tylko tyle zdążyłam przeczytać. Ale mam czas, który przeznaczę na relaks i czytanie książki. W pewnej chwili usłyszałam swoją komórkę. Przyszedł do mnie sms. Nie zamierzam odpisywać. Dostałam kolejnego i kolejnego. W końcu, ktoś zadzwonił. Wysunęłam się z pod wody, z lekka podirytowana i odebrałam.
-Słucham?! - wrzasnęłam do komórki, nie patrząc kto dzwoni
-Lily? Z tej strony Tristan - zatkało mnie -Możesz gadać?
-Tak, a co się stało, że dzwonisz? - zaśmiałam się do komórki
Wsłuchałam się w każde jego słowo tylko dlatego, że był zdenerwowany. Dzwonił oczywiście z przymusu, bo raczej sam z siebie, to nie. Chodziło o Thalie. Mówił, że dziewczyna jest w szpitalu, bo dostała uczulenia od jakiegoś owocu i straciła przytomność. Tristan nie wiedział jaki to owoc, dlatego wysłał mi zdjęcie. Był to Dragon Fruit. Rzeczywiście ma na niego uczulenie. Tylko skąd on się wziął u niej w mieszkaniu. Na gwałt wyszłam z wanny i ubrałam się. Zbiegłam na dół zabierając klucze i zakładając buty. Zadzwoniłam po taksówkę. Czekałam pięć minut, ponieważ jest godzina jaka jest i stację mają blisko. No i z miłego wieczora, zamieniłam na podróż taksówką.
-,,-
Wysiadłam na wskazanym adresie. Niestety mieszkanie było za ogrodzeniem, więc musiałam kawałek przejść. Po drodze spotkałam Brada. Tak jak ja, został ściągnięty do Thalii. Zapukaliśmy, a drzwi otworzył nam James.
-Już jesteście, a gdzie Con? - spojrzeliśmy się po sobie
-Nie było go z nami - odpowiedział loczek
-Lepiej mów co się stało? - wtrąciłam
-Wejdźcie...
W mieszkaniu był Tristan i wielki kosz stojący w koncie pokoju. Obejrzałam spokojnie koszyk. Nic nie było takie, żeby uczuliło Thalie, po za tym Dragon Fruit. Wróciłam do chłopaków.
-Czemu nie ma Connora? - spytałam
-Dzwoniłem, ale nie odbierał - powiedział James
-Ja pojadę do niego
-Lily, ale ty jesteś potrzebna tutaj!
-Po co, Thalia jest w szpitalu, a nie tu
-Wiem, Trista zaraz będzie do niej jechał
-To zabierzcie się z nim, a mi tylko dajcie adres Connora
-Jak chcesz
James napisał mi adres i podał karteczkę. Pożegnałam się z chłopakami i wyszłam, dzwoniąc po taxi. Przyjechała po ośmiu minutach. Przekazałam taksówkarzowi adres i usiadłam z tyłu.
Stanęłam przed skromnym mieszkankiem. Widać rękę kobiety. Jest zadbany i eksploduje praktycznie szczęściem. Zapukałam. Otworzył mi Connor.
-Hej? - machnęłam ręką
Od Gołąbka;
Nowy bohater ukarze się w zakładce "Bohaterowie Beautiful Friendship". Wszystko dowiecie się o bohaterach właśnie w tej zakładce! Miłego czytania i czekania na następne ;)
Czytasz=Komentujesz
Czytasz=Komentujesz

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz